Na oryginalnej i obciętej wersji dwóch zdjęć, które od wczoraj krążą w internecie, łatwo znaleźć różnicę. Na pierwszych wyraźnie widać noże w rękach pasażerów. Drugie zostały tak wykadrowane, żeby noży nie było widać.
Zdjęcia, opublikowane najpierw przez turecką gazetę "Hürriyet", trafiły do zachodnich mediów za pośrednictwem agencji informacyjnych. Amerykańska Associated Press zostawiła zdjęcia nienaruszone, ale brytyjski Reuters je wykadrował.
Fotografie pokazują atak izraelskich komandosów 31 maja na konwój z pomocą humanitarną dla blokowanej przez
Izrael Strefy Gazy, w którym zginęło dziewięciu Turków. Reuters twierdzi, że zdjęcia nie zostały specjalnie przycięte, a okrojona wersja została już usunięta z serwera agencji. Zdaniem Izraelczyków aktywiści, którzy zaatakowali komandosów tuż po abordażu, byli uzbrojeni w pręty, pałki, noże i broń palną. Turecka organizacja IHH, jeden z organizatorów Flotylli, pokazała wczoraj zdjęcia, na których widać rozbrojonych i zakrwawionych izraelskich żołnierzy.
Tymczasem wczoraj Jerozolima ostatecznie zdecydowała, że Izrael sam przeprowadzi śledztwo w sprawie ataku, choć sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon domagał się międzynarodowego dochodzenia. Śledztwo ma dotyczyć jedynie prawnych aspektów ataku, a także samej blokady nałożonej przez Izrael na Strefę Gazy po przejęciu tam w 2007 r. władzy przez Hamas.
Minister obrony Ehud Barak stwierdził wczoraj, że żołnierze, którzy weszli na statki Flotylli, nie powinni być nawet przesłuchiwani.
Natomiast rosyjski premier
Władimir Putin oświadczył wczoraj, że nadal w ONZ będzie domagał się międzynarodowego śledztwa. - Martwi nas tak jawne naruszenie powszechnie uznawanych norm prawa międzynarodowego. W dodatku incydent miał miejsce na wodach międzynarodowych - mówił w Stambule podczas szczytu na temat bezpieczeństwa w Azji.
Międzynarodowego śledztwa ciągle domaga się Ankara, która zredukowała do minimum stosunki z Izraelem. Turecki rząd zapowiedział, że jeśli Izrael sam przeprowadzi dochodzenie, normalizacja stosunków jest wykluczona.
Na szczycie w Stambule przemawiał też prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad. Zapowiedział on, że Iran odrzuci wszelkie rozmowy o swoim programie nuklearnym, jeśli zostanie obłożony nowymi sankcjami. - Jeżeli rząd
USA myśli, że może wymachiwać kijem rezolucji, a potem jakby nigdy nic zasiąść do negocjacji z nami, to się grubo myli - stwierdził.
Rada Bezpieczeństwa ONZ rozmawiała wczoraj o nowych sankcjach wobec Teheranu. Głosowanie odbędzie się prawdopodobnie dzisiaj. Potępieniem Izraela zakończył się wczoraj regionalny szczyt w Stambule, poświęcony problematyce bezpieczeństwa w Azji.