Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Tysiące związkowców wyszło w miniony weekend na ulice Aten i Salonik, trzymając transparenty z napisem: "Łapy precz od przywilejów socjalnych!".
Dla Greków kończy się bal na Titanicu. Ani społeczeństwo, ani dwie najpotężniejsze w kraju organizacje związkowe - GSEE oraz ADEDY - nie mają jednak zamiaru się z tym pogodzić.
Premier Grecji Jeorjos Andreas Papandreu, nazywany przez protestujących "spragnionym krwi rzeźnikiem", chce wydłużyć wiek emerytalny o pięć lat, do 65. roku życia. Wydłużony z 37 do 40 lat ma być też staż pracy uprawniający do pełnej emerytury.
Zadłużonych na 300 mld euro Greków nie stać już na najwyższe w Europie emerytury. Mieszkaniec Aten po zakończeniu kariery zawodowej dostaje aż 73 proc. swoich zarobków (Polak 56 proc.).
Na utrzymywanie emerytalnego status quo nie stać jednak już nikogo w Europie. Politycy mówią dziś wyborcom okrutnie: będziecie pracować dłużej i ciężej, a emerytury będą niższe niż do tej pory.
Po pierwsze, podwyższymy wam wiek emerytalny. Francuski prezydent Nicolas Sarkozy już chce zmusić rodaków do odchodzenia na emeryturę nie wcześniej niż po ukończeniu 65 lat. W kolejce do wydłużania pracy są: Czechy, Finlandia, Węgry, Łotwa, Holandia, Słowenia... Niemcy mają to już za sobą. Wiek emerytalny jest tu wydłużany stopniowo. W 2029 r. będzie to 67 lat dla mężczyzn i kobiet.
Po drugie, obniżymy wam emerytury. W lipcu zeszłego roku zrobiła to Łotwa. Emerytury spadły o 10 proc. Niewykluczone, że podobny los czeka Hiszpanię. Na razie najcięższy od pół wieku
kryzys gospodarczy i 20-proc.
bezrobocie zmusiły socjalistyczny rząd José Luisa Rodr~gueza Zapatero do wstrzymania podwyżek emerytur. Żadnego -wzrostu emerytur nie będzie też w -Bułgarii.
W Polsce w marcu poszły one o 4,62 pkt proc. do góry. To była największa taka podwyżka w Europie.
Po trzecie, sięgniemy do kieszeni prywatnych funduszy emerytalnych (takich polskich OFE). Na Litwie zmniejszono wysokość przekazywanej składki do prywatnych funduszy emerytalnych z 5,5 proc. do 2 proc. wynagrodzenia. Na Łotwie cięcia były jeszcze bardziej radykalne: z 8 proc. do 2 proc. Natomiast będąca w tragicznej sytuacji Estonia na dwa lata w ogóle zrezygnowała z odprowadzania składek na prywatne fundusze. Takie plany są też w Polsce. Odebrać część pieniędzy OFE chcą ministrowie Jolanta Fedak i Jacek Rostowski. Przeciw jest Michał Boni.
O co tyle hałasu? Czy europejskie rządy oszalały? Dlaczego chcą ludziom odebrać czas i przywileje na zasłużonej, wymarzonej emeryturze?
Komisja Europejska szacuje, że wydatki na emerytury w najbliższych 50 latach mogą w państwach UE wzrosnąć o 20-30 proc. Wydatki będą rosnąć, bo Europa się starzeje. Od 1960 do 2000 roku średnia długość życia w UE wzrosła o cztery lata. Do 2060 r. wzrośnie o kolejne 8,5 roku dla mężczyzn i 6,9 roku dla kobiet. Nasz
ZUS ostatnio wprowadził w swoich tablicach trwania życia nową liczbę - 110 lat!
Jednocześnie rodzi się mniej dzieci. Aby zatrzymać niż demograficzny, kobiety powinny rodzić średnio 2,1dziecka. Nigdzie w UE tyle nie ma. Najwięcej, bo dwójkę, rodzą Francuzki i Irlandki. Ostatnie dwa miejsca w UE zajmują Słowaczki i Polki. Rodzą 1,3--1,4 dziecka.
Dłuższe życie i mniej urodzeń spowoduje, że mniej osób pracujących będzie musiało utrzymać większą liczbę emerytów. Dziś na jednego emeryta w UE przypada trzech pracowników. Za 20 lat tych ostatnich będzie już tylko dwóch.
- W obliczu tych zmian nie jest -możli-we utrzymanie obecnego wieku -emery-talnego i jednocześnie aktualnego -pozio-mu świadczeń - stwierdza w tegorocznym raporcie Międzynarodowe Stowa-rzyszenie Zabezpieczenia -Społecznego.
Ważne, żeby zrozumieli to też Polacy. Dziś obniżanie emerytur nam nie grozi. Ale co będzie jutro?
Nasz
budżet już w tym momencie z trudem radzi sobie z dopłacaniem do ZUS na emerytury ponad 40 mld zł rocznie. Za 20 lat będzie to już dwa razy tyle.
Czy obecni kandydaci na prezydenta to rozumieją? Czy rozumie to Jarosław Kaczyński, który wbrew reformie emerytalnej, będąc szefem rządu, hojną ręką wydłużył wszystkim przywileje emerytalne o rok? Kosztowało to budżet tylko w jednym roku prawie 2 mld zł, a będzie jeszcze więcej. To koszt rozłożony na lata.
Czy rozumie to Waldemar Pawlak, który jak niepodległości broni
KRUS-u, do którego co roku dopłacamy ponad 16 mld zł?
Czy rozumie to Bronisław Komorowski, którego partia od kilku lat zapowiada ukrócenie przywilejów emerytalnych? Wciąż poza powszechnym systemem emerytalnym są policjanci, żołnierze, górnicy, sędziowie, prokuratorzy. Za ich przywileje płacimy wszyscy. Średnio 3 tys. na głowę rocznie.
W kampanii wyborczej żaden z nich o tym wyzwaniu stojącym przed Polakami nie mówi. Nie mówi, co chce zrobić, żeby nie czekał nas los Greków. To błąd.
"Gazeta" rozpoczyna nowy cykl: zreformujmy raz na zawsze emerytury. Pokażemy, co jeszcze jest w Polsce do zrobienia.
Czekamy na listy: emerytur@gazeta.pl
>