W tle politycznej rozgrywki o powołanie Marka Belki na fotel prezesa
NBP rynek walutowy się chwieje. Na skutek pogłosek, że także Węgrom grozi bankructwo, ceny walut notują rekordy.
Pełniący obowiązki prezydenta marszałek Sejmu Bronisław Komorowski (kandydat PO na prezydenta) chce, by posłowie jeszcze w tym tygodniu głosowali nad kandydaturą Belki. Wczoraj zapowiedział konsultacje z szefami klubów. - Będę prosił o zrezygnowanie, choć na krótko, z partyjnych punktów widzenia na kwestię NBP. Polska złotówka nie ma legitymacji partyjnej - mówił w Zielonej Górze. Podkreślił, że Belka jako były premier i minister finansów w rządach
SLD daje gwarancję niezależności Banku od rządzącej PO. I wbił szpilkę szefom
PiS, SLD, a nawet koalicyjnego
PSL. - Trzech moich konkurentów to są szefowie partii politycznych i oni mają skłonność do myślenia w kategoriach nie państwowych, ale partyjnych - dodał.
Marek Belka ma się zaprezentować posłom na środowym posiedzeniu komisji finansów publicznych. W porządku obrad nie ma jednak głosowania nad jego kandydaturą. Opozycja i PSL zgodnie powtarzają, że powinno odbyć się dopiero po wyborach prezydenckich. Rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak zapowiada, że jeśli na porannym posiedzeniu konwentu seniorów Komorowski będzie chciał uzupełnić porządek obrad o głosowanie nad wyborem Belki, PiS zgłosi zastrzeżenie.- Kandydata na szefa NBP powinien zgłaszać wybrany demokratycznie prezydent, a nie wypełniający obowiązki prezydenta. W polskiej gospodarce nic złego się nie dzieje, przynajmniej rząd nam nic na ten temat nie mówi. Mamy w NBP pana Wiesiołka, który zastępuje prezesa NBP, więc nie ma co się spieszyć - mówi Błaszczak.
Jeśli na konwencie PiS zgłosi zastrzeżenie, o uzupełnieniu porządku obrad będzie decydowało głosowanie całego Sejmu. Żeby odrzucić punkt dotyczący Belki, trzeba głosów PiS, SLD i PSL. Ludowcy - jak powiedział nam wicepremier
Waldemar Pawlak - będą przeciw uzupełnieniu porządku obrad o powołanie szefa NBP. - Daliśmy jasny sygnał, że prezesa banku centralnego powinien wskazywać prezydent, a nie wypełniający jego obowiązki. Będziemy głosować zgodnie z tymi deklaracjami - mówi "Gazecie" Pawlak. Dodaje, że jego zdaniem Komorowski może zrezygnować z powoływania prezesa NBP na najbliższym posiedzeniu Sejmu. - Jak panu marszałkowi wyjdzie z konsultacji z szefami klubów, że przegra głosowanie, to nie będzie się upierał przy jego terminie - dodaje Pawlak.
Szef PSL powtarzał wczoraj, że Belka "nie jest właściwym człowiekiem na te czasy". Przyznał, że to fachowiec, ale nie ma ręki do polityki, bo "zatapiał" każde środowisko, z którym się wiązał.
Jeszcze trudniejszą sytuację ma SLD. Belka to były członek lewicowych rządów, więc politycy nie chcą deklarować wprost, czy staną mu na drodze do prezesury NBP. - Zobaczymy, co zrobi marszałek - mówi enigmatycznie Marek Wikiński, wiceszef klubu Lewicy. - Uważamy, że termin zgłoszenia kandydatury profesora Belki jest niefortunny. Żyjemy powodzią i kampanią wyborczą. Gramy o jak najwyższy wynik i to jest dla nas priorytetem - dodaje rzecznik klubu Tomasz Kalita. Ale zaznacza, że o Belce w Sojuszu myślą "bardzo ciepło". Nie jest zaplanowane spotkanie posłów SLD z Belką, ale - jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie - dziś po południu będzie z nim rozmawiał w cztery oczy kandydat lewicy na prezydenta Grzegorz Napieralski.