Komisja Majątkowa działa przy
MSWiA. Liczy 12 osób - sześciu przedstawicieli rządu i sześciu strony kościelnej. Zwraca majątki kościelne, które na mocy ustawy z 1950 r. o przejęciu tzw. dóbr martwej ręki przeszły na rzecz państwa.
Niektóre źródła podają, że w ten sposób utracił on ok. 170 tys. ha. Jednak wyliczenia zlikwidowanego w 1989 r. Urzędu ds. Wyznań mówiły o obszarze ok. 85 tys. ha. Ile jest naprawdę - nikt nie wie. Strona kościelna nigdy nie przedstawiła Komisji Majątkowej zbiorczych danych na ten temat.
Od początku istnienia w 1991 r. Komisja zdecydowała o losie ponad 3 tys.
nieruchomości Kościoła katolickiego. Na rozpatrzenie czeka jeszcze 248 wniosków kościelnych.
- Działania Komisji są nieprzejrzyste - uważa Liwiusz Laska, warszawski adwokat, specjalizujący się w obrocie nieruchomościami. - Nigdzie nie ma ogłoszeń, że
Kościół sprzedaje ziemię, nie padają żadne ceny wywoławcze, nie ma żadnych informacji, że znalazł się kupiec i ile zapłacił.
Mec. Laska argumentuje dalej: - Kościół błyskawicznie i w tajemnicy pozbywa się gruntów, by nie narażać się na zarzut handlowania i zarabiania na majątku państwowym czy samorządowym. Rzeczoznawca może zaniżyć czy zawyżyć cenę nieruchomości nawet o 50-100 proc. I zawsze się wybroni, bo to trudne do udowodnienia.
- Winę za tę nieprzejrzystość ponosi ustawodawca, a nie Kościół - odpowiada dr Krzysztof Wąsowski, od 2008 r. współprzewodniczący Komisji ze strony kościelnej. - Przecież to, że strona kościelna zleca wyceny, nie wynika z naszego pragnienia. Strona rządowa sama nie chciała ich zlecać, bo nie miała na to budżetu. A więc chcąc odzyskać zabrane nieprawnie nieruchomości, musieliśmy przygotować kompletną dokumentację, w tym wyceny. Ale nimi zajmują się licencjonowani rzeczoznawcy, trudno mi brać odpowiedzialność za ich rzetelność - podkreśla.
Mec. Laska przypomina, że w Komisji nikt nie weryfikował wycen przedstawianych przez Kościół. - Gdyby rozstrzygał sąd, można byłoby zakwestionować wycenę, zlecić nową - uważa.
Dr Wąsowski z tym akurat się zgadza: - Paradoksalnie, ustawa o stosunku państwa do Kościoła, na mocy której powstała Komisja Majątkowa, pozbawiła Kościół prawa dochodzenia roszczeń w zwykłym trybie - sądowym czy administracyjnym. W Komisji strona kościelna latami czeka na zaspokojenie swoich roszczeń, strona rządowa piętrzy problemy dowodowe, samorządy na każdy wniosek odpowiadają, że albo zwrot jest niemożliwy, albo nie dysponują gruntem zamiennym. Przed sądem sprawy te byłyby rozpatrywane znacznie szybciej - mówi przedstawiciel strony kościelnej.
Józef Różański, od 2008 r. współprzewodniczący Komisji ze strony rządu, zapewnia, że zasady jej pracy się zmieniły: - Na posiedzenia zapraszani są teraz wszyscy w jakikolwiek sposób zainteresowani omawianą sprawą: przedstawiciele samorządu gminnego, powiatowego, wojewody, Agencji Nieruchomości Rolnej i ministra finansów. Informacje na ten temat publikuje Biuletyn Informacji Publicznej - mówi dyr. Różański.
Inna zmiana to zaprzestanie wydawania decyzji bez wiedzy zainteresowanych. - Naczelną zasadą jest próba doprowadzenia do ugody stron. Nie ma czegoś takiego, jak "zaoczne wydanie decyzji" o przyznaniu nieruchomości zamiennych - podkreśla Różański. Jeśli ugody nie ma, komisja proponuje rozwiązanie sporu na drodze sądowej.
Od ponad roku w Trybunale Konstytucyjnym czeka wniosek
SLD o sprawdzenie, czy działanie Komisji Majątkowej jest zgodne z konstytucją. Posłowie lewicy uważają, że nie - zwłaszcza dlatego, że od jej decyzji nie ma odwołania.
Dla samorządów orzeczenie Trybunału będzie kluczowe. Zależy od niego, czy będą mogły domagać się odszkodowań za grunty, które im zabrano na rzecz Kościoła.