Nowe zasady przyznawania preferencyjnych studenckich kredytów ogłosiła wczoraj minister nauki
Barbara Kudrycka.
- Nie chcemy oczywiście namawiać studentów, aby się zapożyczali - mówiła minister Kudrycka. - Chcemy znieść możliwie dużo barier, które stoją na drodze do studiowania. Szczególnie młodzieży z małych miejscowości, która często rezygnuje ze studiów, ponieważ nie stać jej na utrzymanie w dużym akademickim ośrodku.
Minister wprowadziła zasadę, że grupa najuboższych studentów nie będzie musiała szukać poręczycieli kredytów. Warunek - jedynie 600 zł miesięcznego dochodu na głowę w rodzinie netto (podobne kryterium obowiązuje przy ubieganiu się o stypendia socjalne). Za kredyty tych studentów w całości poręczy skarb państwa. Dotąd na takie ułatwienie mogli liczyć jedynie studenci pozbawieni opieki rodzicielskiej, którzy zachowają ten przywilej.
Ilu jest studentów z tak niskimi dochodami? Ministerstwo nie oszacowało.
- Z powodu braku poręczeń odpadło w minionym roku ok. 2,7 tys. wniosków o kredyty. To tej grupie studentów chcemy pomóc. A jeszcze są ci, którzy w ogóle o kredyt nie wystąpili, bo nie znaleźli poręczenia - mówił wiceminister Witold Jurek. Liczy, że na nowych przepisach zyska rocznie do 7 tys. studentów.
Następna grupa z ułatwieniami to ci, których dochody w rodzinie nie przekraczają 1 tys. zł. Będą musieli znaleźć poręczyciela dla 30 proc. kredytu, za 70 proc. kredytu poręczy państwo. Tak było jednak i dotąd.
Nowością jest to, że absolwent, który w trakcie spłacania kredytu straci dochód, czyli z jakiegoś powodu straci pracę, będzie mógł na okres do roku zawiesić spłacanie kredytu. Teraz student rozpoczynał spłacanie kredytu po dwóch latach od ukończenia studiów niezależnie, czy je np. przedłużył i dopiero zaczyna karierę zawodową. W takiej sytuacji można było tylko liczyć na dobrą wolę banku i prosić o przesunięcie początku spłaty. W ministerialnym rozporządzeniu znalazł się zapis, że banki będą zobowiązane do dawania takiej szansy absolwentowi. Ale długość zawieszenia kredytu będzie podlegała negocjacjom.
W rozporządzeniu jest też drobne ograniczenie kredytowej biurokracji - studenci nie będą musieli do każdej transzy kredytu, czyli co semestr, dołączać formularza zaświadczającego o wpisie na następny rok studiów.
Nowe przepisy mają zwiększyć dostępność preferencyjnych kredytów. W tej chwili korzysta z nich jedynie co szósty student (większość z uczelni publicznych).
- Barierą są poręczenia i biurokracja - mówi Bartłomiej Banaszek, przewodniczący parlamentu studentów RP.
Znaleźć poręczyciela na kredyt 35 tys. zł nie wszystkim jest łatwo. To parlament ubiegał się o zwiększenie poręczeń rządowych dla studentów.
Zaletą studenckich kredytów jest niskie oprocentowanie (ok. 2 proc.) i rozłożenie spłaty na okres co najmniej dwa razy dłuższy, niż korzystanie z kredytu. Żeby tak było, państwo dopłaca bankom z budżetu rocznie 70-100 mln zł. W praktyce student dostaje 600 zł kredytu przez dziesięć miesięcy w roku, najdłużej na okres potrzebny do ukończenia konkretnych studiów (np. uniwersyteckie - pięć lat, medyczne - sześć lat, plus ewentualne
studia doktoranckie), po dwóch latach od ukończenia studiów spłaca przez 10 lat miesięcznie raty ok. 300 zł.