Talibowie po raz kolejny chcieli pokazać, że wojsko nie panuje nawet nad stolicą prowincji Ghazni, w pobliżu którego jest główna polska baza w Afganistanie z dowództwem naszego kontyngentu. Talibowie odpalili rakiety z wyrzutni wyprodukowanej chałupniczym sposobem. Tym razem z powodzeniem. - Lekko ranne zostały cztery osoby, ale ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Poszkodowani wkrótce powrócą do służby - mówi por. Sebastian Kostecki, rzecznik dowódcy PKW Afganistan.
Ranni zostali opatrzeni, obrażenia były na tyle lekkie, że wystarczyło założenie zwykłych opatrunków, za kilka dni będą znów w składzie kontyngentu. Wojsko nie zdradza nazwisk rannych. - Prosili, by ich nie nie podawać, nie chcieli nawet, by informować rodziny o wypadku - mówi rzecznik.
Jego zdaniem talibowie nie kontrolują okolic polskiej bazy. - To był co prawda kolejny ostrzał, ale jednak incydent. Wykonujemy szereg działań, które uniemożliwiają przeciwnikowi ataki. A po tym ataku żołnierze zatrzymali czterech mężczyzn, którzy najprawdopodobniej przeprowadzili ostrzał. Ci ludzie zostali więc już wyeliminowani. Było to o tyle łatwe, że bazę Ghazni otacza otwarty teren, w którym praktycznie nie ma się gdzie ukryć - powiedział por. Kostecki.
Jak zwykle w lecie w prowincji Ghazni jest dużo ataków talibów, którzy podkładają miny-pułapki i ostrzeliwują nasze patrole. Jednak polscy żołnierze dysponują coraz lepszym sprzętem rozpoznania, m.in. samolotami bezzałogowymi, i mogą skuteczniej śledzić działania talibów. W ostatnim czasie nasi objęli też nowe bazy, co sprawiło, że talibowie mają coraz mniej bezpiecznych miejsc. Dzięki temu polski kontyngent od dłuższego czasu obywa się bez strat w ludziach.
Źródło: Gazeta Wyborcza