Jeśli Izraelczycy nie zgodzą się na proponowane prze ONZ śledztwo, będzie to oznaczało, że mają coś do ukrycia - stwierdził wczoraj szef tureckiego
MSZ Ahmet Davutoglu. - Społeczność międzynarodowa musi sobie odpowiedzieć na pytanie: czy jeden kraj ma prawo przechwytywać statki na wodach międzynarodowych?
Stosunki turecko-izraelskie gwałtownie się pogorszyły po przeprowadzonym 31 maja izraelskim ataku na Flotyllę Wolności wiozącą kilkuset propalestyńskich działaczy i pomoc humanitarną dla blokowanej przez Izrael Strefy Gazy. Od kul izraelskich komandosów, którzy utrzymują, że gdy znaleźli się na pokładzie jednego ze statków flotylli, zostali zaatakowani, zginęło dziewięciu tureckich aktywistów.
Turcja odwołała ambasadora w Izraelu i zapowiedziała ograniczenie do minimum stosunków handlowych i wojskowych.
Izraelski minister przemysłu i handlu Binyamin Ben-Eliezer przyznał, że nie wyobraża sobie kontynuowania wspólnych dużych projektów. Dwie trzecie ze 150 tys. Izraelczyków odwołało planowane wakacje w Turcji.
Wczoraj minister Davutoglu powiedział też, że jeśli Izrael nie zgodzi się na międzynarodowe śledztwo, normalizacja stosunków jest wykluczona.
Sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon chce, żeby międzynarodowa komisja wyjaśniła, jak doszło do śmierci działaczy. W jej skład weszliby m.in. przedstawiciele Turcji i Izraela, na czele miałby stanąć były premier Nowej Zelandii Geoffrey Palmer, specjalista od prawa morskiego.
Już w niedzielę ambasador izraelski przy ONZ Michael Oren oświadczył jednak, że jego rząd nie chce powołania komisji. Natomiast w poniedziałek izraelski parlament zdecydował, że arabska deputowana do Knesetu Hanin Zuabi, która płynęła na jednym ze statków Flotylli Wolności, zostanie ukarana. Utraci paszport dyplomatyczny i finansowaną przez państwo opiekę prawną. Krok ten Zuabi nazwała zamachem na demokrację.
W weekend blokadę Strefy Gazy próbował przerwać irlandzki statek z pomocą, jednak został powstrzymany, a aktywiści ustąpili bez walki. Z kolei irański Czerwony Półksiężyc (odpowiednik Czerwonego Krzyża w krajach muzułmańskich) zapowiedział, że pod koniec tygodnia wyśle do Gazy dwa statki z "darami od mieszkańców Iranu". Irańskie władze oświadczyły, że statki mogą eskortować Strażnicy Rewolucji, bojówkarze na usługach ajatollahów, którzy pilnują moralnego porządku na ulicach Teheranu.
Międzynarodowego śledztwa domagają się też szefowie francuskiego i brytyjskiego MSZ
Bernard Kouchner i William Hague. Kouchner zaproponował też pomoc Unii Europejskiej w kontrolowaniu ruchu statków i pilnowaniu, żeby do Gazy docierała pomoc humanitarna, a nie broń. - Bylibyśmy zadowoleni, mogąc to robić tak, jak w przeszłości - stwierdził. Do 2007 r. unijni obserwatorzy pilnowali przejścia granicznego między Egiptem a Strefą Gazy w Rafah; ich misja została zawieszona z powodów bezpieczeństwa.
W poniedziałek w Knesecie centrowa partia Kadima i dwie partie arabskie zgłosiły wnioski o wotum nieufności wobec prawicowego rządu Benjamina Netanjahu. Wszystkie trzy wnioski przepadły w głosowaniu - W takiej sytuacji opozycja powinna murem stać przy rządzie - krytykował autorów wniosków premier.
Wczoraj o świcie izraelscy żołnierze ostrzelali u wybrzeży Strefy Gazy łódź, zabijając co najmniej czterech Palestyńczyków. Według armii mężczyźni byli ubrani w kombinezony do nurkowania i zamierzali przeprowadzić zamach w Izraelu.