- Przygotowania do igrzysk pozwoliły nam wskrzesić ideę Ludu Tęczy łączącego w zgodzie wszystkich, bez względu na kolor skóry. Znów jesteśmy jednością - mówił w Pretorii Zuma. - Południowoafrykańskie flagi stały się w sklepach najbardziej poszukiwanym towarem. Piłkarskie mistrzostwa wywołały w nas przypływ dumy z tego, że jesteśmy obywatelami Południowej Afryki. To rzecz bezcenna!
Johannesburg i Pretoria wprost toną w barwnych flagach, a mieszkańcy paradują w żółto-zielonych koszulkach, w jakich zwykle występują piłkarze drużyny narodowej. Zgodnie z zaleceniem Zumy od kilku miesięcy w każdy piątek urzędnicy przywdziewali je, wybierając się do pracy.
Pierwszy rok rządów upłynął Zumie pod znakiem skandali obyczajowych z udziałem jego samego, strajków, walk frakcyjnych w rządzącym Afrykańskim Kongresie Narodowym i powiększającej się przepaści między bogacącą się klasą średnią a ubożejącą biedotą. Mistrzostwa mogą się dlań okazać zbawienne. Odciągną - choć na jakiś czas - uwagę niezadowolonych ze swego losu obywateli i zjednoczą skłócone społeczeństwo (tak jak pierwsze wolne wybory, prezydentura Nelsona Mandeli czy zwycięstwa narodowych drużyn w mistrzostwach świata w rugby i mistrzostwach Afryki w piłce nożnej).
Aby przypomnieć tamte czasy, Zuma, a przede wszystkim szefowie piłkarskiej federacji FIFA, chcą ściągnąć na stadion Soccer City w Johannesburgu sędziwego Nelsona Mandelę. Miałby otworzyć w piątek mistrzostwa i dopingować drużynę RPA, która w inauguracyjnym meczu spotka się z Meksykiem. Na obecność 92-letniego Mandeli na wieczornym meczu, gdy temperatury spadają do kilku stopni, nie zgadza się rodzina. Jej zdaniem byłoby to zbyt niebezpieczne dla jego zdrowia i życia.
- Gdyby Mandela przyszedł na mecz, przydałby znaczenia mistrzostwom - wzdycha Zuma.
Prezydent FIFA Sepp Blatter, faktyczny gospodarz igrzysk, w zeszłym tygodniu odwiedził Mandelę i powiedział, że życzyłby sobie jego obecności na stadionie. - Wiem, że Mandela chce tam być - obwieścił po spotkaniu.
Lud Tęczy nie zostałby wskrzeszony, a narodowa jedność i duma nie przetrwałyby długo, jeśli drużyna RPA odpadłaby z rozgrywek. Ale skazywani na porażkę i odsądzani od czci i wiary za brak ambicji i lenistwo piłkarze z RPA niespodziewanie zaczęli wygrywać mecz za meczem. Trenowani przez Brazylijczyka Carlosa Alberto Parreirę (kiedyś doprowadził do mistrzostwa Brazylię) wygrali 12 spotkań z rzędu, a w sobotę pobili nawet Danię.
Zwycięstwa natchnęły wiarą nie tylko kibiców, nawet ci, którzy dotąd piłką się nie interesowali, zaczęli trzymać kciuki za jej sukcesy (w 1995 r., po zwycięstwach znienawidzonej reprezentacyjnej drużyny rugby, żywego symbolu apartheidu, nawet czarni mieszkańcy RPA, którzy dotąd życzyli jej klęsk, stali się jej kibicami; rok później sukcesy piłkarzy zachęciły białych do popierania drużyny czarnych).
Sukcesowi mistrzostw, bardziej niż zła forma miejscowych piłkarzy, mógłby zagrozić bałagan organizacyjny. W niedzielę, gdy w Pretorii Zuma zapewniał, że kraj jest gotowy do igrzysk, w pobliskiej Tembisie, czarnym przedmieściu Johannesburga, kilkadziesiąt tysięcy kibiców stratowało kilkanaście osób. Szturmowali bramę miejscowego boiska, na którym - zgodnie z życzeniem FIFA - Nigeria rozgrywała pokazowy mecz z Koreą Północnej. Rozdano nań 8 tys. darmowych biletów, ale chętnych przyszło kilka razy więcej, a prymitywnego betonowego stadionu pilnowała tylko garstka policjantów.
- To cud, że nikt nie zginął - mówi pułkownik Hangwani Mulaudzi z johannesburskiej policji. - Mieszkańcy takich miejsc jak Tembisa zwykle spędzają niedziele w barach, przy kieliszku. Wtedy nie powinno się organizować darmowych meczów.
Wielotysięczny tłum przyszedł też na otwarty trening drużyny Argentyny w Pretorii (odkąd zjechał tu ze swoimi piłkarzami Diego Maradona miasto przybrało błękitno-białe barwy argentyńskie). Szpalery policjantów przez całe popołudnie odpierały szturmy kibiców i gapiów napierających na ogrodzenie otaczające boisko i kwaterę Argentyńczyków.
- Afryka pięknie się sprawiła - przekonuje Sepp Blatter. - Choć oczywiście nikt nie jest doskonały.
Źródło: Gazeta Wyborcza