Telewizja publiczna chce zorganizować 13 czerwca debatę prezydencką z udziałem czterech głównych kandydatów: Bronisława Komorowskiego (PO), Jarosława Kaczyńskiego (PiS), Grzegorza Napieralskiego (
SLD) i Waldemara Pawlaka (
PSL). Wszyscy, oprócz Komorowskiego, chcą wziąć w niej udział. Szef sztabu Komorowskiego Sławomir Nowak stwierdził, że koncepcja debaty czterech kandydatów jest niedemokratyczna i niepełna. Dodał, że kandydat PO chce debaty "jeden na jeden" z Jarosławem Kaczyńskim, albo do debaty ze wszystkimi kandydatami. Czy Komorowski podjął słuszną decyzję?
Z jednej strony telewizyjna Jedynka słynie z sympatii propisowskiej, kandydat PO może się więc spodziewać wszystkiego najgorszego. A przy takim zestawie uczestników debaty będzie to gra do jednej bramki: atakowanie PO i faworyta rankingów. Ryzyko jest tym większe, że Komorowski znany jest z różnych wpadek i niezbyt trafionych wypowiedzi. W takim starciu wszystkie te słabości mogą ujawnić się ze zdwojoną siłą.
Z drugiej strony nieobecność Komorowskiego może być uznana za rejteradę. Kandydat na prezydenta musi stawić czoła konkurentom. Jeśli nie będzie tego w stanie zrobić, wówczas wyborcy będą zastanawiać się, czy jest w stanie podołać obowiązkom głowy państwa. Wniosek: mimo olbrzymiego ryzyka nieobecność w czasie tej debaty będzie błędem.
Śmieszy mnie jednak szefowa sztabu Jarosława Kaczyńskiego Joanna Kluzik-Rostkowska, która zachęca Komorowskiego do występu w
TVP słowami: "Odwagi, panie marszałku". Kaczyński sam odwagą nie grzeszy. Nie występuje w mediach, które są krytyczne wobec jego politycznych dokonań. Urządza debaty, ale tylko ze swoimi zwolennikami np. z prof. Jadwigą Staniszkis. A starcie z kontrkandydatami chce odbyć w telewizyjnej Jedynce, która jest tubą propagandową PiS. Niech więc pani Joanna także do swojego kandydata zawoła: "Odwagi, panie prezesie".