http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie skazujcie mnie na śmierć

Iwona Hajnosz
2010-06-05, ostatnia aktualizacja 2010-06-07 14:55

"Piszę do Pana Premiera w odruchu skrajnej rozpaczy. Walczę o życie" - Janina Orczyk, pacjentka chora na raka nerki, której urzędnicy odmówili dalszego leczenia, a premier nawet nie odpisał na list, pozwała ministra zdrowia i NFZ o setki tysięcy złotych odszkodowania

Choroba nowotworowa pani Janiny Orczyk postępuje. Czy sąd w ogóle zdąży wydać wyrok w procesie o prawo do leczenia, który wytoczyła NFZ i Ministerstwu Zdrowia?
Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Choroba nowotworowa pani Janiny Orczyk postępuje. Czy sąd w ogóle zdąży wydać...
Historia rozsianego raka nerki Janiny Orczyk zaczyna się od kaszlu i tabletek na gardło: - W grudniu 2008 r. zgłosiłam się do mojego lekarza rodzinnego, bo męczył mnie taki straszny kaszel. Taki, że aż dostawałam wymiotów. Dostałam tabletki do ssania, antybiotyk jeden, potem drugi, obydwa nieskuteczne. Potem prześwietlenie płuc, które nie wykryło niczego - opowiada pani Janina.

Wiosną 2009 r. lekarz rodzinny kieruje ją na specjalistyczne badania do szpitala Jana Pawła II w Krakowie. Żaden wynik nie pozwala jednak na diagnozę.

Dopiero w czerwcu lekarz wysyła ją na USG brzucha. - Robię je normalnie, w przychodni w Nowej Hucie. Mam czarno na białym: rak nerki.

Szok i strach, telefony do przyjaciół, a zwłaszcza do zaprzyjaźnionej dentystki - co robić dalej. Długie narady z córką.

Kolejny pobyt w szpitalu Jana Pawła II. Tomografia komputerowa pokazuje jakiś niewyraźny cień w płucach. Może guzek, może nie - nie wiadomo. W rozpoznaniu lekarz pisze: do dalszej diagnozy, ślad nie do końca pewny.

Za to rak lewej nerki pewny na sto procent. W lipcu w krakowskim Instytucie Onkologii lekarze usuwają go.

Pomimo niepokojącego śladu w płucach dopiero we wrześniu pani Janina dostaje skierowanie na kolejną tomografię. Wynik: rak w płucach jest i co gorsza pojawiły się kolejne przerzuty.

Dlaczego dopiero wtedy ją przebadano? - Kolejka do tomografii jest obecnie w Krakowie na dwa, trzy miesiące - wyjaśniają onkolodzy.

Minister Kopacz daje nadzieję

Jeszcze we wrześniu pani Janina dostaje interferon, podstawowy lek, którym w Polsce leczy się chorych na raka. Mijają dwa miesiące: kolejne badanie wykazuje, że lek jest nieskuteczny, choroba, zamiast się cofać, postępuje!

- Rak nerki nie jest jednolitą chorobą. Jest ich kilka rodzajów, trzeba próbować go leczyć różnymi lekami - wyjaśnia prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. - Nie pomaga jeden, trzeba próbować innego.

W styczniu 2010 r. pani Janina słyszy w telewizji Ewę Kopacz, minister zdrowia. Z powodu zmiany przepisów z dnia na dzień chorzy na raka dowiedzieli się, że tracą prawo do leczenia. Minister zapewniała, że każdy będzie ratowany, winą za zamieszanie obarczyła NFZ. Prezes Funduszu nie dostał pensji za styczeń, a rzeczniczka prasowa straciła pracę.

Pani Janina: - Poczułam wtedy pewność, że dostanę inny lek, może skuteczniejszy. Niestety, to były puste słowa. Minęło pięć miesięcy, a zgody na leczenie nikt mi dać nie chce.

Zgoda jest, zgody nie ma

Jak wyglądała realizacja ministerialnych zaleceń w praktyce? 25 stycznia 2010 r. Centrum Onkologii w Krakowie wysłało wniosek do NFZ o chemioterapię niestandardową preparatem sutent dla pani Janiny. Zgodził się na to małopolski konsultant wojewódzki ds. onkologii.

Fundusz odpowiedział po miesiącu, czyli pod koniec lutego, żeby leczyć kobietę na podstawie przepisu mówiącego o tym, że w stanach nagłych każdy pacjent ma prawo do pomocy.

2 marca to stanowisko Funduszu zostało przesłane faksem do krakowskiego Centrum. Tego samego dnia Centrum alarmuje: mamy problem, bo dzień wcześniej zawarliśmy z Funduszem umowę na Terapeutyczny Program Zdrowotny, czyli na leczenie raka nerki terapią niestandardową, ale nie przysługuje ona chorym leczonym wcześniej inną metodą. A pani Janina przecież dostawała interferon.

Dlatego Centrum prosi Fundusz o kolejne potwierdzenie, że może ją leczyć jako pacjenta w stanie nagłym.

10 marca NFZ odpisuje: jeśli tak się sprawy mają, to pacjentka nie kwalifikuje się.

Centrum Onkologii w Krakowie tłumaczy dziś: - Podaliśmy interferon, a w takim przypadku NFZ nie refunduje już leczenia innym preparatem. Choć prosiliśmy, by "sprawę traktować jako bardzo pilną", pozytywnej odpowiedzi nie było.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':