http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Śledztwo przeciwko niemieckiemu arcybiskupowi

Bartosz T. Wieliński, Tomasz Bielecki
2010-06-04, ostatnia aktualizacja 2010-06-03 17:00

Arcybiskup Robert Zollitsch, przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec,
wczoraj tłumaczył się papieżowi ze skandali pedofilskich w niemieckim Kościele
Arcybiskup Robert Zollitsch, przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, wczoraj tłumaczył się papieżowi ze skandali pedofilskich w niemieckim Kościele
Fot. TONY GENTILE REUTERS

Prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko przewodniczącemu niemieckiego episkopatu abp. Robertowi Zollitschowi. Podejrzewa go o udzielenie pomocy księdzu pedofilowi. - To absurd - odpowiada na zarzuty hierarcha

Abp Robert Zollitsch
Fot. Jacek Lagowski / AG
Abp Robert Zollitsch
SERWISY
Abp Zollitsch to pierwszy szef episkopatu, którego objęto oficjalnym śledztwem w nowożytnych Niemczech. Niemiecka prokuratura, która dotychczas dążyła do ukarania bezpośrednich sprawców molestowania w Kościele, tym razem uznała, że tuszowanie skandali bądź przyzwolenie na dalszą pracę duszpasterską pedofilów ze strony ich przełożonych powinno być ścigane jako współsprawstwo w przestępstwie.

Sprawa dotyczy skandalu pedofilskiego w klasztorze cystersów w Birnau nad Jeziorem Bodeńskim. W latach 60. jeden z mnichów wykorzystywał seksualnie chłopców. Sprawa wyszła na jaw i zakonnika przeniesiono do innego klasztoru, ale 30 lat po fakcie wrócił do starej wspólnoty.

Jedna z jego ofiar, 53-letni mężczyzna, uznała teraz, że stał za tym właśnie Zollitsch, wówczas odpowiadający w diecezji fryburskiej za sprawy kadrowe (jako pomocnik biskupa). Według ofiary arcybiskup miał zgodzić się na powrót mnicha do pracy. We fryburskiej prokuraturze mężczyzna złożył więc doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez arcybiskupa polegającego na pomocy w procederze pedofilskim, a ta wszczęła przeciwko Zollitschowi śledztwo.

Dotychczas biskupi i inni kościelni zwierzchnicy w niemal całej Europie (prócz Francji, Wlk. Brytanii i Irlandii) byli zwykle bezpieczni, bo prawo nie przewidywało kar za brak donosu na pedofila. Jeśli jednak inni niemieccy prokuratorzy pójdą teraz śladem sprawy abp. Zollitscha i zaczną wykorzystywać przepisy o współsprawstwie, to w Niemczech - jak spekulują media - co najmniej kilku kościelnych przełożonych może wkrótce stanąć przed sądem.

W całym kraju ujawniono w ostatnich czterech miesiącach ponad tysiąc przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci przez duchownych w parafiach, szkołach kościelnych czy sierocińcach. Do większości dochodziło w latach 60. i 70. Zarzuty o tuszowanie przypadków pedofilii stawiano też hierarchom, w tym również papieżowi Benedyktowi XVI, który jako arcybiskup Monachium miał kryć księży pedofilów w swojej diecezji. Po oskarżeniach o bicie wychowanków w zeszłym miesiącu odszedł ze stanowiska biskup Augsburga Richard Mixa.

Kłopoty abp. Zollitscha są szczególnie groźne dla wiarygodności Kościoła, bo obecnie jest on najważniejszym rzecznikiem upowszechnienia w Niemczech reguły "zero tolerancji" wypracowanej przez biskupów w USA (wyrzucanie ze stanu kapłańskiego po jednym przypadku wykorzystania niepełnoletniej osoby) oraz pełnej współpracy biskupów z prokuraturą wbrew tradycyjnej zasadzie, że jako "duchowi ojcowie" nie powinni donosić na swych "synów" księży.

Ta rygorystyczna linia bliska Benedyktowi XVI napotyka spory opór części hierarchów w Kurii Rzymskiej, dla których narastająca fala "oszczerczych oskarżeń" jest dowodem wrogości mediów i antyklerykalizmu w Europie, a więc - jak przekonują - powodem do zaprzestania publicznego prania kościelnych brudów.

Współpracownicy abp. Zollitscha zapewniają, że jest niewinny. Mówią, że w latach 80. władze diecezji we Fryburgu nie miały pojęcia o pedofilskich przestępstwach cystersa z Birnau, o których hierarchowie mieli dowiedzieć się dopiero w 2006 r. (i z miejsca odsunęli go od posługi duszpasterskiej). Ale nawet gdyby Zollitsch znał prawdę wcześniej, to niewiele mógłby z mnichem zrobić. Klasztor cystersów podlega opactwu w Wettingen-Mehrerau w Austrii i to tam zapadają decyzję personalne.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':