http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sandomierz po powodzi. Pomożemy?

Janka Ochojska, Polska Akcja Humanitarna
2010-06-03, ostatnia aktualizacja 2010-06-03 16:34

Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta

W gminie Sandomierz zalanych jest ok. 800 domów na powierzchni ok. 11 km2. Większość tych domów była zalana na wysokość ok. 1,5 do 2 m. Ci ludzi potrzebują naszej pomocy.

Sandomierz
Fot. Jaroslaw Kubalski / Agencja Gazeta
Sandomierz

Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta
Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta
SERWISY
Płyniemy łódką straży pożarnej w kierunku sandomierskiego Koćmierzowa, tam w wielu domach pozostali ludzie pilnujący swojej własności. Chcielibyśmy od tej strony dotrzeć również do Zalesia Orzyckiego, Trześni, Sokolnik, gdzie w czasie powodzi 2001 r. budowaliśmy, remontowaliśmy oraz wyposażaliśmy domy. Wiemy, że niektóre z nich ponownie zostały zalane. Ale dzisiaj to już niemożliwe, woda opadła na tyle, że dopłynąć można by tylko pontonem. W silnik łódki wplątują się stale trawy i różne śmieci. Wcześniej strażacy dopływali nawet tak daleko rozwożąc wodę, chleb i żywność.

Płyniemy przez zalane sady morelowe, jabłkowe i wiśniowe, pola żyta, jęczmienia - z tych drzew i z tych pól w tym roku nie będzie zbiorów. Pomiędzy nimi widać części mebli, płotów, kawałków drewna opałowego, części ubrań, pościeli, baniaków z gazem, sprzętów gospodarstwa domowego etc.

Na szczycie jednego z drzew widzimy rowerek dziecięcy.

Zalane zostało "zagłębie" truskawkowe. Opływamy wyrwane drzewa, koledzy i dzielna pani z IAR-u, która pojechała z nami, przepychają łódkę przez muldy wysiadając na płyciznach. W ten sposób docieramy na ulicę Szklaną, która należy już do Tarnobrzegu, domy po drugiej stronie ulicy należą do miasta Sandomierz, to dzielnic Koćmierzów. Ten dziwny podział administracyjny stwarza wiele problemów, ale teraz w czasie powodzi nikt nie zwraca na to uwagi. Pomoc docierająca z Sandomierza czy z Tarnobrzegu, jest dawana po prostu potrzebującym.

Wpływamy przez zniszczoną bramę wjazdową na podwórko jednego z domów, gdzie kręci się starszy pan ubrany w wodery. Syn z żona i roczną wnuczka, jego żona oraz niepełnosprawna córka są u rodziny, która mieszka w bloku w Tarnobrzegu. Pan Marian nie rozpacza, cieszy się, że przeżył, że rodzina jest uratowana. Przed domem leżą stosy ubrań, które już do niczego się nie nadają, syn niedawno kupił meblościankę, całe wyposażenie domu zostało zniszczone i będzie nadawało się tylko na opał. Zniszczony jest sprzęt AGD. Uratował się jeden garnitur pana Mariana oraz ubrania dla wnuczki. Pan Marian się śmieje - na co mi garnitur, teraz do kościoła, który też jest zalany każdy pójdzie w tym co ma.

Na podwórku leży przewrócona altanka, "szklarnia" pod folią stoi, ale wszystkie warzywa i owoce będę nie do użycia. Pan Marian z żoną i swoją rodziną żyli sobie spokojnie z renty i emerytury, zagospodarowali wokół siebie teren, mieli drób, kaczki. Uratował się pies i kot oraz kilka kur, kaczki gdzieś popłynęły jak był silny nurt. Na początku dostawał wodę i chleb, potem również konserwy. Dzielił się żywnością i wodą ze zwierzętami, które też musiały jakoś przeżyć. Od kilku dni ma gaz wiec może ugotować sobie herbatę albo podgrzać puszkę. Wcześniej chodził do sąsiada na drugą stronę ulicy - ci z Tarnobrzega mieli gaz prawie od samego początku po zalaniu. Teraz woda pomału opada, jakieś 2-3 cm na godzinę. Jak woda opadnie Pana Mariana czeka sporo pracy - trzeba odbić tynki, osuszyć ściany, niektóre okna trzeba będzie wymienić.

Pan Marian nie otworzył jeszcze garażu gdzie ma narzędzia, tam pewnie też sporo będzie nadawało się do wyrzucenia. Trzeba uprzątnąć wszystkie śmieci, muł zalegający parter domu i piwnicę. Nikt nie wie jeszcze co kryje się pod wodą - skąd napłynęły śmieci, zanieczyszczenia, trupy zwierząt, części płotów, mebli, zabawki., ubrania, które przypłynęły z innych gospodarstw. Nadal nie ma prądu ani wody bieżącej. Na trzepaku wisi kilka koszul, sweter - pan Marian uprał je na "podwórkowej" wodzie, bo innej nie było, a jakieś ubrania na zmianę musiał mieć.

Dramat ludzi, tragedia zwierząt

W okolicy w prawie każdym domu ktoś mieszka. Niedaleko mieszka emerytowany strażak, znajomy p. Augustyniaka. Zatrzymujemy się na rozmowę. Ludzie bardzo chętnie rozmawiają, potrzebują opowiedzieć komuś o tym, co przeżyli. Pan Kazimierz nie ukrywa łez. Wychuchał swój dom, wyremontował w środku i na zewnątrz, ocieplił i położył tynk, właśnie miał zabierać się za malowanie tynku. Na zewnątrz, od strony ogrodu widać wymurowana altankę.

Pan Kazimierz walczył z dwiema powodziami, w 1997 i w 2001 roku, a teraz dosięgło i jego. Powódź zastała go na wałach, gdzie pomagał w walce z żywiołem. Jak woda przerwała wał siadł na rower, żeby dotrzeć do domu, ale woda była szybsza od niego. Usiłował uratować ukochanego psa, bernardyna, ale pies był ciężki i oszalały ze strachu. Nie było gdzie psa pogrzebać ani co zrobić ze zwłokami. Zaciągnął potem jego zwłoki do stodoły, owinął jakąś folią, pogrzebie go jak już woda opadnie. Udało się uratować dwie świnie, ale nie ma ich czym karmić, bo pasza poszła z wodą. Dzielą się ze zwierzętami tym, co mają. Pan Marian dokarmia jeszcze dwie kury i dwie kaczki, które siedzą na stosie desek u sąsiada po drugiej stronie drogi (już w innej gminie). Woda w jego domu podeszła aż po szczyty okien piętra, cała rodzina razem z 85 letnią babcią ewakuowała się do Zakrzowa do rodziny szwagra, a on z żona pozostali na miejscu. Po opadnięciu wody z piętra zdjęli wybrzuszony parkiet, ale ten będzie nadawał się tylko do spalenia.

Jak się podnieść po klęsce?

Ulicą, którą płyniemy stale przepływa jakiś ponton lub łódką ciągniona albo przez strażaków albo przez mieszkańców, którzy chcą dotrzeć do swoich domów. Każdy chętnie się zatrzymuje, wymienia informacje, opowiada o swoich przeżyciach i szkodach jakie poniósł. Ludzie zastanawiają się, jak to będzie z obiecanymi pieniędzmi. Czy to ma być po 6 tys. na każdego, czy do 6 tys., kiedy przyjdą rzeczoznawcy, czy wynosić zniszczone rzeczy z domu czy nie - wynieść trzeba bo trzeba suszyć, ale jak to potraktują rzeczoznawcy ? Kiedy dostaną te 20 tys. na remonty, skąd brać firmy, które wykonają prace, bo przecież trzeba mieć rachunki. Czy firma poczeka aż państwo zwróci pieniądze, czy trzeba będzie zakładać ze swoich. Skąd te pieniądze wziąć?

Ludzie dyskutują czy odkuwać tynki zanim przyjdzie komisja czy czekać. Tynk odkuć trzeba powyżej zalania, im szybciej, tym więcej czasu na suszenie. A ze wszystkim trzeba zdążyć przed zimą. Osuszyć, otynkować, wymienić okna, drzwi, ocieplić, pomalować. A potem każdy chciałby wstawić, chociaż tapczan, stół, krzesła, postawić garnki, talerze i sztućce w kuchni, kuchenkę, lodówkę. Tylko niewielu udało się uratować pościel, poduszki, koce. A to tylko najpotrzebniejsze rzeczy.

Ci, którzy mają zwierzęta hodowlane martwią się o paszę, właściciele sadów czy pól nie wiedzą czy dostaną zwrot za zniszczone zbiory. Ci, którzy żyją z produkcji rolniczej lub mają jakąś firmę nie będą mieli przychodów tak długo dopóki wszystko nie wróci do normy - naprawienie szkód, doprowadzenie do używalności. Z czego mają żyć do tego czasu?

Pojawiają się oszuści - to problem przy każdej katastrofie. Dla potrzebujących pomocy ten fakt powoduje, że narastają formalności, trzeba czekać na decyzje.

Kiedy będzie można wrócić?

Z jednej z łódek wyskakuje pan Daniel, jest aż z Wielowsi, która jest na jednym z końców tej drogi. Tej fatalnej nocy kiedy przerwało wał był tam na miejscu, widział jak to się stało. Dotarł do domu, kiedy już wszystko było zalane. Przewidująco zrobił wcześniej zapasy z jedzenia, więc nie był zależny od dostaw. Zresztą, na początku dostawali po półtora litra wody na człowieka na dzień i chleb. Potem dostawali konserwy, ale były przeterminowane o dwa miesiące. Teraz jedzenie, które dostają ma ważne terminy.

Nie może pogodzić się z faktem, że nie poinformowano ich odpowiednio wcześnie, przygotowania do ewentualnej ewakuacji fabryki szkła, rozpoczęto o wiele wcześniej. Gdyby wtedy ludzi poinformowano, może niektórzy zdołaliby uratować choć trochę sprzętu, ubrań, pościeli. Pan Daniel ściska nas serdecznie i kieruje się w stronę swojego domu, jego dwie córki i żona są w bezpiecznym miejscu a on chce zobaczyć ile wody już opadło i kiedy będzie można wrócić.

Około 150 osób jest zakwaterowanych bezpłatnie w internacie Zespołu Szkół Rolniczych oraz ok. 45 osób w akademiku Wyższej Szkoły Humanistyczno-Przyrodniczej. Od poniedziałku zakwaterowanie i wyżywienie będą płatne (8 PLN za zakwaterowanie na dzień). Część powodzian (nie wiadomo ile) mieszka u swoich rodzin poza terenem zalania.

Pomóżcie pomagać

Głównym zalanym terenem jest teren Koćmierzowa - "wiejska" dzielnica należąca do miasta Sandomierz. Zalana była też ulica Lwowska. Pod wodą było też osiedle Vitrum. Woda 19 maja przedarła się przez wyrwę w wałach, które wszyscy uważali za pewne. Ludzie z Centrum Kryzysowego twierdzą, że nie było komunikatów z Instytutu Meteorologii o stanie poziomu wód. Nikt nie spodziewał się wody w tej okolicy. A jak przerwało wały, to wody przybywało tak szybko, że po 4 godzinach było jej już na 1,5 metra. Ci, którzy byli na wałach nie zdążyli do domów, żeby ratować choć niektóre sprzęty. Ci, którzy byli w domach, nie wiedzieli, że woda idzie, więc dopiero jak "przyszła" to szybko wynosili na piętro, co się tylko dało, ale czasu było tak mało, że ratowali przede wszystkim życie. Przyznają, że wielu pomogła straż, która ewakuowała ludzi.

Zespół PAH dostarczył do magazynów prowadzonych przez Urząd Miejski w hali MOSIR na ul. Patkowskiego środki czystości, środki do sprzątania oraz żywność o wartości ok. 8 tys. PLN.

Oprócz tego przeprowadzony został rekonesans na ul. Lwowskiej (od centrum w kierunku Tarnobrzegu), gdzie woda w większości opadła (na początkowej części ulicy woda sięga do ok. 60 cm). Ulicą w poprzek woda wartko przepływa spływając do Trześniówki. Ale w wielu miejscach ludzie powrócili i rozpoczęli czyszczenie terenu oraz domów. Przed domami suszą się sprzęty domowe, zerwane części podłóg, ubrania. Większość z tych rzeczy nie będzie się nadawała do użycia. Niektórzy próbują sprzątać budynki, w których mieściły się formy. Pomagamy właścicielowi knajpki z kebabem przewieźć płyty wiórowe. Wszędzie gdzie można ludzie uwijają się naprawiając, czyszcząc, wynosząc śmieci i zniszczone rzeczy.

Na moście stoją ludzie oraz różne samochody straży pożarnej oraz wojskowe. Czekają, żeby zabrać się do któregoś z transportów, którym dotrą do swoich zalanych domów. Rozmawiam z małżeństwem w średnim wieku, które czeka na swoją kolej, żeby dotrzeć do domu przy ul. Lwowskiej. Dom zaczęli budować w okresie powodzi z 2001 roku. Ten teren w ogóle nie był zalany, więc stwierdzili, że tutaj woda nigdy ich nie dosięgnie. Skończyli budowę rok temu, dom zalało po dach, wszystkie meble i inne wyposażenie zostały zniszczone. Chcą pojechać do domu żeby zobaczyć, czy kura, którą udało się uratować i której zostawili trochę wody oraz jedzenia, przeżyła. Kobieta opowiada o tej kurze jak o skarbie - dla powodzian cokolwiek się uratowało jest początkiem nowego życia.

Jak pomóc?

Potrzebne są przede wszystkim środki czystości i dezynfekcji w jak największej ilości oraz worki, rękawice, wiadra, szczotki, mopy etc. Bardzo teraz potrzebne są repelenty - coraz bardziej dokuczają komary, a będą jeszcze bardziej. Potrzebna jest pasza dla zwierząt oraz ziarno. Tak długo jak domy będą pozbawione elektryczności, potrzebne są baterie, latarki, świece i zapałki.

W najbliższym czasie będzie potrzebna pomoc przy odkuwaniu tynków, osuszaniu ścian, sprzątaniu zalanych terenów. Trzeba pamiętać, że pomoc ta powinna być tak zorganizowana, żeby grupa była zaopatrzona w odpowiedni sprzęt, miała zabezpieczone wyżywienie i noclegi. Niebawem będzie potrzebny sprzęt AGD, meble, pościel, ubrania, buty. Będą potrzebne wyprawki szkolne dla dzieci. Sprzątaniem niektórych skutków powodzi zajmą się służby sanitarne, ale potrzebna będzie pomoc zwłaszcza tym rodzinom, gdzie są starzy ludzie lub same kobiety.

****

Bardzo dziękujemy p. burmistrzowi Sandomierza, p. Ewie Kondek z Urzędu Miasta, strażakom z Sandomierza i Kielc, a szczególnie aspirantowi Szymonowi Augustyniakowi za pomoc w dotarciu do powodzian.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':