http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przywracanie Schulza Drohobyczowi

Grzegorz Józefczuk, Drohobycz
2010-06-03, ostatnia aktualizacja 2010-06-03 15:50

Nocnym pochodem po Drohobyczu miejscami związanymi z życiem i prozą Brunona Schulza zakończył się w nocy z niedzieli na podziałek IV. Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza.

ZOBACZ TAKŻE
Przez tydzień odbywały się tu dyskusje i spotkania poetów, literatów i literaturoznawców, teoretyków literatury, schulzologów i artystów oraz wernisaże, spektakle, koncerty, pokazy filmów i happeningi. Jak podkreśla dyrektor festiwal Wiera Meniok z Centrum Polonistycznego uniwersytetu drohobyckiego, festiwal chce przywrócić Brunonowi Schulzowi (1892-1942) jego rodzinne miasto, bo autor "Xięgi Bałwochwalczej" przez lata był tu postacią niemal zupełnie zapominaną. Jednocześnie jest to wielkie święto literatury i sztuki, na które składają się i specjalistyczne sesje naukowe i wydarzenia kulturalne wpisujące się w kontekst inspiracji schulzowskich adresowane do szerokiej publiczności. To przywracanie Schulza Drohobyczowi przynosi skutek - po raz pierwszy mer miasteczka Mykoła Huk zapowiedział, że o twórczości Schulza mówić się będzie na zajęciach w drohobyckich szkołach, gdzie na temat autora "Sklepów cynamonowych" dotychczas panowało milczenie.

Już dzień otwarcia festiwalu przyniósł kilka znaczących wydarzenia. Po raz pierwszy odbyła się debata na temat kulturowych i społeczno-politycznych kontekstów fenomenu Galicji i sytuacji współczesnej Ukrainy. Właśnie jako pisarza galicyjskiego zdefiniował Schulza Adam Michnik, którego wykład inauguracyjny "Drohobycz, Bruno Schulz - nasze wspólne dziedzictwo" był pretekstem do dyskusji z udziałem m.in. Myrosława Marynowycz, prorektora Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie, twórcy ukraińskiej Amnesty International, więźnia czasów sowieckich, Andrieja Pawłyszyna, dziennikarza i tłumacza, oraz historyków z Drohobycza - Leonida Tymoszenki i Jewhena Pszenycznego.

Tego dnia otwarto też wystawę "Bruno Schulz. Inspiracje: między ilustracja a sztuką", która wstrząsnęła gośćmi festiwalu i mieszkańcami Drohobycza nie tyle z powodu prezentowanych prac, co miejsca jej lokalizacji. Fotografie, grafiki, akwarele i prace malarskie eksponowano w tak zwanej Willi Jarosza, w jednym z najpiękniejszych pałacy miasteczka zbudowanym pod koniec XIX wieku przez pierwszych magnatów naftowych, którzy wykorzystali bogactwo złóż w pobliskim Borysławiu. Pałac przy ulicy Szewczenki magnaci sprzedali Rajmundowi Jaroszowi, właścicielowi Truskawca i wieloletniemu merowi Drohobycza w latach międzywojennych. Jarosz był postacią niezwykłą, na jego pogrzeb w 1937 roku przybyli niemal wszyscy mieszkańcy miasteczka; nie od rzeczy będzie dodać, że raz w roku każdy biedny mieszkaniec Drohobycza dostała od burmistrza Jarosza złotówkę wypłacaną przed ratuszem przez dostojnego kasjera. W czasie wojny w willii Jarosza było kasyno, którego ściany miał podobno ozdabiać Schulz, potem był to Pałac Młodzieży. Przed kilku laty willę przejął drohobycki uniwersytet pragnąc odrestaurować ją w stylu epoki, tym samym nie dopuszczając do prywatyzacji, które kończą się tutaj często kiczowatą przebudową zabytku. Niestety, kryzys spowodował, że uniwersytetowi brakuje pieniędzy na zakończenie restauracji - i zabytek z secesyjnymi piecami, witrażami i niebywałą stolarką popada w ruinę. Prace plastyczne eksponowano na białych, gipsokartonowych i aluminiowych konstrukcjach wstawionych w zdewastowaną willę, co spotęgowało wrażenie destrukcji obiektu symbolizującą odchodzenie w niebyt czasu, kiedy Drohobycz był wielokulturowym tyglem. Drugiego dnia festiwalu otwarto kolejną wystawę, tym razem w drohobyckiej synagodze, która uchodzi za jedną z największych w tej części Europy, zdewastowanej podczas wojny i w czasach komunizmu. Jeszcze kilka lat temu służyła za dziki szalet dla pobliskiego targowiska.

Pierwszego dnia Jan Peszek zagrał swój sławny "Scenariusz " Bogusława Schaeffera, zapowiadając potem, że chciałby powrócić za czas jakiś do Drohobycza z nowym spektaklem schulzowskim. Klasą dla siebie była grupa Kroke, dała niebywale energetyczny koncert, Tomasz Kukurba zachwycił skrzypcowymi improwizacjami biorąc bez reszty w posiadanie emocje tutejszej publiczności. W kolejne dni wystąpili: grupa Małe Instrumenty z Wrocławia z eksperymentalnym widowiskiem "Elektrownia dźwięku", Zbigniew Rola z Paryża z monodramem "Republika marzeń", wrocławski Teatr Formy Józefa Markockiego zaprezentował "Ulicę Krokodyli", Kinovizja ze Lwowa z wideo performance, studencki Teatr Alter z Drohobycza, Agata Kucińska ze "Snami" Iwana Wyrypajewa, Biscalweret z Gdańska, Wlodko Kaufman ze Lwowa, Baruch Brener z Jeruzalem, Noah Warsow i inni. Festiwalowi udało się na te wydarzenia po raz pierwszy przyciągnąć licznie drohobycką publiczność ukraińską i zaciekawić ją. Niebywałe reakcje wywołał niedzielny koncert finałowy, w którym najpierw wystąpił Alfred Schreyer, ostatni żydowski uczeń Schulza w Drohobyczu. 88-letni śpiewak i skrzypek wykonał stare piosenki żydowskie w jidysz, ukraińskie i najpopularniejsze polskie tanga takie jak "Przy kominku" czy "Nikt za mną nie tęskni". - Tylko on potrafi nas zintegrować - mówili potem zaczarowani widzowie tłumnie zabrani w sali drohobyckiego teatru, użyczającego Festiwalowi swej sceny. Koncert był pokoleniową podróżą w czasie, bo w drugiej jego części zespół Karbido z Wrocławia, Jurij Andruchowycz oraz videodjeje z kijowskiego ArtPole przedstawili multimedialny projekt "Cynamon (z dodatkiem Indii)". Pomysł "Cynamonu" zrodził się przed dwoma laty właśnie na festiwalu w Drohobyczu. - Więc wróciliśmy do domu - mówił Jurij Andruchowycz, przyjaciel Festiwalu, wybitny współczesny poeta i pisarz ukraiński, świetny w roli melorecytatora i wokalisty "Cynamonu". Karbido włączyło Drohobycz do swego nowego projektu Music4Buldings - podczas Festiwalu nagrało "naturalne" dźwięki drohobyckiej synagogi, odtworzone potem i przetwarzane przez muzyków podczas nocnego koncertu w tej niebywałej budowli.

Festiwal wyrósł jednak z sesji schulzologicznej - i zawsze stara się, aby były one na wysokim poziomie. Każdorazowo obok prezentacji najnowszych badań schulzologicznych i debat tłumaczy sesje mają ukierunkowany temat, tym razem chodziło o Brunona Schulza jako bohatera literackiego. Amir Gutfreund z Izraela napisał dwa opowiadania, w których występuje pisarz z Drohobycza; zapowiedział, że przymierza się do powieści o Schulzu. Alain van Crugten, filolog z Brukseli, napisał sztukę "Bruno czyli wielka herezja", której próba czytana odbyła się podczas festiwalu. O swojej twórczości mówił Mirko Demic z Serbii, autor powieści "Bursztyn, miód, jarzębina" skonstruowanej z wyimaginowanej korespondencji Schulza z ukochaną. W konferencji schulzologicznej uczestniczyli znawcy Schulza z 16 krajów Europy i świata, m.in. Michał Paweł Markowski (Uniwersytet Chicago), Stanisław Rosiek (Wydawnictwo Słowo-Obraz-Terytoria), Jerzy Jarzębski (UJ), Teodozja Robertson (Uniwersytet Michigan), Alla Tatarenko (Uniwersytet Lwowski), Andrzej Niewiadomski (UMCS), Ariko Kato (Uniwersytet Tokio), Igor Klech (Rosja) i inni.

Od festiwalu Drohobycz otrzymał książkę, rodzaj przewodnika "Prowincja osobliwa: Drohobycz Brunona Schulza". To pierwsze powstałe tu tego typu w wydawnictwo: przedstawia topografię i miejsca szczególne miasta poprzez fragmenty z prozy Schulza, stare pocztówki z tych miejsc - i miejsc tych nowe fotografie autorstwa Igora Feciaka. Zresztą Festiwal jest najważniejszych generatorem wydawnictw schulzowskich, jego dorobek składa się z pięciu tomów, które są pokłosiem spotkań w Drohobyczu. Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki zapowiedział, że rok 2012 zostanie przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłoszony Rokiem Brunona Schulza.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':