Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Rafał Kalukin: Sądzi pan, że tragedia smoleńska to wstrząs na tyle poważny dla Polaków, że z perspektywy historycznej dzień 10 kwietnia 2010 r. będzie istotną cezurą?Profesor Janusz Tazbir: Nie przypuszczam. Wkrótce pojawią się nowe wydarzenia, kolejne sensacje i pamięć o ofiarach katastrofy zacznie blaknąć. To naprawdę nie jest drugi Katyń. Nie można tych wydarzeń porównywać.
Ale ludzie porównują, a na gruncie racjonalizmu z mitami trudno walczyć. Zwłaszcza gdy mit sięga aż wawelskiej krypty.- Cóż nam jednak pozostaje, jak tylko tłumaczyć, że ranga prezydenta Kaczyńskiego mimo pochówku na Wawelu jest inna od rangi marszałka Piłsudskiego? Zresztą podejrzewam, że zdecydowana większość Polaków doskonale o tym wie.
Przyniosłem na nasze spotkanie karykatury z "Gazety Polskiej". Tusk składa hołd Putinowi. Komorowski jako Nowosilcow. Z czym to się panu kojarzy?- Z Kukryniksami. To było trzech radzieckich grafików, którzy karykaturą piętnowali wrogów ZSRR. W latach 1939-41 obawiali się zaczepiać Niemców, tym chętniej karykaturowali więc gen. Sikorskiego i przywódców państw zachodnich.
Jest jeszcze rysunek przedstawiający Angelę Merkel, jak sadza na kolanach Donalda Tuska. Naprzeciwko Putin z Komorowskim w takiej samej pozycji. Podpis: "Nasz premier, wasz prezydent". Rysownikowi najwyraźniej chodzi o skojarzenie nadchodzących wyborów prezydenckich z paktem Ribbentrop-Mołotow. - Teorie spiskowe świecą teraz triumfy. Obawiam się, że niezależnie od ustaleń śledczych, fantastyczne hipotezy na temat przyczyn tragedii w Smoleńsku nadal będą się pojawiać. Podobnie było w przypadku katastrofy w Gibraltarze w 1943 r. Nie ma dowodów, że był to zamach, a są ludzie, którzy uparcie w to wierzą. Podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. opowiadano, że w Soborze Saskim mieści się podziemna stacja telefoniczna, przez którą Piłsudski porozumiewa się z Moskwą, jak doprowadzić do klęski Polski.
Teorie spiskowe od wieków zajmują zbiorową wyobraźnię Polaków. Dziś rolę czarnego charakteru odgrywa KGB, które strzałami w tył głowy dobijało ocalałych z katastrofy smoleńskiej. Tak przynajmniej ma wynikać z kiepskiej jakości filmu rozpowszechnianego w internecie.- Pierwszym globalnym bohaterem teorii spiskowych był zakon jezuitów - gdyż działał na wszystkich kontynentach. Do jej powstania przyczynił się nasz rodak Hieronim Zahorowski. Wyrzucony z zakonu zemścił się dziełem "Monita secreta societatis Jesus", udając rzekome tajne instrukcje jezuitów, jak opanować świat łamiąc wszelkie zasady moralności. Rozpowszechniano je w XVII wieku we wszystkich niemal językach europejskich. Padły na podatny grunt - jeszcze historycy radzieccy widzieli w nich autentyczne dokumenty.
Potem przychodzi XVIII wiek i wybucha rewolucja francuska. Ksiądz Augustin Barruel ogłasza, że to spisek masonerii przeciwko katolickiej monarchii. W XIX wieku drugim obok masonów dyżurnym bohaterem spiskowych teorii stają się Żydzi. I to na długie lata. Hitler będzie przecież twierdził, że światem rządzą żydowscy kapitaliści, którzy tajemnie porozumiewają się z komunistami - też zresztą Żydami.
W przedwojennej Polsce teorie spiskowe były ulubionym dzieckiem endecji. Warto wspomnieć o sensacyjnej powieści "Dziedzictwo" Kazimierza Wybranowskiego z 1931 r. Jej bohater przeciwstawia się dążeniom masonów i Żydów, którzy zamierzają oddać Polskę Niemcom. Pod pseudonimem Wybranowski krył się sam Roman Dmowski. Ładunek antysemityzmu zawarty w powieści zdołał zadowolić nawet Niemców, którzy nie bacząc na akcenty patriotyczne wydali "Dziedzictwo" w Krakowie w 1944 r.
Czy teorie spiskowe są w stanie na tyle zawładnąć umysłami, aby wpłynęły na realny bieg dziejów?- Owszem. Zwłaszcza wśród takich narodów jak Polacy, którzy uważają się za najbardziej nieszczęśliwą nację na ziemi. Mało kto bierze przecież pod uwagę, że nasz los mógł się potoczyć znacznie gorzej. Załóżmy, że autorzy IV rozbioru Polski z września 1939 r. pozostają w sojuszu znacznie dłużej niż przez dwa lata. Przypuszczam, że byśmy teraz nie rozmawiali, bo fizycznie by nas nie było.
Teoria spiskowa ułatwia mobilizację przeciwko czemuś lub komuś. Zarazem wyznająca ją społeczność nadaje sobie dodatkowego znaczenia. Jak ważni jesteśmy, skoro tak potężne siły sprzysięgają się przeciwko nam! A ponadto teoria spiskowa zwalnia od myślenia, nie trzeba dzięki niej żmudnie ustalać przyczyn trudnych do ogarnięcia procesów.
Zdziwiłby się pan profesor, gdyby zobaczył, ile wysiłku wkładają internauci w wyjaśnienie przyczyn katastrofy w Smoleńsku. Jaką wiedzę techniczną o konstrukcji Tu-154 musieli przyswoić, ile naczytali się o technice pilotażu, o historii katastrof lotniczych. - Tyle że oni nie próbują dojść do prawdziwych przyczyn. Interesuje ich tylko potwierdzenie z góry założonej tezy, że to był zamach. Ta teza ma oczywiście głębokie podłoże ideologiczne. Jej zwolennicy uważają przecież, że w 1989 r. zapanowała łże-niepodległość, którą przerwało dopiero zwycięstwo braci Kaczyńskich w 2005 r. Nic więc dziwnego, że
Rosja musiała sprzątnąć prezydenta i jego najbliższe otoczenie.
Korzystając z pomocy płatnych sługusów ulokowanych w polskiej elicie władzy. To jest schemat głęboko zakorzeniony w polskich umysłach od czasów targowicy.- A nawet dłużej. Szlacheckie rokosze przeciwko władzy monarszej wstrząsały Rzecząpospolitą w XVI-XVIII wieku. Ich przywódcom przeważnie nic się jednak nie stało. Gdyby zresztą spadały wówczas głowy, jak we Francji za kardynała Richelieu, to być może do targowicy by nie doszło. Jej przywódcy mieli poczucie bezkarności.