Pochodzący z Nigerii 36-letni Maxwell Itoya zginął od policyjnej kuli w niedzielę 22 maja na bazarze koło Dworca Stadion w Warszawie. Nie była to wiadomość dnia. Kraj żył powodzią. Nie wytrzymały wały na Wiśle, w Warszawie niedaleko bazaru, na którym umierał Maxwell, strażacy walczyli, by woda nie przedarła się na ulice Pragi.
Nigeryjczyk zginął, gdy policjanci wpadli na bazar w poszukiwaniu nielegalnego towaru. Maxwell handlował podrabianymi ubraniami i butami. Okoliczności tragedii nie są jasne. Policja podkreśla, że nie wiadomo, czy funkcjonariusz strzelił w obronie własnej, czy broń wypaliła przypadkowo podczas szamotaniny. Próbuje to wyjaśnić to prokuratura.
Po śmierci Maxwella tłum na bazarze obrzucił policjantów kamieniami. 32 czarnoskórych mężczyzn trafiło do aresztu na 48 godzin.
Henry, pochodzący z Nigerii student, mówi dziś "Gazecie", że widział na własne oczy, jak padł strzał.
Johnny, inny Afrykanin, był na miejscu, ale akurat odszedł - tylko słyszał strzał.
Anna, żona Johnny'ego, była wtedy w kościele na mszy.
James, szef Nigeryjskiego Forum Przyjaciół, przyjechał na bazar chwilę po śmierci Maxwella, próbował uspokoić wzburzonych rodaków.
Michaela, nigeryjskiego muzyka, nie było na bazarze; kilka lat temu rzucił handel.
Opowiadają nam o życiu w Polsce, dlaczego - ich zdaniem - doszło do tragedii, co teraz zrobią.
K... Murzyn, jesteś w Polsce
Niechętnie godzą się na spotkanie z dziennikarzami. Wszyscy oprócz Jamesa proszą: żadnych nazwisk, adresów, imiona zmienione: - Boimy się.
Henry, szczupły, modne okulary, uśmiecha się na powitanie. Spotykamy się w kafejce stołecznej uczelni. 22 maja był na bazarze, jak twierdzi, drugi raz w życiu, by się z kimś spotkać. Nie żyje z handlu, uczy angielskiego. Ma żonę Polkę.
Henry: - Widziałem, jak policjant w cywilu szamotał się z czarnoskórym mężczyzną. Ten się wyrywał. Wtedy nadbiegł inny czarnoskóry. Krzyczał do policjanta, czemu on tak traktuje człowieka. Policjant, przytrzymując jedną ręką pojmanego, wyjął z kabury broń i skierował na mężczyznę stojącego przed nim. Tamten prosił, by schował pistolet, bo ludzie się boją. "Odejdź", odkrzyknął policjant. I padł strzał. Czarnoskóry osunął się na ziemię. Policjant schował broń do kabury i próbował go ratować, naciskał miejsce, gdzie wypływała krew. Ludzie wokół zaczęli być agresywni, poleciały kamienie, przedmioty. Policjant chyba dostał krzesełkiem. Wycofał się. To już widać na filmie wrzuconym do internetu. Kilku czarnoskórych usiłowało pomóc rannemu. Bezskutecznie.
Gdy na bazar wkroczyły posiłki policji, Henry uciekł. Uważa, że dobrze zrobił. Nie ufa polskiej policji: - Kiedyś policjanci sprawdzali mi dokumenty, nie wszystko rozumiałem, zapytałem, czy mogą po angielsku. Usłyszałem: "K..., Murzyn, jesteś w Polsce, spier...". Jak policjant mógł tak się odezwać?
Z Johnnym i jego żoną Anną spotykam się w ich mieszkaniu. Na bazarze handlują od czasu do czasu, w weekendy. Mają jakąś inną pracę, nie chcą mówić jaką.
Johnny znalazł się wśród zatrzymanych przez policję po śmierci Maxwella. Ma zarzut czynnej napaści na funkcjonariusza. Opowiada jego żona: - Johnny poszedł na bazar kupić kurtkę. Widział zamieszanie, chciał nagrać je komórką. Policjanci chcieli mu zabrać telefon, bronił się.
Tam było zamieszanie, bo przecież zastrzelony został człowiek. Jak by się pan zachował, gdyby ktoś panu zabił przyjaciela? Policja teraz mówi, że tam wybuchły zamieszki i wyłapali napastników. A policjant, który zabił? Na zwolnieniu lekarskim.
Owszem, oni sprzedają podróby. Ale nie tylko oni: na Stadion przyjeżdżają właściciele sklepów z Polski i też kupują od Chińczyków metki, znaki firmowe i doszywają. A czy Afrykanie mają inne wyjście niż bazar? Przecież nikt ich nie chce zatrudnić.
Łapanki czarnych ze Stadionu
- Bazar to dla nas praktycznie jedyna szansa - mówi Michael. Mieszka w Polsce od pięciu lat. Ma żonę Polkę, dwoje dzieci.
Źródło: Gazeta Wyborcza