http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zobaczymy, co się jeszcze uda odczytać

Rozmawiał Bogdan Wróblewski
2010-06-02, ostatnia aktualizacja 2010-06-02 01:19

Piloci byli zdeterminowani, tylko nie wiemy, co było motywem ich determinacji - rozmowa z Jerzym Millerem*

Moskwa. Jerzy Miller dostaje kopie nagrań z czarnych skrzynek od szefowej międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK)
Fot. ALEXANDER NATRUSKIN REUTERS
Moskwa. Jerzy Miller dostaje kopie nagrań z czarnych skrzynek od szefowej...
Bogdan Wróblewski: Co ujawniony dziś stenogram mówi o przyczynach katastrofy prezydenckiego tupolewa?

Jerzy Miller: Ten stenogram nie jest dokumentem pierwotnym. Powstał w Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) w Moskwie jako dokument wtórny po przesłuchaniu zapisów rejestratorów, po eliminacji szumów zakłócających analizę i po nałożeniu nagrań na oś czasu. Stenogram datowany jest na 2 maja i jest stanem wiedzy zespołu badawczego MAK-u na ten moment. Rosjanie wyczerpali swoje możliwości uszczegółowienia tego dokumentu.

Nie ma lepszej, bardziej szczegółowej wersji tego dokumentu?

- Gdy odbierałem ten stenogram, to ze strony przewodniczącej MAK-u pani Tatiany Anodiny padło bardzo ważne stwierdzenie: "Mam nadzieję, że wręczając stronie polskiej materiał pierwotny, czyli kopie z rejestratorów, umożliwiamy jeszcze dokładniejszą analizę. Że poznacie głosy swoich pasażerów". Kluczem są dwie czynności techniczne: oczyszczenie z szumów, zakłóceń i przypisanie głosów do osób.

Była mowa, że w rozszyfrowaniu zapisów w Moskwie brali udział polscy eksperci, że głosy rozpoznawali polscy piloci z 36. Pułku. Spodziewaliśmy się wątpliwości tylko co do rozmów z tła. A w stenogramie anonimowych wypowiedzi jest bardzo dużo, i to w ważnych momentach.

- Rzeczywiście z polskiej strony w pracach MAK-u uczestniczyło ponad 20 ekspertów, ale okazało się, że do odczytania rejestratora słowo po słowie to za mało. Mam nadzieję, że w Polsce uda nam się więcej.

Przywiózł pan kopie oryginalnych nagrań rejestratorów i nad tymi kopiami będzie pracować Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Głównej Policji.

- Nagrania już tam są. I zobaczymy, co się jeszcze uda odczytać.

Kiedy?

- Mogę obiecać rzetelność badań, ale nie potrafię ocenić, jak długo będą musiały być prowadzone.

Minister Graś mówił o dwóch tygodniach.

- Mówił o czymś innym. O wstępnym przygotowaniu tych nagrań, oczyszczeniu, odszumieniu, przygotowaniu do analizy z udziałem osób znających pasażerów.

Wracam do pytania: czego - pana zdaniem - dowiadujemy się o przyczynach katastrofy?

- Ten stenogram nie odpowiada na bardzo dużo pytań i wątpliwości.

Proszę je wymienić.

- Główna: czy wiemy, dlaczego samolot lądował?

Nie, ale wiemy, że piloci mimo ostrzeżeń byli zdeterminowani, żeby lądować.

- Rzeczywiście. Automat, który wykrył zbliżającą się ziemię, zadziałał. Wskazania wysokości odczytywane przez nawigatora są prawidłowe. Piloci byli zdeterminowani, tylko nie wiemy, co było motywem ich determinacji.

Są kolejne ostrzeżenia, że nie ma warunków do lądowania: wieży, kolegów z jaka; TAWS. A gdzieś w środku tych zdarzeń wizyta w kabinie dyr. Kazany i obecność gen. Błasika. Jaki to miało wpływ?

- Głos tej osoby nazwanej dyrektorem przez nikogo nie został rozpoznany. Poza tym wizyta ta miała miejsce wiele minut przed lądowaniem. Prawdopodobnie była to rutynowa wizyta osoby, która chciała wiedzieć, czy nic nie przeszkodzi w punktualnym przybyciu na miejsce uroczystości. Wymiana pewnych zdań w tym stenogramie jest za słabym dowodem, by przesądzić o ich wpływie na dalszy ciąg zdarzeń.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    62 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':