Wczoraj rano niespodziewanie okazało się, że rząd ujawni stenogramy nagrań z czarnych skrzynek prezydenckiego samolotu.
Stenogramy przywiózł z Moskwy w poniedziałek wieczorem szef
MSWiA Jerzy Miller. Po wylądowaniu w Warszawie jeszcze późnym wieczorem w poniedziałek spotkał się z premierem.
Na tym spotkaniu uzgodniono, że stenogram zostanie ujawniony we wtorek po zwołanym w trybie nagłym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jeszcze w poniedziałek w programie Tomasza Lisa
Donald Tusk zapowiadał, że Rada zbierze się w piątek.
- Odłożyliśmy decyzję do rozmowy z ministrem Millerem, bo nie wiedzieliśmy, co przywiezie z Moskwy. Kiedy okazało się, że oprócz kopii zapisów z czarnych skrzynek są też stenogramy, zdecydowaliśmy, że trzeba je jak najszybciej ujawnić - tłumaczy rzecznik rządu Paweł Graś.
Inny rozmówca z otoczenia premiera dodaje: - Chcieliśmy uniknąć spekulacji "dostali zapisy czarnych skrzynek i coś przy nich majstrują".
Informację o wtorkowym posiedzeniu członkowie RBN dostali w nocy. Komorowski już wcześniej zapowiadał, że zanim zapis czarnych skrzynek pozna opinia publiczna, będą mogli zapoznać się z nim członkowie Rady, czyli m.in. szefowie najważniejszych partii.
PiS był kompletnie zaskoczony.
Gdy sztab Jarosława Kaczyńskiego zaprosił na jego konferencję na 11.45 w siedzibie partii, było jasne, że prezes PiS nie wybiera się na posiedzenie RBN o 12.
I rzeczywiście. - Ja w tym przedsięwzięciu uczestniczyć nie będę. Nie chcę mieć żadnych przywilejów, jeśli chodzi o zapoznawanie się z materiałami z czarnych skrzynek. Na pierwszym miejscu powinny być rodziny i ich pełnomocnicy - oświadczył Kaczyński.
Na posiedzenie RBN wysłał pełnomocnika, mec. Rafała Rogalskiego. - Oczekuję, że p.o. prezydenta Bronisław Komorowski uchyli drzwi Belwederu Rogalskiemu - zaznaczył Kaczyński. Szef PiS powtórzył, że śledztwo w sprawie katastrofy powinni prowadzić Polacy. - Śledztwo nie może być kopią śledztwa moskiewskiego. Mamy własne procedury, własne instytucje - podkreślił.
Z siedziby PiS Rogalski przyjechał do Belwederu
samochodem Kaczyńskiego, dzięki czemu podjechał pod same drzwi, ale nie został wpuszczony na posiedzenie Rady. Później skarżył się na to na konferencji prasowej. Konstytucjonaliści, w tym prof. Piotr Winczorek, przypominali jednak, że Kaczyński nie miał prawa wysyłać nikogo na posiedzenie.
Za ujawnienie stenogramów politycy PiS natychmiast zaczęli krytykować rząd. - Opublikowanie stenogramów nie rozwiało żadnych wątpliwości, a to, że rodziny ofiar dowiadują się z internetu o tych ostatnich chwilach, też może budzić olbrzymie wątpliwości - powiedział dziennikarzom Mariusz Błaszczak, rzecznik klubu PiS.
Podkreślił, że rodziny ofiar, w szczególności pilotów, powinny wcześniej zapoznać się z treścią stenogramów.
Zdaniem Błaszczaka opublikowanie stenogramów, gdy nieznane są zeznania kontrolerów lotów w Smoleńsku, nie daje pełnej wiedzy o przyczynach katastrofy.
- Stenogramy powinny być przekazane rodzinom, ekspertom albo od razu upublicznione. Nie widzimy żadnego powodu, by zajmowała się nimi RBN, skoro i tak miały być ujawnione. No, chyba że Donald Tusk chciał rozmyć odpowiedzialność. A powinna ona spoczywać w pełni na rządzie - mówi "Gazecie" Adam Bielan ze sztabu Kaczyńskiego.
I dodaje: - Stenogramy o niczym nie przesądzają, obalają tylko tezę, że piloci byli poddani naciskom. Aż do końca zachowali spokój, nie widać, żeby czuli jakąkolwiek presję.
- Powódź przykryła katastrofę, a teraz Platforma z niewiadomych powodów znów odgrzewa Smoleńsk - uważa Bielan.
- To niepotrzebna demonstracja - mówił o zachowaniu PiS i mecenasa Rogalskiego szef klubu PO
Grzegorz Schetyna. - Widać, że ktoś próbuje tu robić politykę.
- Kaczyński przestraszył się tego, co może być w czarnych skrzynkach. Próbował zasłaniać się rodzinami ofiar katastrofy, żeby dalej grać na emocjach. Nie mogliśmy się temu poddać - dodaje inny polityk z władz Platformy.