Poniedziałek wieczór Jeszcze na lotnisku powiedział, że wersja elektroniczna nagrań "wymaga obróbki, ponieważ to surowy zapis": - Jest bardzo dużo szumów, z których trzeba wyłowić istotną treść.
Jak się dowiedzieliśmy, obróbką zajmie się
policyjne laboratorium. Z nagrań tła w kokpicie (drzwi do niego podczas lotu były otwarte) niesłyszalne jest 25 proc. Analiza fonoskopijna ma zająć ok. dwóch tygodni.
Jeszcze w Moskwie Miller zapewnił, że zapisy nagrań zostaną opublikowane i że zezwala na to podpisane przez stronę polską w Moskwie memorandum na podstawie załącznika 13. konwencji chicagowskiej dotyczącej badania wypadków lotniczych. Daje ona możliwość ujawnienia tych danych i rozmów, jeśli może to zapobiegać podobnym katastrofom.
Rzecznik rządu Paweł Graś dodał, że była to "decyzja polityczna", podjęta podczas rozmów premierów Tuska i Władimira Putina.
Wtorek rano Kilka tygodni wcześniej Tusk obiecał, że RBN, w skład której wchodzą też szefowie partii opozycyjnych, pierwsza pozna zapis rozmów pilotów. Ale Rada o ujawnieniu nie decyduje, bo nie ma takich uprawnień.
Wczoraj rano Tusk kwestię ujawnienia omówił z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem (od początku deklarował że jest za jawnością) oraz telefonicznie z ministrem sprawiedliwości Krzysztofem Kwiatkowskim (był na konferencji w Ugandzie).
Jeszcze przed posiedzeniem Rady zapadła decyzja, że ujawniony zostanie pełny zapis stenogramów. Bez skrótów i wymazywania jakichkolwiek słów.
Chwilę po tym, jak za członkami Rady zamknęły się drzwi Belwederu, rzecznik rządu poinformował, że za kilka godzin stenogram zawiśnie na stronie
MSWiA.
Rzecznik rządu pytany o wzgląd na rodziny ofiar katastrofy odpowiedział: - Rozumiemy, że będzie to bolesne, zwłaszcza dla członków rodzin załogi, ale dobrem nadrzędnym jest jawność i przecięcie fali insynuacji, która narosła wokół zapisów z czarnych skrzynek.
I jeszcze raz dodał,, że wszystko toczy się zgodnie z "procedurami i w uzgodnieniu ze stroną rosyjską".
Wtorek południe Ledwo Graś skończył, z Belwederu wyszedł Grzegorz Napieralski. Już rano w Sejmie szef
SLD mówił, że zapis czarnych skrzynek powinien być albo dostępny dla wszystkich, albo tylko dla prokuratury.
- Mówiłem na posiedzeniu, że Rada w tej sprawie nie miała kompetencji, żeby doradzać marszałkowi, bo to premier zdecydował o ujawnieniu zapisów z czarnych skrzynek - mówi "Gazecie" Napieralski. - Zapytałem tylko pana premiera, czy ujawnienie materiałów wiąże się z jakimkolwiek zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa, czy nie. Gdy otrzymałem zapewnienie, że nie ma takiego zagrożenia, wyszedłem.
Napieralski powiedział, że wyszedł przed zapoznaniem się ze stenogramami. I twierdzi, że nie zamierza ich czytać.
- To dobrze, że te skrzynki zostały przekazane opinii publicznej. Ale nie zamierzam ich czytać, bo nie znam specjalistycznego języka pilotów. To materiały dla ekspertów. Ważne, żeby przyspieszyć śledztwo, żeby jak najszybciej uzyskać odpowiedź, dlaczego doszło do katastrofy i kto jest winien - dodaje Napieralski.
Ostatni wyszedł do dziennikarzy marszałek Komorowski. - Żaden z obecnych na posiedzeniu członków Rady nie był przeciw upublicznieniu zapisów - oświadczył. - Nie znalazłem w tych materiałach żadnych niebywałych sensacji, aczkolwiek parę istotnych wskazówek, tak.
Jednak, zdaniem wicepremiera Waldemara Pawlaka, sprzeciw na posiedzeniu RBN i tak nic by nie dał.
- Zapowiedzi prokuratury i premiera Tuska dotyczące ujawnienia treści były tak jednoznaczne, że nie było tu pola do dyskusji - dodaje Pawlak.