http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Orlik" naprawia dzielnicę

Aleksandra Lewińska, Bydgoszcz
2010-06-02, ostatnia aktualizacja 2010-06-02 13:00

Hanna Gałęcka, jest dyrektorem Gimnazjum nr 24 przy ul. Kościuszki
Hanna Gałęcka, jest dyrektorem Gimnazjum nr 24 przy ul. Kościuszki
Fot. Tymon Markowski / Agencja G

Nowe boisko na takim osiedlu? Spalą je w ciągu semestru - obawiali się urzędnicy. Na "orlik" jednak pozwolili. I nie żałują. Boisko w "złej dzielnicy" jest najbardziej zadbane i oblegane ze wszystkich w Bydgoszczy

SONDAŻ
Czy uważasz Orliki za udany projekt?

Tak
Nie
Nie interesuje mnie to

Przeczytaj też rozmowę z Hanną Gałęcką, dyrektor szkoły nr 24



Po zmroku na bydgoski "Londynek" nikt rozsądny się nie zapuszcza. - Pijaństwo, burdel, narkotyki: taka to dzielnica - mówi właściciel osiedlowego spożywczaka. Niszczejące zabytkowe budynki z muru pruskiego, zaniedbane ogródki przed nimi. Brud i rozpad.

"Orlik" wygląda tu jak oaza. Czysty, duży, ogrodzony wysokim płotem, elegancki. Przy boiskach do siatkówki, koszykówki i piłki nożnej szatnie. "Orlik" mieści się przy Gimnazjum nr 24, od lat najsłabszym w Bydgoszczy. Aby do szkoły wejść, muszę poprosić o przepustkę. Powód? Jeszcze niedawno policja interweniowała w szkole dwadzieścia razy w roku. Zdarzały się kradzieże, drastyczne pobicia. Przepustki i kamery na korytarzach miały temu zapobiec.

Gdy w tym miejscu dwa lata temu zaczęła się budowa boiska, miała wielu przeciwników. - Nawet ci, którzy go budowali, łapali się za głowę - wspomina Hanna Gałęcka, dyrektorka szkoły. Bartosz Wiśniewski, animator z "orlika", gdy dostał propozycję pracy na "Londynku" (jego etat opłacany jest z pieniędzy rządowych), trochę się przestraszył.

- Dzielnica jest, jaka jest - mówi. - Tu mogło się zdarzyć wszystko: rozróby, bójki, wandalizm - myślałem. Ale się pomyliłem. Cisza i spokój, zadym żadnych. Jesienią komisja z ratusza przeglądała wszystkie "orliki" w mieście, szacując, ile pieniędzy potrzeba na naprawę usterek.

- Okazało się, że boisko na "Londynku" jest najbardziej zadbane w mieście. Tego nikt się nie spodziewał - mówi Wiśniewski. Gałęcka triumfuje: - Moi uczniowie może są niesforni, może niektórym uczyć się nie chce, ale cieszą się z każdej wyremontowanej łazienki czy nowej ławki. Wielu pochodzi z rodzin ubogich, to, co nowe, wyremontowane w szkole, szanują. Nietrudno wyobrazić sobie, co czują, patrząc na własny "orlik"! No i w końcu mają co robić po lekcjach.

Boisko jest non stop oblegane. Chłopaki muszą się zapisywać w zeszycie, żeby sobie pograć. Idę na orlik we wtorkowe popołudnie. Najtłoczniej na murawie do piłki nożnej. Ośmioletni Kacper Matthaus przyszedł tu od razu po lekcjach. - Mógłbym posiedzieć na podwórku, ale tam nuda - mówi.

Kacper gra w nogę z pięć lat starszym Adrianem Borkowskim. Są na "orliku" codziennie. - Wszyscy koledzy tu przychodzą. Bo jak nie tu, to gdzie?

Na "orlik" przychodzą też starsi. 17-letni Maciej Rode spędza tu każdego dnia około trzech godzin. Nie uczy się, nie pracuje. Edukację zakończył na gimnazjum. - Wcześniej siedzieliśmy pod sklepem - mówi. 23-letni Marcin z "bloków londyńskich" (tak mieszkańcy dzielnicy nazywają zniszczone dwupiętrówki z muru pruskiego) już zdążył się zaprzyjaźnić z Wiśniewskim, animatorem z "orlika". Gdy nie gra, gawędzi sobie z trenerem. Kaptur na głowie, znaczek Zawiszy, bydgoskiego klubu piłkarskiego, przyszyty do bluzy.

- Życie toczy się tu - mówi i kopie piłkę.

Wiśniewski: - Przychodzi nie tylko masa dzieciaków, ale też sporo kibiców. To centrum życia osiedla. Zjawiają się całe rodziny, dzielnica się integruje. Na boisku, a nie pod sklepem, jak dawniej. Na początku tu też przychodzili niektórzy z piwkiem w ręku. Odsyłałem do domu. Teraz już wiedzą, że z alkoholem nie wpuszczę, i przychodzą kibicować trzeźwiutcy.

Dyrektor Gałęcka: - "Orlik" dla moich uczniów to rewolucja. Rozpiera ich duma, że to właśnie pod ich gimnazjum gra się na tak eleganckim boisku. Zaczęli się ze szkołą utożsamiać. Teraz mam pole do działania. Zaostrzyłam dyscyplinę, frekwencja się poprawiła. W tym roku u pierwszoklasistów najczęściej na lekcji jest 90 proc. uczniów. Wcześniej frekwencja oscylowała w szkole wokół 40 proc.

Elżbieta Michałowska, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego, już dwa lata temu, gdy opublikowała największe w Polsce badania o szkolnej agresji, prognozowała, że "orliki" będą skutecznie jej zapobiegać.

- Bo zachowania agresywne rodzi frustracja - mówi. - Gdy młodzi czują, że nie mają realnych możliwości osiągania swoich życiowych celów, zaczynają je inaczej definiować. Są sfrustrowani, że inni mają lepiej, mają większe możliwości. Kolejnym wrogiem agresji jest nadmiar wolnego, niezagospodarowanego czasu. "Orliki" były szansą, by oba powody agresji wyeliminować. I to się udaje - mówi. Zwraca uwagę, że także w Łodzi "orliki" powstają w tzw. złych dzielnicach. - W młodzieży która tam mieszka, pojawienie się "orlika" buduje przekonanie, że jest ważna, że ktoś dostrzegł jej potrzeby. Na całym świecie tak jest, że młodzi widzą w sporcie szansę na zmianę swojej sytuacji - dodaje.

Rządowy program "Orlik" zakłada, że do 2012 r. kompleks nowoczesnych boisk ze sztuczną murawą i oświetleniem powstanie w każdej gminie. Rząd opłaca jedną trzecią kosztów budowy, jedną trzecią urząd marszałkowski, resztę gmina. W kraju działają już 1252 "orliki".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    66 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':