- Jestem zaskoczony napięciami wokół ośrodka, bo mieszkający w nim uchodźcy (ok. 90 osób) nie stwarzają zagrożenia. Sprawy polityczne zostawiam do rozważenia sumieniom polityków, ale zamknięcie ośrodka może wyrządzić więcej szkody - mówi Robert Sapieha, prezes Białostockiego Przedsiębiorstwa Usług Socjalnych, które zarządza trzema podlaskimi ośrodkami, w tym łomżyńskim.
Fala nienawiści zalała Łomżę jesienią ubiegłego roku. Poseł Kołakowski w piśmie do Urzędu ds. Cudzoziemców domagał się zamknięcia ośrodka. Na ulicy pobito dwie czeczeńskie kobiety. Urzędnicy, obawiając się eskalacji konfliktu, chcieli zlikwidować łomżyński ośrodek. - Czy zostanie? Nie jestem w stanie powiedzieć. Będą brane pod uwagę nastroje społeczne przyjazne uchodźcom, ale to tylko jeden z czynników - mówi Ewa Piechota, rzeczniczka Urzędu ds. Cudzoziemców.
Cieszą się pracownicy warszawskiej fundacji Ocalenie: - Gdyby ośrodek został, podziałałoby to pozytywnie na odbiór miasta, ale też na uchodźców. Bo zamykanie go pod presją nieprawdziwych argumentów byłoby niebezpiecznym precedensem - ocenia Kamil Kamiński z fundacji.
Źródło: Gazeta Wyborcza