http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rząd izraelski przestał myśleć

Dawid Warszawski
2010-06-02, ostatnia aktualizacja 2010-06-01 18:51

Felieton Dawida Warszawskiego z cyklu "Prognoza Pogody"

Dawid Warszawski
fot. AG
Dawid Warszawski
Krwawy izraelski desant na konwój do Gazy sprawił, że Flotylla Wolności osiągnęła wszystkie swoje cele. Po pierwsze, zabijając uczestników konwoju, komandosi potwierdzili lansowany przez organizatorów flotylli i ich sojuszników z Gazy obraz Izraela jako brutalnego agresora. Jerozolima ściągnęła na siebie - zasadnie - niemal jednomyślne potępienie opinii międzynarodowej.

Po drugie, masakra na pokładzie tureckiego promu "Marvi Marmara" wzmocni tych w Turcji, którzy chcą drastycznego ograniczenia lub wręcz zerwania stosunków z Izraelem. Tymczasem Turcja była jeszcze kilka lat temu wręcz sojusznikiem Izraela, tym ważniejszym, że muzułmańskim.

Po trzecie, mimo tyleż buńczucznych, co brzmiących w świetle ostatnich wydarzeń niemal obłąkańczo zapowiedzi izraelskiego wiceministra obrony, że "nie przepuścimy", nie wydaje się możliwe, by w przyszłości można było siłą zatrzymywać kolejne zmierzające do Gazy statki, a dwa są już w drodze. Izraelsko-egipska blokada Strefy rychło stanie się więc fikcją. Hamas powinien złożyć premierowi Netanjahu gratulacje.

Chodzi o to, że taki bieg wydarzeń był właściwie nieuchronny od momentu podjęcia decyzji o nocnym abordażu statku przez komandosów wyposażonych w ostrą amunicję. Komandosi są szkoleni, żeby zabijać, gdy są atakowani, i zareagowali adekwatnie do swojego szkolenia, choć całkowicie nieadekwatnie do okoliczności.

Odpowiedzialność za to ponoszą ci, którzy ich tam wysłali, a zasadność decyzji o desancie potwierdziło dowództwo marynarki, minister obrony i premier. Innymi słowy rząd izraelski świadomie podjął decyzję, której skutki i tak mogłyby być katastrofalne nawet w mało prawdopodobnym wypadku, gdyby nastawiona na zastosowanie przemocy grupa wśród uczestników konwoju odstąpiła od zamiaru odparcia desantu siłą. W przeciwnym razie ofiary wśród cywili były nieuchronne; równie dobrze można by od razu ostrzelać pokład. Krwawe skutki decyzji o desancie były więc oczywiste. Ich polityczne konsekwencje także. Rząd izraelski zachowuje się tak, jakby przestał myśleć.

Ogłoszenie w marcu, podczas wizyty wiceprezydenta USA w Izraelu, decyzji o przyszłej budowie 1200 mieszkań dla Żydów we wschodniej Jerozolimie spowodowało ostry kryzys w stosunkach z najważniejszym sojusznikiem. W maju szef MSW Eli Jiszaj podwójnie się ośmieszył, gdy najpierw kazał odmówić profesorowi Chomsky'emu prawa wjazdu do Izraela, a następnie usiłował zwalić winę na podległych mu pograniczników.

Na ministrów publicznie sprzeciwiających się powstaniu państwa palestyńskiego - choć premier oznajmił, że jego powstanie jest jednym z celów jego polityki - nikt już nawet nie zwraca uwagi. Trudno nie odnieść wrażenia, że obecna polityka rządu jest większym zagrożeniem dla Izraela niż połączone wysiłki Hamasu i Hezbollahu. Można jedynie mieć nadzieję, że albo Kneset powoła inny rząd, albo Izraelczycy wybiorą inny Kneset.

Ale w poniedziałek cenę najwyższą, bo cenę życia, zapłacili ludzie, którzy Izraelczykami nie byli, a ich jedyną winą było to, że się tej polityce chcieli przeciwstawić. W tej kwestii tylko niezależna sądowa komisja śledcza, jak po masakrze w obozach Sabra i Szatila w 1982 r., może przeprowadzić dochodzenie, które byłoby wiarygodne i dla międzynarodowej i dla izraelskiej opinii publicznej. Za to szans na to, by obecny rząd w Jerozolimie zrobił cokolwiek, co byłoby wiarygodne czy choćby nieszkodliwe dla kraju, już chyba nie ma.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 58 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    83 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':