Adam Leszczyński: Badaliście postawy ludzi wobec kredytów. Polacy zadłużają się racjonalnie?
Mikołaj Lewicki*, Mateusz Halawa**: Z gazet i z telewizji można wyciągnąć wniosek, że Polacy popadają w długi przede wszystkim, bezmyślnie realizując swoje zachcianki. Mieliśmy wrażenie, że w mediach dług pojawia się głównie jako wynik nieracjonalnego zachowania. Z drugiej strony wystarczy przypomnieć sobie dwa, bardzo głośne i, jak się mówiło, "ważne oraz realistyczne" obrazy dramatu zadłużonych - filmy "Dług" i "Plac Zbawiciela". W obu zadłużenie jest jednym z bohaterów filmu. W "Długu" to fatum, coś, co nieuchronne. W "Placu Zbawiciela" - jest czymś, co może się zdarzyć nawet rozsądnym ludziom, a co prowadzić może do dramatów.
Dla nas kredyt to instytucja, która zmusza ludzi do myślenia o przyszłości i do tego, żeby racjonalnie planować swoje życie. Chcieliśmy zobaczyć, jak to funkcjonuje.
Interesowały nas też postawy ludzi wobec rynku. Sądzi się na ogół, że im więcej człowiek ma wiedzy o rynku, tym pewniej i bardziej racjonalnie podejmuje decyzje finansowe. Z tego wynika praktyczna dyrektywa - jak chcemy walczyć z problemem zadłużenia ludzi, to trzeba im wbijać do głowy, jak działa rynek.
Chcieliśmy to zweryfikować. Zrobiliśmy badania jakościowe - serię pogłębionych wywiadów z ludźmi, którzy spłacali kredyty, głównie hipoteczne. Nie traktowaliśmy kredytu tylko jako produktu, ale jako element życiowego doświadczenia.
Dług jest ciężarem?
- Czymś znacznie ważniejszym. Np. ludzie, którzy mieli kredyty hipoteczne, często opowiadali nam o nich przez pryzmat swoich związków. Kobiety mówiły: "Poznałam się z narzeczonym, zaczęliśmy być razem, nadszedł moment, że chcieliśmy razem zamieszkać i wtedy wzięliśmy kredyt".
Kredyt jest jak ślub?
- Dla wielu ludzi kredyt jest czymś bardziej pewnym niż związek. Z powodu obaw przed kredytem odracza się również decyzję o ślubie lub po prostu oddziela się związki od spraw finansowych. W wielu sytuacjach ludzie - szczególnie w związkach nieformalnych - brali kredyt, z góry myśląc o ryzyku rozpadu związku. Rozmawialiśmy z parami, które mają dwa odrębne mieszkania - mieszkają w jednym, drugie trzymają jako zabezpieczenie na rozpad związku. Oboje mają kredyt hipoteczny. Rozdzielają w ten sposób życie finansowe od intymnego.
Dla nas było ciekawe to, że najpewniejszą rzeczą w przyszłości dla wielu ludzi pozostawał dług. Relacje z ludźmi były mniej pewne niż relacje z instytucjami, takimi jak bank.
Kredyt zmienia człowieka?
- Bardzo często o tym słyszeliśmy. Ludzie mówili: "Wiem, że teraz muszę się samodyscyplinować, radzić ze spłatą kredytu, że muszę być przygotowana na trudne życiowe sytuacje, w których znika część dochodów".
Często było widać, jak kredyt hipoteczny naprawdę stwarzał ludzi. Teoretycznie to tylko kontrakt między tobą a bankiem, w którym się zobowiązujesz, że będziesz mu płacił przez lata określoną sumę. Ale u wielu ludzi było to na poziomie psychologicznym zobowiązaniem nie wobec banku, ale wobec siebie.
Stawał się symbolicznym wejściem w dorosłe życie?
- Dla niektórych - tak. Ludzie mówili: "Jak wziąłem kredyt, stałem się dojrzały, zacząłem planować swoje życie, zacząłem oszczędzać, kalkulować"
Żyjemy w takich czasach, w których ludziom trudno jest planować. Rzeczywistość postrzegana jest jako bardzo chaotyczna. Często słyszeliśmy: "Trudno przewidywać, co się ze mną stanie". Ale kredyt bierze się na 20 czy 30 lat. W życiu pojawia się horyzont czasowy - co prawda odległy - i rytm: co miesiąc muszę spłacić ratę. Kredyt staje się czymś, co nadaje życiu codziennemu ramy i porządkuje je. Pojawia się w nim coś przewidywalnego.
Z naszych badań wynika, że ludzie w ogromnej większości wcale nie zachowują się nieodpowiedzialnie, zaciągając kredyt. Wbrew wyobrażeniu, że to służy głównie konsumpcji - bardzo często narzuca życiu dyscyplinę. Zadłużenie staje się dziś w Polsce nową formą życia.
Co jest w niej nowego?
- Kredyt wprowadza w życie element nowoczesności. Jest chyba niedoceniany jako narzędzie modernizacji polskiego społeczeństwa.
Relacje ludzi zaczynają się wiązać z bezosobowymi instytucjami - takimi jak bank - i z regułami, które one określają, a nie z osobami, np. z szeroko rozumianą rodziną, jak w społeczeństwach tradycyjnych.
Źródło: Gazeta Wyborcza