9 osób zginęło w wyniku ataku izraelskich komandosów na konwój statków, które płynęły z pomocą dla Strefy Gazy. Świat arabski jest zszokowany, Unia Europejska domaga się śledztwa. Na statkach było 700 ludzi z 50 krajów protestujących przeciw izraelskiej blokadzie Strefy Gazy. Polka Ewa Jasiewicz wśród zatrzymanych.
Fot. AP
Atak izraelskich komandosów na statek w 2010 roku. Zdjęcie ujawnione przez...
Konwój, zwany Flotyllą Wolności, w niedzielę rano opuścił międzynarodowe wody u wybrzeży Cypru. Izrael od początku zapowiadał, że nie pozwoli dotrzeć statkom do rządzonej przez radykalny palestyński Hamas Strefy Gazy.
Do starcia doszło w poniedziałek na wodach międzynarodowych 150 kilometrów od wybrzeży Gazy. Izraelska marynarka wojenna otoczyła sześć statków konwoju, wezwała je do skierowania się do portu Aszdod, skąd miano przewieźć dary i ludzi do Strefy Gazy. Kiedy statki się nie zatrzymały, izraelscy komandosi dokonali abordażu z powietrza na turecką jednostkę, Mavi Marmara z 600 osobami na pokładzie, która prowadziła konwój. Żołnierze napotkali ostry opór ze strony propalestyńskich działaczy, którzy mieli - według źródel izraelskich - użyć broni palnej i noży. Według izraelskiego wojska w wyniku starcia zginęło 9 osób, wcześniej podawano że 10. Inne źródła mówiły o co najmniej 19 zabitych i co najmniej 30 rannych. Rannych jest 4 żołnierzy izraelskich.
Izrael broni się: Zostaliśmy zaatakowani
Armia izraelska umieściła na You Tube film kręcony z helikoptera podczas próby desantu na statek. Widać na nim jak ubrane na białe figurki pasażerów statku atakują spuszczających się na linach żołnierzy w czarnych mundurach. Walki trwają na całym pokładzie i lądujący żołnierze są przewracani i bici.
W skład konwoju weszły trzy statki tureckie, dwa greckie i jeden irlandzki. Flotylla Wolności chciała przerwać izraelską blokadę Strefy Gazy, wprowadzoną w 2007 roku po przejęciu władzy w Gazie przez radykalny Hamas. Statki wiozły na pokładzie około 10 tys. ton ładunku z pomocą dla Palestyńczyków: materiały budowlane, sprzęt medyczny, pomoce szkolne dla uczniów, a nawet czekoladę.
Oficjalne źrodła izraelskie twierdzą, że na statkach była też broń dla Hamasu.
Ewa Jasiewicz wśród zatrzymanych
Zatrzymani przez Izraelczyków propalestyńscy działacze z konwoju z pomocą humanitarną dla Gazy są przewożeni do więzienia Beer Szewa - powiedziała PAP rzeczniczka polskiego oddziału organizacji Freedom Flotylla. Na pokładzie jednego ze statków była Polka.
Według rzeczniczki Freedom Flotylla (Flotylla Wolności) Anety Jerskiej, jedyną osobą z polskim obywatelstwem, która znajdowała się w konwoju, była polsko-brytyjska dziennikarka i działaczka obrony praw człowieka Ewa Jasiewicz. Przebywała ona na pokładzie statku "Challenger".
Ostatni raz udało się skontaktować z Polką tuż przed atakiem armii izraelskiej na konwój. "Kontakt jest blokowany, sygnał satelitarny jest zakłócany. Obecnie z nikim nie ma kontaktu" - poinformowała Jerska.
Powiedziała, że aktywiści przewożeni są do więzienia w Beer Szewie na pustyni Negew.
Konsul polski w Tel Awiwie poinformował Jerską, że według oficjalnego stanowiska Izraela kontaktu z zatrzymanymi działaczami nie będzie, dopóki wszyscy nie zostaną przewiezieni do więzienia w Beer Szewie, 100 km na południe od Tel Awiwu. Wyjaśniła, że więzienie to jest największe w Izraelu i znajduje się "na środku pustyni".
Według Jerskiej ograniczony jest również kontakt z dziennikarzami, którzy obecnie "zgromadzeni są w Hajfie, tam gdzie docierają statki".
Aktywiści spodziewali się ataku. "Ewa (Jasiewicz) mówiła o tym, żeby informować media (...), że jest mobilizacja. Były ostrzały próbne" - powiedziała PAP Jerska.
Według rzeczniczki Flotylli Wolności w ataku na największy turecki statek "Mavi Marmara" zginęło 19 osób, w tym 15 Turków, wśród ofiar jest kapitan statku. Źródła izraelskie zaprzeczają - liczba zabitych wynosi 9 osób.
Rzeczniczka Flotylli: nie było broni
Jerska zaprzeczyła twierdzeniom izraelskich władz, że na prowadzącym konwój statku "Mavi Marmara" znajdowała się broń. "To jedna wielka ściema" - oświadczyła.
"Nie było tam żadnej broni. Wszystkie statki były sprawdzane przed wyjściem z portu, i na Cyprze, i w Irlandii. Były sprawdzane nie tylko w portach docelowych, ale również w portach, w których tankowali wodę, wypełniali baki paliwem itd. Na tych statkach znajdowali się deputowani do parlamentu Unii Europejskiej, dziennikarze, oficjele tureccy, aktywiści, laureatka Nagrody Nobla. Więc jest to po prostu niemożliwe" - zapewniła. Dodała, że "nie było też żadnej osoby, która mogłaby w jakikolwiek sposób tę broń dostarczyć na pokład".
Jerska twierdzi, że w ciągu najbliższych godzin zostaną udostępnione dokumenty z portów, potwierdzające, że na pokładzie statków nie było broni.