http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rosyjscy bogacze boją się władzy

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2010-05-31, ostatnia aktualizacja 2010-05-30 21:48

Oligarchowie wolą trzymać dzieci i pieniądze z dala od ojczyzny i starają się unikać rozgłosu, bo czują się zagrożeni przez pazernych i skorumpowanych urzędników. Sami mówią o tym w anonimowej ankiecie dla "Wiedomosti"

Michaił Chodorkowski przed sądem podczas rozprawy
Fot. Ivan Sekretarev AP
Michaił Chodorkowski przed sądem podczas rozprawy
Telman Ismaiłow był właścicielem największego moskiewskiego bazaru Czerkizowski. Handlowali tam Chińczycy, Turcy, przybysze z Azji Centralnej. Interes się kręcił przez wiele lat i przynosił miliardy.

Bogacz popełnił jednak błąd. Z wielką pompą otworzył pięciogwiazdkowy kapiący od złota hotel w Turcji i rozpierając się tam w luksusowych fotelach w hotelowym hallu pozował przed kamerami telewizyjnymi. I zaraz potem sam premier Władimir Putin publicznie oświadczył, że na Czerkizowskim handluje się pochodzącymi z przemytu towarami wartymi miliardy dolarów, a organy, jakby tego nie widząc, nikogo nie sadzają.

Ismaiłow w lot pojął, co się święci i razem z synami zwiał za granicę. Czerkizowski został zamknięty, a strzegących go dziś funkcjonariusze po cichu, jak piszą gazety moskiewskie, wywożą towary z jego ogromnych magazynów.

Sam Ismaiłow doczekał się ułaskawienia, ale nie za darmo. Wrócił do kraju i nawet dostał gwarancję, że nie zostanie zatrzymany w zamian za to, że zobowiązał się budować hotele w Soczi szykującym się do zimowej olimpiady w 2014 r.

Synów jednak nie przywiózł. Alekpier i Sarhan Ismaiłowie studiują w jedynej w swoim rodzaju szkole - filii Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego w Szwajcarii. Najlepsi profesorowie moskiewscy wykładają im tam po rosyjsku, będą mieć najlepsze dyplomy rosyjskie, ale pozostają z daleka od ojczyzny. Ta niezwykle droga uczelnia została stworzona właśnie dla takich jak oni dzieci bardzo bogatych rodziców, którzy nie chcą, by ich pociechy mieszkały w Rosji.

Alekpier i Sarhan swoimi ferrari i lamborghini nie ścigają się więc po podmoskiewskiej szosie Rublowsko-Uspieńskiej, przy której mieszkają najbogatsi Rosjanie, lecz urządzają sobie wyścigi na autostradzie między Lozanną a Genewą i nawet jesienią spowodowali tam poważny wypadek.

Sondaż opublikowany przez wczorajsze "Wiedomosti", a przeprowadzony przez rosyjski ośrodek UBS dowodzi, że tak jak Ismaiłow myśli zdecydowana większość bogaczy rosyjskich.

Socjologowie przepytali kilkudziesięciu biznesmenów, których majątki warte są więcej niż 50 mln dolarów. Od prawie wszystkich ankietowanych usłyszeli, że oni nadal chcieliby prowadzić biznes w Rosji. - Nigdzie indziej nie da się zarobić takich pieniędzy jak tutaj. Ale i ryzyko prowadzenia biznesu jest u nas bardzo wysokie - wyjaśnił jeden z respondentów.

Kilku ankietowanych przyznało jednak, że nie chcą, by wartość ich biznesu przekroczyła 100 mln dolarów. - Kto ma taki majątek, trafia pod lupę pazernych funkcjonariuszy państwowych i musi się albo podzielić albo może stracić wszystko. Nie warto też być właścicielem znanej powszechnie i popularnej marki, bo to za bardzo przyciąga uwagę - tłumaczyli uczestnicy sondażu.

Żaden z milionerów nie chciałby na takie ryzyko narażać dzieci. - Nie mam zamiaru przekazywać synom tego ciężaru i niepewności, które są związane z prowadzeniem biznesu w Rosji. W tym kraju nie trzeba być przedsiębiorcą, żeby stać się bogatym. Trzeba po prostu obracać się we właściwych kręgach, dbać o właściwe znajomości, okazywać lojalność władzy. Pieniądze robią i odbierają biurokraci - powiedział jeden z bogaczy.

Wszyscy ankietowani przyznali, że nie robią planów biznesowych na przyszłość dalszą niż dwa-trzy lata. 72 proc. z nich wysłało dzieci na naukę poza Rosję. 76 proc. inwestuje w nieruchomości za granicą. Wszyscy trzymają oszczędności za granicą, najchętniej lokując je w bankach Cypru, Szwajcarii i Wysp Dziewiczych. Przy tym, jak wyjaśniają, wywożą pieniądze za granicę nie po to, by uniknąć podatków, lecz po to, by uchronić dorobek przed chciwością ludzi władzy.

Lew Gudkow kierujący szanowanym i znanym socjologicznym Ośrodkiem Jurija Lewady powiedział "Gazecie", że takie same obawy jak milionerzy żywią też przedstawiciele rosyjskiej klasy średniej: - Nam nie udało się przeprowadzić ankiety wśród oligarchów bo są podejrzliwi i niedostępni. Zrobiliśmy jednak sondaż wśród dużej grupy Rosjan, których miesięczny dochód przekracza 3 tys. euro na członka rodziny. W tej grupie też panuje lęk przed jutrem, obawa, że w każdej chwili wszystko, co człowiek ma, może mu zostać odebrane. Jest to zrozumiałe bo w Rosji nie ma żadnych gwarancji praw własności. Nie ma niezależnych sądów, niezależnego parlamentu, który mógłby obronić człowieka przed samowolą biurokratów. A do tego ludzie majętni wciąż mają przed oczyma dramat spółki naftowej Jukos rozgrabionej przez państwo, które posadziło do więzienia jej właścicieli. Ten przykład uczy, że i pieniądze zarobione w Rosji, i dzieci tu urodzone lepiej trzymać z dala od kraju - przypomina socjolog.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':