Renata Grochal, Paweł Wroński: Czy koalicja PO-PSL przetrwa wybory prezydenckie? Waldemar Pawlak: A jakie widzicie zagrożenia?
Kampania to podkreślanie różnic, parę słów za dużo - Martwicie się na wyrost. Na pewno istnieją między nami różnice. Np. sprawa Marka Belki. Wypełniający czasowo obowiązki prezydenta marszałek Komorowski chciałby powołać prezesa
NBP na sześcioletnią kadencję - czyli czas wykraczający poza kadencję prezydenta. To wyjście daleko poza formułę konstytucyjną osoby tymczasowo wykonującej obowiązki prezydenta.
To chyba dobrze, że prezes NBP będzie jak najszybciej w sytuacji kryzysu, tego, co dzieje się w Grecji, gwałtownych wahań kursowych. - Przecież premier i minister finansów zapewniają, że w Polsce jest jak najlepiej z finansami.
A pan nie zapewnia? - Ja też. Widzę dobrą sytuację w gospodarce i nie widzę powodów, żeby w tej chwili wokół NBP robić nerwowe ruchy. Poza tym pan premier Belka jest niewątpliwie znanym ekonomistą, jednak hołdował raczej poglądom monetarystycznym, a świat się zmienił w ostatnich dwóch latach i akurat nie takich fachowców potrzeba dziś w NBP.
Słyszał pan o takim monetaryście, który wprowadza podatek od dochodów kapitałowych? Belka wprowadził. - To inna bajka. Premier Belka miał problemy ze zrównoważeniem budżetu. Mówił, że znajdzie sposoby, jak wyłączyć z tego podatku najuboższych, i nie znalazł. To jest podatek, który objął nie tylko dochody kapitałowe, ale przede wszystkim dochody z oszczędności.
Kogo byście widzieli w tym fotelu? Ponoć proponował pan byłą wiceminister finansów Elżbietę Chojnę-Duch albo byłego wicepremiera Mirosława Pietrewicza? - Jak szczęśliwym zbiegiem rzeczy wygram wybory, to będziecie pierwsi, którym to powiem.
Dlaczego pana zdaniem marszałek zaproponował tak nagle tę kandydaturę? - A to już umówcie się z panem marszałkiem, bo mam wrażenie, że nawet z premierem Tuskiem tego nie konsultował.
Premier, zdaje się, wiedział o tej kandydaturze. Ale Komorowski nie miał obowiązku niczego konsultować. - To tym bardziej kruszy zaufanie do Bronisława Komorowskiego jako człowieka koncyliacyjnego. Bo jeżeli powołuje dowódców sił zbrojnych, nikogo nie pytając, jeżeli zgłasza kandydata do NBP, z nikim nie rozmawiając, to można sobie wyobrazić, że w sprawach kluczowych dla państwa będzie raczej miał skłonności autorytarne niźli chęć do poszukiwania kompromisu. A może będzie miał jakichś innych, nikomu nieznanych, tajnych doradców?
Tylko, że kandydatury na dowódców rodzajów wojsk najczęściej zgłasza MON, a kontrasygnuje premier. - Nie jestem pewien, czy wasze przypuszczenia we wszystkich punktach są słuszne.
Czy kandydatura Marka Belki zagraża koalicji?