http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy Unia Europejska pomoże zmodernizować Rosję?

Tomasz Bielecki, Bruksela
2010-05-31, ostatnia aktualizacja 2010-05-30 18:51

Prezydent Dmitrij Miedwiediew (z prawej) podczas spotkania z premierem Władimirem Putinem (drugi od prawej)
Prezydent Dmitrij Miedwiediew (z prawej) podczas spotkania z premierem Władimirem Putinem (drugi od prawej)
Fot. RIA NOVOSTI REUTERS

Nowy program Partnerstwa dla Modernizacji spali na panewce, jeśli Unia przekaże Moskwie nowoczesne technologie, nie wymuszając w zamian reform - ostrzegają zachodni eksperci przed szczytem UE - Rosja w Rostowie nad Donem

Jose Manuel Barosso, przewodniczący Komisji Europejskiej
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Jose Manuel Barosso, przewodniczący Komisji Europejskiej
Powołanie Partnerstwa dla Modernizacji, do którego szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso zapalił się pod wpływem namów prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, będzie głównym tematem rozpoczynającego się dziś szczytu UE - Rosja w Rostowie nad Donem.

Choć stosunki między Rosją i Europą opierają się głównie na dwustronnych relacjach między poszczególnymi stolicami UE i Moskwą, to Bruksela w ramach nowego Partnerstwa miałaby koordynować - a w niewielkiej mierze wspierać z unijnego budżetu - współpracę zasadzającą się na transferze nowoczesnych technologii do Rosji.

Jeden z głównych punktów negocjowanego Partnerstwa dotyczy współpracy między rosyjskim systemem satelitarnym Glonass i europejskim Galileo, inwestycji w technologie energooszczędne, sieci telekomunikacyjne oraz wspólne ośrodki badawcze. Takie ocieplenie w stosunkach między Rosją i Zachodem wzbudza entuzjazm u europejskich biznesmenów, lecz wielu dyplomatów kręci nosem na rosyjskie hasła modernizacji, które nie pociągają za sobą konkretów.

- Rosjanie zręcznie narzucają nam program współpracy a la carte. Chcą technologii, które będą mogli wykorzystać nawet w sektorze wojskowym, lecz przemilczają inne problemy, jak bezpieczeństwo dostaw gazu czy budowa społeczeństwa obywatelskiego - mówi polski dyplomata.

Za tradycyjnych rzeczników szybkiego pogłębiania współpracy z Rosją uchodzą Niemcy i Francuzi, ale nawet w Paryżu modernizacyjne hasła Kremla wywołują spory sceptycyzm. Jasno bowiem widać, że Europa staje się dla rosyjskich elit coraz bardziej upragnionym źródłem inwestycji i innowacji, ale nie jest przykładem modelu ustrojowego.

- Słucham od roku o modernizacji w Rosji, ale nie usłyszałam dotychczas o reformach. Może Moskwa nie ma żadnej dalekosiężnej strategii reformatorskiej? Może jednak powinniśmy rozważyć zasadę warunkowości - pomagamy, ale w zamian wymagamy zmian w Rosji - mówi Marie Mendras, specjalistka ds. Rosji we francuskim MSZ.

Zwolennicy takiej Realpolitik nie liczą na szybką demokratyzację Rosji, lecz w pierwszym rządzie na reformy dające podstawowe bezpieczeństwo prawne zarówno Rosjanom, jak i zachodnim biznesmenom: wzmocnienie niezawisłości sądów, ograniczenie korupcji, przejrzyste zasady w urzędach podatkowych. - Partnerstwo to nie ma być unijne misjonarstwo w Rosji. Chodzi nam o wspólny biznes, a nie o Europejczyków lądujących na "planecie Rosja" i zaprowadzających tam swoje porządki - ostrzega jednak ambasador Rosji przy UE Władimir Czyżow.

Przedsmakiem sporów o taktykę kija i marchewki są przepychanki o treść deklaracji o Partnerstwie dla Modernizacji, która - o ile obie strony zdołają dojść do kompromisu - powinna być ogłoszona jutro w Rostowie nad Donem.

- Być może uda się nam wpisać postulat budowy rządów prawa w Rosji, ale do zgody wciąż daleko - donosił wczoraj wieczorem unijny dyplomata. Natomiast Rosjanie cieszyli się, że dostaną w Rostowie jasny harmonogram dochodzenia do ruchu bezwizowego, choć niektórzy unijni dyplomaci narzekają, że Europa wraz ze zniesieniem wiz straci silny środek nacisku na Kreml.

Kreml respektuje nie wszystkie wcześniejsze zobowiązania wobec UE - m.in. w sprawie zniesienia opłat za loty europejskich przewoźników nad Syberią czy też bezpieczeństwa dostaw surowców energetycznych (sprawa Możejek). Czy cyzelowanie kolejnych porozumień nie jest więc tylko próżną grą dyplomatyczną?

- Tym razem Kreml nie tylko potrzebuje Europy, lecz także wreszcie jest tego bardzo świadomy. Możemy więc wymagać - mówi Adnan Vatansever z Centrum Carnegie. Przekonuje, że nawet symbolizujący rosyjską asertywność Gazprom zaprzepaścił ostatnią dekadę - przegapił wyścig na przyszłościowym rynku skroplonego gazu i nie związał się silnie dostawami z Chinami, co oznacza, że jeszcze przez co najmniej dekadę jest skazany na handel z Europą, co wzmacnia jej pozycję negocjacyjną.

Sęk w tym, że nie tylko Rosja silnie potrzebuje sojuszu z Europą (co Kreml napisał w strategii, którą na zasadzie kontrolowanego przecieku opisały niedawno rosyjskie media), ale i Europejczycy chcą szerokiego dostępu do rosyjskiego rynku i marzą, aby w przyszłości Rosja dołączyła na dobre do "nowego Zachodu", wzmacniając go m.in. w grze wobec Chin. Czy już teraz nie popchnie to krajów UE do zbyt łatwych ustępstw wobec Moskwy? - To byłaby ślepa uliczka. Wspieranie wadliwego modelu modernizacji w Rosji bez wymagania reform sprawi, że ta odgórna modernizacja się nie uda - przekonuje Katinka Barysch z Centre for European Reform.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':