Katastrofa smoleńska oraz sposób jej przeżywania przez radykalną prawicę i
Kościół zapewniły mu długoletnie przywództwo obozu narodowo-katolicko-konserwatywnego.
Dzięki temu ma komfort. Może zająć się tym co lubi najbardziej - projektowaniem scenariuszy na kilka kroków naprzód i otwieraniem przed swoją formacją wielu opcji.
Zmiana wizerunku Kaczyńskiego nie jest zabiegiem marketingowym, obliczonym na pozyskanie wyborców politycznego centrum. Byłby to zabieg skazany na niepowodzenie, bo liberalnie nastawione wielkie miasta i młode pokolenie wciąż nie widzą w nim bohatera własnej bajki.
Zmiana jest ofertą złożoną
PSL i
SLD. Na okoliczność pozyskania ich poparcia w ewentualnej drugiej turze wyborów prezydenckich, oraz konstruowania nowej większości w parlamencie. Tuż po elekcji prezydenta - z premierem Waldemarem Pawlakiem, lub po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych - z odmienionym premierem Kaczyńskim.
PiS dłużej nie chce być ugrupowaniem skrajnym, lecz pragnie zająć miejsce w środku sceny politycznej. Stąd słowa Kaczyńskiego o potrzebie zakończenia wojny polsko-polskiej, odejścia od doktrynerstwa w polityce gospodarczej, równego dzielenia efektów rozwoju, oraz normalizacji stosunków z wielkimi sąsiadami - Niemcami i Rosją.
Paryż wart jest mszy. Kaczyński jest pragmatykiem co się zowie - bez żalu pożegnał IV RP i projekt "uzdrawiania" Polski.
Waldemar Pawlak, któremu coraz ciaśniej w koalicji z PO, oraz
Grzegorz Napieralski, który bez tej oferty latami może czekać na wejście o rządu, mogą się skusić.
Na trzy tygodnie przed wyborami zrobiło się naprawdę interesująco. Polityka polska ruszyła z miejsca.