Zarzuty mają już dwaj prawnicy i prezes-figurant pewnej spółki. Chodzi o oszustwo i próbę korupcji. Z wrocławskiego
SKOK-u rok temu wyciągnięto 12 mln złotych. Okazało się, że nielegalnie. Pół roku temu były pierwsze zatrzymania. A w maju br.
ABW wkracza do domu wspólnika Marcina Dubienieckiego (o tym dalej).
Prokuratorzy zasłaniają się tajemnicą śledztwa. "Gazeta" przeprowadziła własne, z którego wyłania się niezwykła intryga.
Lewe umowy W Polsce jest ponad sto kas oszczędnościowo-kredytowych, tzw. SKOK-ów. Na ich czele stoi Kasa Krajowa zarządzana przez Grzegorza Biereckiego, znajomego wielu polityków
PiS, w tym Lecha Kaczyńskiego. Zmarły tragicznie prezydent stał 20 lat temu na czele fundacji, która dała SKOK-om organizacyjne podwaliny.
Rok temu Kasa Krajowa Biereckiego przejęła władzę w Południowo-Zachodnim SKOK-u we Wrocławiu, dopatrując się nieprawidłowości w lekko rozdawanych kredytach. Ale odsunięci od władzy pracownicy SKOK-u nie chcieli odejść z pustymi rękami. Z pomocą radcy prawnego Tomasza T. sfingowali umowy, by wyciągnąć miliony z przejętej kasy.
Umowy te podpisała ze SKOK-iem spółka-krzak, za którą stał radca T. Wynikało z nich, że SKOK jest spółce winny kilkanaście milionów. Na podstawie tych umów sąd wydał nakaz zapłaty. Rok temu kilkunastu komorników wybrało z kont i sejfów wrocławskiego SKOK-u ponad 12 mln zł.
Nowe władze kasy (zarząd komisaryczny) szybko to zaskarżyły, informując, że umowy są sfingowane. Orzeczenie sądu zostało uchylone. Wrocławska prokuratura podjęła śledztwo, a komornicy zaczęli zwracać SKOK-owi pieniądze. Tomasz T. i prezes spółki-krzak zostali aresztowani.
Opisaliśmy to pół roku temu w reportażu w "Dużym Formacie".
W maju zeszłego roku na kontach komorników wciąż leżało ok. 5 mln zł z sumy przejętej od wrocławskiego SKOK-u. Tu pojawiają się nowe wątki, na trop których wpadła "Gazeta", a którymi interesuje się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuratura.
Dubieniecki łącznik Spółka-krzak, która miała dostać wyłudzone ze SKOK-u pieniądze, nazywa się Egzekutor Europejski. Miała siedzibę we Wrocławiu, jej prezesem był Piotr M. Pół roku temu przyznał on w rozmowie z "Gazetą", że był figurantem. - Przyszedł Tomasz T. i poprosił, bym został prezesem. Podpisywałem jakieś pisma, ale jakie, nie pamiętam, bo Tomasz mi wszystko podsuwał.
Gdy na przełomie maja i czerwca 2009 r. komornicy zaczęli zwracać SKOK-owi wyłudzone pieniądze, Egzekutor zmienił adres. Odnalazł się na drugim końcu Polski - w domku na przedmieściach Kwidzyna k. Gdańska. I teraz do sądu w Kwidzynie wpłynął wniosek o nakaz zapłaty - na podstawie tych samych umów. Czyli: aby komornicy przelali pieniądze na konto Egzekutora, a nie zwracali je SKOK-owi.
Sędzia Halina Maliszewska, przewodnicząca wydziału cywilnego sądu w Kwidzynie: - Wniosek o wydanie nakazu zapłaty na rzecz Egzekutora wpłynął z kancelarii Dubienieckich. I w krótkim czasie otrzymał klauzulę do zajęcia pieniędzy, bo formalnie wszystkie dokumenty były w porządku.
Jednak zaraz po tym orzeczeniu sąd w Kwidzynie orientuje się, że sprawę bada prokuratura. Także SKOK monitował, że dokumenty mogą być sfingowane: - I trzy dni później klauzula zostaje uchylona - dodaje Maliszewska.
Pracownicy sądu potwierdzają, że z wnioskiem o nakaz zapłaty przyszedł osobiście Marcin Dubieniecki. Ten 30-letni adwokat prowadzi w Kwidzynie kancelarię wspólnie z ojcem Markiem, pomorskim działaczem
SLD. Martę Kaczyńską, córkę prezydenta, poznał na aplikacji w Gdańsku. Pobrali się trzy lata temu.
Przelewy dla ojca i kolegi Czy Marcin Dubienicki świadczył jedynie usługę prawną na rzecz Tomasza T. polegającą na uzyskaniu nakazu zapłaty? Czy nie był świadom, że chodzi o pieniądze bezprawnie wyłudzone? Nie wiedział, że sprawą zajmuje się prokuratura? Wątpliwe.
Na początku czerwca 2009 - w ciągu tych trzech dni między wydaniem nakazu przez sąd w Kwidzynie a jego cofnięciem - Dubieniecki jedzie do Wielkopolski i namawia tamtejszego komornika, by przelał 5 mln złotych ściągniętych z wrocławskiego SKOK-u. Z pisma sygnowanego przez figuranta Piotra M. wynika, że pieniądze miały iść:
- 750 tys. zł na konto kancelarii Marka Dubienieckiego, ojca Marcina;
- 750 tys. zł na konto Roberta Draby, który do 2008 r. kierował Kancelarią Prezydenta Lecha Kaczyńskiego;