http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Egzekutor z Kwidzyna

Marcin Kącki
2010-05-28, ostatnia aktualizacja 2010-05-31 13:27

Mąż Marty Kaczyńskiej, zięć zmarłego prezydenta, adwokat Marcin Dubieniecki, zabiegał o część pieniędzy wyłudzonych z wrocławskiego SKOK-u. Sprawę tropi prokuratura

Marcin Dubieniecki
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Marcin Dubieniecki
SKOK Stefczyka
fot. Rafal Malko / AG
SKOK Stefczyka
Zarzuty mają już dwaj prawnicy i prezes-figurant pewnej spółki. Chodzi o oszustwo i próbę korupcji. Z wrocławskiego SKOK-u rok temu wyciągnięto 12 mln złotych. Okazało się, że nielegalnie. Pół roku temu były pierwsze zatrzymania. A w maju br. ABW wkracza do domu wspólnika Marcina Dubienieckiego (o tym dalej).

Prokuratorzy zasłaniają się tajemnicą śledztwa. "Gazeta" przeprowadziła własne, z którego wyłania się niezwykła intryga.

Lewe umowy

W Polsce jest ponad sto kas oszczędnościowo-kredytowych, tzw. SKOK-ów. Na ich czele stoi Kasa Krajowa zarządzana przez Grzegorza Biereckiego, znajomego wielu polityków PiS, w tym Lecha Kaczyńskiego. Zmarły tragicznie prezydent stał 20 lat temu na czele fundacji, która dała SKOK-om organizacyjne podwaliny.

Rok temu Kasa Krajowa Biereckiego przejęła władzę w Południowo-Zachodnim SKOK-u we Wrocławiu, dopatrując się nieprawidłowości w lekko rozdawanych kredytach. Ale odsunięci od władzy pracownicy SKOK-u nie chcieli odejść z pustymi rękami. Z pomocą radcy prawnego Tomasza T. sfingowali umowy, by wyciągnąć miliony z przejętej kasy.

Umowy te podpisała ze SKOK-iem spółka-krzak, za którą stał radca T. Wynikało z nich, że SKOK jest spółce winny kilkanaście milionów. Na podstawie tych umów sąd wydał nakaz zapłaty. Rok temu kilkunastu komorników wybrało z kont i sejfów wrocławskiego SKOK-u ponad 12 mln zł.

Nowe władze kasy (zarząd komisaryczny) szybko to zaskarżyły, informując, że umowy są sfingowane. Orzeczenie sądu zostało uchylone. Wrocławska prokuratura podjęła śledztwo, a komornicy zaczęli zwracać SKOK-owi pieniądze. Tomasz T. i prezes spółki-krzak zostali aresztowani.

Opisaliśmy to pół roku temu w reportażu w "Dużym Formacie".

W maju zeszłego roku na kontach komorników wciąż leżało ok. 5 mln zł z sumy przejętej od wrocławskiego SKOK-u. Tu pojawiają się nowe wątki, na trop których wpadła "Gazeta", a którymi interesuje się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuratura.

Dubieniecki łącznik

Spółka-krzak, która miała dostać wyłudzone ze SKOK-u pieniądze, nazywa się Egzekutor Europejski. Miała siedzibę we Wrocławiu, jej prezesem był Piotr M. Pół roku temu przyznał on w rozmowie z "Gazetą", że był figurantem. - Przyszedł Tomasz T. i poprosił, bym został prezesem. Podpisywałem jakieś pisma, ale jakie, nie pamiętam, bo Tomasz mi wszystko podsuwał.

Gdy na przełomie maja i czerwca 2009 r. komornicy zaczęli zwracać SKOK-owi wyłudzone pieniądze, Egzekutor zmienił adres. Odnalazł się na drugim końcu Polski - w domku na przedmieściach Kwidzyna k. Gdańska. I teraz do sądu w Kwidzynie wpłynął wniosek o nakaz zapłaty - na podstawie tych samych umów. Czyli: aby komornicy przelali pieniądze na konto Egzekutora, a nie zwracali je SKOK-owi.

Sędzia Halina Maliszewska, przewodnicząca wydziału cywilnego sądu w Kwidzynie: - Wniosek o wydanie nakazu zapłaty na rzecz Egzekutora wpłynął z kancelarii Dubienieckich. I w krótkim czasie otrzymał klauzulę do zajęcia pieniędzy, bo formalnie wszystkie dokumenty były w porządku.

Jednak zaraz po tym orzeczeniu sąd w Kwidzynie orientuje się, że sprawę bada prokuratura. Także SKOK monitował, że dokumenty mogą być sfingowane: - I trzy dni później klauzula zostaje uchylona - dodaje Maliszewska.

Pracownicy sądu potwierdzają, że z wnioskiem o nakaz zapłaty przyszedł osobiście Marcin Dubieniecki. Ten 30-letni adwokat prowadzi w Kwidzynie kancelarię wspólnie z ojcem Markiem, pomorskim działaczem SLD. Martę Kaczyńską, córkę prezydenta, poznał na aplikacji w Gdańsku. Pobrali się trzy lata temu.

Przelewy dla ojca i kolegi

Czy Marcin Dubienicki świadczył jedynie usługę prawną na rzecz Tomasza T. polegającą na uzyskaniu nakazu zapłaty? Czy nie był świadom, że chodzi o pieniądze bezprawnie wyłudzone? Nie wiedział, że sprawą zajmuje się prokuratura? Wątpliwe.

Na początku czerwca 2009 - w ciągu tych trzech dni między wydaniem nakazu przez sąd w Kwidzynie a jego cofnięciem - Dubieniecki jedzie do Wielkopolski i namawia tamtejszego komornika, by przelał 5 mln złotych ściągniętych z wrocławskiego SKOK-u. Z pisma sygnowanego przez figuranta Piotra M. wynika, że pieniądze miały iść:

- 750 tys. zł na konto kancelarii Marka Dubienieckiego, ojca Marcina;

- 750 tys. zł na konto Roberta Draby, który do 2008 r. kierował Kancelarią Prezydenta Lecha Kaczyńskiego;

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 452 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    442 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':