http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy diabeł wychodzi z probówki

Katarzyna Wiśniewska
2010-05-27, ostatnia aktualizacja 2010-05-27 10:38

Niespodzianie spór o sztuczne zapłodnienie przeniósł się do Kościoła, który dotąd zgodnym głosem je potępiał. Co z tego wynika?

Teatr Buffo, marzec 2009. Przedstawienie z udziałem dzieci, które urodziły się w wyniku zapłodnienia in vitro
Fot. Robert Kowalewski / AG
Teatr Buffo, marzec 2009. Przedstawienie z udziałem dzieci, które urodziły się...
SONDAŻ
Metodę sztucznego zapłodnienia in vitro...

Popieram
Nie popieram
Nie mam zdania

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Przekroczono granice. W ubiegłym tygodniu Rada Episkopatu ds. Rodziny ogłosiła, że ci, którzy stosują metodę sztucznego zapłodnienia in vitro, oraz politycy, którzy ją popierają, "stają w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła katolickiego i nie mogą przystępować do komunii świętej, dopóki nie zmienią swojej postawy".

"Gazeta" nagłośniła to oświadczenie. Wydawało się, że o in vitro usłyszeliśmy od biskupów już wszystko: że dla rodziców to jak zakup nowego samochodu, więc trzeba przypomnieć z ambony, że "dzieci są darem, a nie jednym z dóbr konsumpcyjnych" (list Episkopatu z 2008 r.); że refundacja in vitro to "opłacanie zabójstwa" (przewodniczący Episkopatu abp Józef Michalik); a nawet, że pierwowzorem in vitro jest "literackie wyobrażenie Frankensteina, czyli istoty powołanej do życia wbrew naturze" (bp Tadeusz Pieronek).

Tym razem jednak gremium związane z Episkopatem - w Radzie są biskupi, księża i świeccy - zabrało się za sumienia zwolenników in vitro. Zawyrokowali o tym, o czym katolik powinien decydować sam - zwłaszcza że nie ma w sprawie in vitro jednoznacznych przepisów kościelnych. Do tej pory zdarzało się, np. w USA, że niektórzy biskupi odmawiali prawa do komunii politykom popierającym legalizację aborcji. Nigdy takie zakazy nie padały jednak przy in vitro.

Ale - i to już dobry skutek sporu - od stygmatyzowania zwolenników in vitro zdystansował się przedstawiciel innego gremium Episkopatu - Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych - ks. Franciszek Longchamps de Bérier, profesor prawa kanonicznego. Stwierdził w Katolickiej Agencji Informacyjnej, że słowa Rady można traktować "jako pogląd jej członków i apel do sumień wiernych, a nie jako deklarację doktrynalną". Czyli nie jest to ani głos całego Episkopatu, ani wykład doktryny, do którego trzeba się zastosować.

To rzecz bez precedensu - jeszcze nikt z kręgów Episkopatu nie podważył radykalnych wystąpień Rady ds. Rodziny. Nawet wtedy, gdy w liście do parlamentarzystów z 2007 r. Rada uznała, że in vitro to "wyrafinowana aborcja".

W dyskusji o in vitro mamy też nowy ton. Dotąd Kościół na jednym oddechu wymieniał in vitro i aborcję, co było nadużyciem. Tymczasem według ks. Longchamps de Bériera "nie można prosto powiedzieć, że niszczenie embrionów, które jest oczywiście zabijaniem, ale nie jest aborcją, podpada pod analogiczne kary kościelne, jakie pociąga za sobą aborcja".

Jeśli ten głos znajdzie w Kościele hierarchicznym rezonans, może być to początek "odwilży in vitro". Potrzebnej, bo z in vitro korzystają często katolicy. Słowa biskupów uderzają przede wszystkim w nich i - co gorsza - w ich dzieci, które zrozumieją z tego tyle, że są na świecie dzięki jakimś przeklętym zabiegom.

Niektóre Kościoły chrześcijańskie tę debatę mają już za sobą. W ubiegłym roku synod Kościoła ewangelicko-augsburskiego w RP przyjął oświadczenie, w którym zaakceptowano in vitro "jako formę wspierania rodziny". A i w Kościele katolickim są księża i osoby świeckie, które od dawna apelują, by nie szukać diabła w in vitro. Dominikanin o. Marcin Lisak w ubiegłym roku mówił w "Gazecie", że "dziecko poczęte poprzez zapłodnienie pozaustrojowe jest darem bożym".

Spór z komunią w tle pokazuje, że także na wysokich szczeblach Kościoła katolickiego są podziały wokół in vitro. Nie zmieni tego sympatyzujący z katolicką prawicą bp Ignacy Dec. Broniąc Rady ds. Rodziny wbrew prawu kanonicznemu, nie wahał się zapewniać w "Naszym Dzienniku", że Rada to głos "całego Episkopatu Polski".

Wiele zależy teraz od Konferencji Episkopatu. Czarny scenariusz to poparcie przez wszystkich biskupów - choćby zawoalowane - kursu Rady ds. Rodziny i ultrakatolików, którzy choćby w portalu Fronda.pl ganią ks. Longchamps de Bériera za "wprowadzanie zamętu". Wtedy Episkopat nie tylko pogłębi przepaść między Kościołem a "społecznością in vitro", lecz także zaangażuje się w polityczną grę. Rada wydała oświadczenie w środku kampanii wyborczej, gdy radiomaryjny "Nasz Dziennik" wytropił, że do komunii przystępuje kandydat PO na prezydenta Bronisław Komorowski. A popiera in vitro!

W dodatku członkowie Rady po raz kolejny poparli kuriozalny projekt Inicjatywy Obywatelskiej Contra In Vitro, by za zabieg zapłodnienia in vitro karać lekarzy więzieniem. Odrzucony w Sejmie wrócił jako projekt poselski, pod którym podpisało się kilkunastu posłów Polski Plus, PiSPSL. Teraz głos Episkopatu może być łatwo wykorzystany w sejmowych targach o ustawę.

Jest jednak szansa, by Episkopat podzielił stanowisko ks. Longchamps de Bériera. Powiedział on, że w kwestiach bioetycznych Kościół "nie ma gotowych odpowiedzi, ale Ewangelię, i w jej świetle pytamy, jak postępować, co jest dobre, a co złe dla człowieka". To nie byłaby aprobata, ale pojawiłby się pewien margines niepewności.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    45 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':