Jerzy Miller, szef
MSWiA i przewodniczący komisji badającej katastrofę pod Smoleńskiem po kopie zapisów czarnych skrzynek prezydenckiego tupolewa ma polecieć do Moskwy w niedzielę.
We wtorek premier
Donald Tusk zapowiadał, że nastąpi to w niedzielę: "Minister Jerzy Miller uda się do Moskwy, aby przywieźć materiały źródłowe do Polski, które zostaną natychmiast ujawnione".
Czy materiały źródłowe to oryginały zapisów z czarnych skrzynek? Nie, bo oryginalny zapis powstał na taśmach magnetycznych. A sam premier Tusk mówił: "W formie pisemnej powinniśmy udostępnić zapis tego, co udało się odcyfrować". Mówi więc o stenogramie rozmów z kokpitu pilotów.
Sprawdzaliśmy wczoraj, kiedy i w jaki sposób zostaną ujawnione.
Ujawnianie - decyzja Tuska To wokół rozmów w kokpicie jest dziś najwięcej wątpliwości i spekulacji, zwłaszcza po publicznych enuncjacjach Edmunda Klicha, przedstawiciela Polski akredytowanego przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) w Moskwie. MAK niezależnie od polskiej komisji bada smoleński wypadek. Edmund Klich stenogram ma od tygodnia. A w ostatnich dniach ujawniał kolejne szczegóły, np. obecność w kokpicie dowódcy sił powietrznych gen. Andrzeja Błasika.
Miller dostanie ten sam materiał, którym dysponuje Klich. Choć głośno się o tym nie mówi, pewne jest, że strona polska otrzyma kopie zapisów także na elektronicznych nośnikach, nie tylko papierowy zapis. Przekazanie poprzedzi jednak - o czym już informował szef rosyjskiego
MSZ - podpisanie specjalnego memorandum na szczeblu rządowym.
Stąd wizyta ministra Millera w Moskwie. Chodzi o to, że konwencja chicagowska regulująca badanie katastrof lotniczych nie zezwala na ujawnienie zapisów rozmów z kokpitu. Wyjątek czyni wówczas, gdy ma to prewencyjne znaczenie dla bezpieczeństwa w ruchu lotniczym (mówił o tym Miller w niedawnej rozmowie z "Gazetą"). Ujawnienie ma zapobiec temu, by znów nie doszło do katastrofy, zanim komisja poda ostateczną przyczynę.
Zagadka druga: co to znaczy "natychmiast ujawnione"? Tusk dodał: "Ważne jest, żeby to było możliwe szybko, przejrzyście i żeby nie budziło żadnych wątpliwości". Czyli nie ma jeszcze decyzji, czy ujawnienie zapisu nastąpi np. we wtorek, w środę czy innego dnia. Wiadomo, że decydujące zdanie będzie należało do premiera Tuska, bo to on stoi ponad komisją kierowaną przez ministra Millera.
Rozporządzenie, które reguluje pracę polskiej komisji, daje wyłączne uprawnienia premierowi do "udzielania informacji o przebiegu i rezultatach jej badań".
O technicznej stronie ujawniania premier nic nie mówił. Według źródła "Gazety" ma się to odbyć w formule konferencji otwartej dla wszystkich dziennikarzy, by zapobiec przeciekom. Raczej nie będzie multimedialnej prezentacji nagranych rozmów, ale treść stenogramu zostanie udostępniona.
Tusk dodał też we wtorek, że "będzie prosił Radę Bezpieczeństwa Narodowego o uczestnictwo w procesie" ujawniania. Radą kieruje p.o. prezydenta Bronisław Komorowski, w jej naradach uczestniczą szefowie partii, w tym opozycyjnych. Rada nie jest ciałem decyzyjnym. Marszałek Komorowski zapowiedział jednak, że chce, aby pierwsza, jeszcze przed upublicznieniem zapisów czarnych skrzynek miała możliwość zapoznania się z nimi. RBN zbiera się dziś. Będzie rozmawiać o powodzi, nie o katastrofie. Następny termin jej posiedzenia nie jest wyznaczony.
Prokuratura: oryginały prosimy Jaka będzie rola prokuratury w ujawnieniu zapisów rozmów z kokpitu? Premier Tusk powtórzył we wtorek, że ujawnione może zostać to, co "nie szkodzi śledztwu". Ale wygląda na to, że prokuratura nie będzie w tej sprawie miała głosu. - Ujawnienie tych zapisów odbędzie się poza prokuraturą, bo nie są one w naszej dyspozycji, lecz MAK-u. To są działania na szczeblu rządowym - mówi nam Mateusz Martyniuk, rzecznik prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta.
Jeszcze w kwietniu prokurator generalny Andrzej Seremet choć deklarował ujawnienie "wstępnej analizy rozmów z kokpitu" (czyli stenogramu), to zastrzegał iż odbędzie się to po decyzji prokuratora prowadzącego śledztwo i po ocenzurowaniu zapisów z treści wrażliwych, osobistych. Takich, które mogłyby godzić np. w uczucia rodzin pilotów. Te deklaracje, że prokuratura nie będzie przeciwna ujawnieniu zapisów, zostały potem podtrzymane i przez Seremeta, i szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej Krzysztofa Parulskiego (nadzoruje nasze śledztwo). - Prokuratura nie ma zapisu rozmów, bo nie został jej dotąd przekazany, dlatego decyzja o ujawnieniu zapadnie poza nią - tłumaczy nasze źródło.
Tymczasem
PiS domaga się przekazania Polsce oryginałów czarnych skrzynek. Wczoraj szef klubu PiS Marek Kuchciński wysłał w tej sprawie list do premiera. Podkreśla, że to czarne skrzynki, a nie kopie zapisanych na rejestratorach danych, są "głównym dowodem w sprawie" i "należą do państwa polskiego". Takie samo stanowisko prezentuje pełnomocnik rodzin ofiar katastrofy (m.in. Jarosława Kaczyńskiego) mec. Rafał Rogalski.
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie już cztery razy zwracała się do władz Federacji Rosyjskiej z wnioskami o udzielenie pomocy prawnej w naszym śledztwie dotyczącym smoleńskiej katastrofy. W trzech wnioskach z kwietnia prosiła o udostępnienie czarnych skrzynek.
W całości poświęcony był temu wniosek z 16 kwietnia. Mieliśmy okazję wejrzeć do niego. Prokuratorzy proszą "w pierwszej kolejności" o dostarczenie rejestratorów TU-154 "wraz z oryginalnymi nośnikami magnetycznymi". Chcą też, by rosyjska prokuratura przekazała nam "materiały uzyskane z odczytu i analizy rejestratorów".
- Rejestratory i zapis są nadal w posiadaniu MAK i nie zostały przekazane rosyjskiej prokuraturze - informuje rzecznik prokuratora generalnego. W poniedziałek natomiast komitet śledczy przy Prokuraturze Generalnej Federacji Rosyjskiej przekazał do jej wydziału zajmującego się obrotem prawnym z zagranicą około tysiąca kart z przesłuchaniami świadków, protokołami oględzin przedmiotów znalezionych na miejscu katastrofy i z identyfikacji ciał ofiar. To oznacza, że za kilka dni dokumenty te mogą się znaleźć w Polsce.
W ostatni poniedziałek prokuratura przesłała do strony rosyjskiej czwarty wniosek o pomoc prawną. Tym razem domaga się wydania: aktów prawnych dotyczących kontroli ruchu lotniczego w Rosji ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji lądowania tupolewa; danych o osobach funkcyjnych, które miały do czynienia z kontrolą tego lotu, sprowadzaniem samolotu na ziemię; także przesłuchania mechanika samochodowego pracującego 200 m od lotniska w Smoleńsku, świadka katastrofy, z udziałem naszych prokuratorów; oraz zgody na ponowne oględziny miejsca katastrofy z udziałem polskich archeologów.
Według naszych źródeł w przyszłym tygodniu, ale po Millerze, do Moskwy udaje się też Seremet.