http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Powódź oczami ekologa

Rozmawiała Ewa Siedlecka
2010-05-26, ostatnia aktualizacja 2010-05-26 14:16

Woda w Wiśle w Warszawie w czasie powodzi osiągnęła poziom, którego nie obserwowano od lat.
Woda w Wiśle w Warszawie w czasie powodzi osiągnęła poziom, którego nie obserwowano od lat.
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta

Trzeba zastanowić się, co można robić głową, a nie pieniędzmi. Jak pogodzić interes przyrody i człowieka. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi, tylko uczyć się od innych - mówi Jacek Bożek.

Woda wdarła się teren obozu Auschwitz-Birkenau (zdjęcie Pawła Sawickiego - Muzeum Auschwitz)
Woda wdarła się teren obozu Auschwitz-Birkenau (zdjęcie Pawła Sawickiego ...

22.05 Próba dotarcia do domu. Wrocław. Kozanów.
fot. Hanka Szczeblowska/ Zdjęcie nadesłane na Alert24
22.05 Próba dotarcia do domu. Wrocław. Kozanów.
SERWISY
Ewa Siedlecka: Jak z punktu widzenia ekologa wyglądają przyczyny tej powodzi i pomysły, co trzeba zrobić, żeby jej nie było?

Jacek Bożek*: - Przede wszystkim opowiadanie w mediach, że to powódź stulecia czy tysiąclecia - to absurd. To stulecie zaczyna się nam powtarzać co kilkanaście lat! Trzeba powiedzieć jasno: powodzie były i będą, i nie ma sposobu, żeby im zapobiec. Może być ich nawet więcej, bo klimat się zmienia i to jest jedna z konsekwencji. Zwalczać klimatu nie można, trzeba się do niego przystosować. Wiec nie opowiadajmy o zapobieganiu podwoziom, tylko o tym, jak się na nie przygotować tak, by minimalizować straty.

Politycy deklarują: nie będzie powodzi, bo zbudujemy zapory, uregulujemy rzeki. Po pierwsze i tak nie zbudują, bo to są gigantyczne koszty, ma które nas nie stać. A po drugie: po co? To wcale nie są najlepsze z możliwych działania przeciwpowodziowe.

Trzeba zastanowić się, co można robić głową, a nie pieniędzmi. Jak wydać mniej a uzyskać lepszy efekt. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi, tylko uczyć się od innych. Mamy przykład Nowego Orleanu, który zalało mimo systemu nowoczesnych, kosztownych tam i wałów. Niemcy dawno doszli do wniosku, że wały nie wszędzie są sposobem na powodzie. Np. nie ma sensu budować ich by broniły łąk. Że trzeba gdzie się tylko da robić poldery, żeby ta woda gdzieś się rozlewała zamiast tworzyć falę powodziową.

Ale w Polsce ludzie się pobudowali na polderach.

To trzeba policzyć, czy nie bardziej finansowo opłacalne będzie zbudowanie im domów gdzie indziej, niż inwestowanie w tamy i wały, które by ich chroniły. Oczywiście trudno przenosić całe wsie, ale kilka domów - dlaczego nie? A na terenach zalewowych niech będą łąki, na których można wypasać zwierzęta. W Niemczech są ogromne tereny zalewowe na których robi się użytki ekologiczne - np. sadzi się las, z którego można pozyskiwać drewno. Wiedzę, co robić mamy, tylko musi być wola polityczna. Politycy zamiast obiecywać ludziom, że obronią za pomocą wałów i tam powinni najpierw zamówić mapy terenów zalewowych i porządne ekspertyzy, co jest potrzebne i uzasadnione ekonomicznie.

Na początek trzeba zadbać, żeby wody - do Wisły czy Odry - wpłynęło mniej z małych rzeczek. To wzdłuż nich powinny być tereny zalewowe. Po drugie trzeba wodę zatrzymywać u źródeł, w lasach górskich, to nie zaleje Warszawy czy Gdańska. To znaczy, że trzeba te lasy sadzić i chronić. Po trzecie nie można całych rzek obwałować: woda musi się gdzieś rozlewać. Poza tym wały nie są tak skutecznym zabezpieczeniem. Jak pokazuje obecna powódź, w wielu miejscach były, ale przesiąkły, bo deszcz padał za długo. A kto powiedział, że nie będzie padał jeszcze dłużej?

A regulowanie rzek?

Nad takimi deklaracjami politycy powinni się zastanowić, szczególnie w okresie wyborczym, bo niekoniecznie podniosą ich notowania. Jak ekolodzy i część hydrologów słyszą o regulowaniu rzek, to łapią się za głowę. Ale łapią się też wędkarze, a to są setki tysięcy potencjalnych wyborców.

Regulowanie rzek to najdroższe i najgorsze rozwiązanie. I w dodatku wcale nie zapobiega podwoziom. Przeciwnie. Mamy przykład Renu, który odkąd go uregulowano wylewa znacznie groźniej. Regulacja, to prostowanie rzeki i betonowanie brzegów. Normalnie rzeka meandruje wyhamowując nurt. I rozlewa się stwarzając wodzie przestrzeń. Rzeką uregulowaną woda płynie prosto, więc z większą szybkością Nie rozlewa się po drodze, więc wody jest dużo więcej. Ale i tak musi się gdzieś rozlać, bo nie usypie się trzydziestometrowych wałów! No i robi to dużo gwałtowniej. Więc zniszczeń jest dużo więcej. Także dlatego - co można obserwować i w Niemczech i w Polsce - że jak rzeka jest uregulowana, to ludzie się do niej zbliżają, bo czują się bezpieczni. Zbliżają się z domami, chodnikami, jezdniami, parkingami. Czyli z cała infrastrukturą która powoduje, że woda nie może wsiąkać. To też przyczynia się do powodzi, bo zamiast zostawać w glebie i parować, woda spływa do studzienek ściekowych, a nimi, gwałtownie, do rzeki.

Ale miasta wzdłuż rzek już są. I przecież ich się nie zburzy.

Niemcy znaleźli fantastyczne rozwiązanie. Na osiedlach robią "suche jeziorka", które podczas deszczu chłoną wodę - także np. z rynien - i mogą ją zbierać. To zagłębienia terenu, niecki, w których można urządzić teren zielony, a więc służą mieszkańcom. Niech na każdym osiedlu będzie takie "jeziorko" - i już woda zamiast do rzeki trafi do ziemi.

A tamy?

Przede wszystkim są bardzo drogie. Oczywiście, zatrzymują wodę, ale nie wszystkie działają przeciwpowodziowo. Są tamy ze zbiornikami wody pitnej lub spiętrzające wodę do celów pozyskiwania energii. Tam w zbiorniku woda jest zawsze. A jak przyjdzie fala powodziowa, to trzeba tę wodę spuścić, bo się przeleje. I tak było w Dobczycach. Teraz wójt pozywa tych, co spuścili tę wodę, że nie uprzedzili i ludzie nie zdążyli się w porę ewakuować. Ale trzeba było decydować szybko, nie było czasu na zawiadamianie, bo by się przelało. Więc to nie są tamy, które zabezpieczałyby przed powodzią. Tamy przeciwpowodziowe są "suche" . Działają tak, że jak się je zamknie, to zatrzymują rzekę i powodują jej rozlanie się na terenach zalewowych. A także spłaszczenie i skrócenie fali powodziowej, żeby płynąc dalej nie rozmiękczała wałów. Tamy wielofunkcyjne nie działają dobrze.

Ale i tamy i wały jednak bywają potrzebne. I mówi się, że ich budowę blokują ekolodzy - np. w obronie jakiegoś rzadkiego gatunku chrząszcza, który występuje akurat w tym miejscu, czy lęgowisk ptaków.

Nie będę oceniał konkretnych sytuacji, bo ich nie znam. Ale generalnie obserwuję, że zarówno ekolodzy jak samorządowcy i specjaliści służb wodnych nie potrafią ze sobą rozmawiać, a tylko przerzucają się racjami. Ekolodzy np. mówią: dla nas ważna jest przyroda i jesteśmy od tego by ją chronić. Prawo jest po naszej stronie. Sam w wielu wypadkach wykorzystuję prawo do ochrony przyrody, ale też biorę pod uwagę interesy ludzi. Tak, jak specjaliści od przeciwdziałania powodziom powinni wziąć pod uwagę ptaki. Można dojść do jakiegoś kompromisu, wybrać drogę postępowania przynosząca najmniejsze szkody, zamiast się przepychać.

Robiąc nasz program "Zaadoptuj rzekę" tłumaczymy to ludziom na poziomie gmin: że nie chodzi o to, że ekolodzy z zasady są przeciwko zabudowie hydrotechnicznej. Nie. Ekolodzy mówią: można to robić w zgodzie z przyrodą. Trzeba tylko szukać dobrych rozwiązań, a nie ulegać lobby, które chcą budować za wszelka cenę, więc by zwalczyć argumenty ekologów przyprawiają im gębę oszołomów czy naciągaczy.

* Jacek Bożek - twórca i lider Klubu Gaja - jednej z najstarszych polskich pozarządowych organizacji ekologicznych. Od 1993r. z Klubem Gaja prowadzi kampanię "Teraz Wisła" aktywizując społeczności lokalne na rzecz jej ochrony i wykorzystania. Jest ekspertem Krajowej Rady Gospodarki Wodnej. Dostał tytuł Człowieka Roku Polskiej Ekologii za rok 2001. Były współprzewodniczący partii Zieloni 2004.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 54 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    86 głosów

Ostatni akt ACTA

Po zapowiedzi manifestacji w 60 miastach Niemiec w piątek gruchnęła nieoficjalna wiadomość, że niemiecki rząd zrezygnował z podpisania ACTA!

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy