Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
- Jesteś z prasy? - zapytał mnie Daniel, postawny Nigeryjczyk w czarnej marynarce i białej koszuli. - I nie masz, no wiesz, żadnych bliższych związków z kimś z nas? - Jedynie kilku znajomych. - To proszę, daj nam dwie minuty.
Wyszłam, a oni zaczęli naradę. Było ich około 40, w większości Nigeryjczycy. Przyszło kilkanaście Polek - ich żon z dziećmi. Spotkali się w afrykańskim barze na warszawskiej Woli, żeby omówić sprawę śmierci Maxwella - Nigeryjczyka zastrzelonego w niedzielę na stadionie. Też miał żonę Polkę, troje dzieci. - Do wczoraj nie była pewna, czy to jej mąż zginął - mówi jedna z kobiet w barze. Często tak robią - zbierają się wszyscy razem, rozmawiają, planują, współczują. Dzisiaj zachowywali się podobnie jak wtedy, gdy w lutym żegnali swojego przyjaciela, który zmarł na atak serca. Długo czekali na resztę, zanim przeszli do rzeczy. Przyjeżdżali dobrymi samochodami, z żonami i dziećmi. Z tego, co udało mi się usłyszeć, mówili o solidarności, o tym, że przez prawo postrzegani są jako "nielegalni", że chcą coś z tym zrobić.
- Jak to jest? Czego się boją? Nie łatwiej byłoby zeznać, jak było? - pytam żonę jednego z nich, Polkę. - Pewnie, że łatwiej. Ale boją się, że później będą mieli problemy, że ktoś będzie się mścił. - A media? - Sama pani wie, jak to jest. Dobrze, że tu jesteście. Do tej pory słychać było tylko o wersji policji. Na naradzie pojawia się młody Polak, w sportowej bluzie, z rozczochranymi włosami, mówi, że jest afrykanistą, że współpracuje z Nigeryjczykami, pomaga im. - Media opowiadają się tylko po jednej stronie, fałszują obraz, nie macie co liczyć na obiektywność - wykrzykuje do zgromadzonego tłumu stojąc na krześle. Wydawałoby się, że rzeczywiście nie liczą. Ale pozwolili nam wejść, nawet z kamerami i mikrofonami.
Kevin: Policjant mówił, że zastrzeliWiedzieli, że będą media. Byli ostrożni, chcą zostać anonimowi. Po naradzie zdecydowali się przedstawić nam swoją wersję, zgodzili się na nagrania. Tylko takie, na których nie widać twarzy. Ich wersja znacznie różni się od tego, co mówi policja.
Nie było bójki między policjantem a Maxwellem, zamieszki zaczęły się dopiero po tym, jak zobaczyliśmy że on nie żyje - mówi Kevin, świadek zdarzenia.
Jak doszło do tego, ze policjant strzelił? Dwóch Afrykańczyków zaczęło uciekać, goniło ich dwóch policjantów. Zdarza się, że niektórzy spośród tych, którzy sprzedają ubrania i buty
Nike lub Adidasa nie mają "oficjalnego pozwolenia" od firmy, która je produkuje. Najwidoczniej oni też nie mieli. Policja chciała zatrzymać chociaż jedną osobę, żeby wytłumaczyła się z posiadania tych rzeczy. Złapali jednego z nich, założyli mu kajdanki, Maxwell prosił, żeby go puścili. Wtedy policjant powiedział: odsuń się, albo cię zastrzelę i strzelił.
Powiedział zastrzelę cię czy będę strzelał?Zastrzelę cię, tak powiedział - waha się i odpowiada po chwili namysłu.
Nikt nie próbował wyrwać policjantowi broni? Nie, na pewno ich nie dotknęli.
Nie byli agresywni wobec policjantów? Nie. Policjant był wyraźnie przestraszony. Prosił ludzi o pomoc. Gdy tłum zobaczył, że on nie żyje, zaczęło się zamieszanie. Afrykańczycy zaczęli rzucać kamieniami w radiowozy. Policjant uciekł, gdy zobaczył jacy ludzie są wściekli. Nie było żadnej bójki z policjantami, żadnego wyrywania broni jak podały niektóre źródła. To wszystko tylko po to, żeby zatuszować sprawę. Często się z tym spotykamy, że ktoś nas oskarża o agresję. Przyznaję, dla kogoś, kto nas nie zna, to może trochę tak wyglądać. To jak ze sobą rozmawiamy, jakim tonem do siebie mówimy, dużo gestykulujemy, poruszamy się, to może komuś wydać się agresywne, ale tak nie jest.
Nie pójdą na policję, nie chcą mieć z nią do czynieniaOkazuje się, ze nagrano kilka filmów. Na jednym widać, jak próbują ratować postrzelonego czekając na karetkę. Policja rozpędza tłum, panuje straszne zamieszanie.
Jeden ze świadków twierdzi, ze policja zabrała mu kartę pamięci z telefonu, którym nagrał film. Reszta nagranych filmów miała trafiła w ręce policji.
Zatrzymano 27 mężczyzn, wszyscy twierdzą, ze nie znają powodu, dla którego policja ich aresztowała. Wiedzą tylko, że nie chcą mieć z nią już więcej do czynienia.