http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Budujesz na terenie zalewowym? My ci to ułatwimy!

Adam Wajrak
2010-05-26, ostatnia aktualizacja 2010-05-27 07:12

Bronisław Komorowski chce ustawy ograniczającej budowę na terenach zalewowych. Bardzo dobrze. To krok w kierunku realnej ochrony przed powodziami. Tylko, że jak na razie państwo nie tylko nie zakazuje, ale wspiera budowanie na takich terenach.

Adam Wajrak
fot. Jacek Piotrowski/AG
Adam Wajrak
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Po powodzi, a raczej podtopieniach w lipcu 2009 roku pisałem jak to możliwe, że w telewizji pokazują ludzi, którzy z płaczem opowiadają jak ich po raz kolejny zalało? Oczywiście bardzo im współczuję, ale jak to się dzieje, ze tak łatwo mogą wrócić na tereny dotknięte przez żywioł, który ma to do siebie, że niestety się powtarza? Nad tym samym zastanawiał się niedawno Marek Wielgo z Gazety i Piotr Nieznański z WWF. Odpowiedź podesłał mi czytelnik, autor bloga zajmującego się urbanistyką. Otóż mamy w Polsce ustawę z 2001 o szczególnych zasadach odbudowy, remontów i rozbiórek obiektów budowlanych zniszczonych lub uszkodzonych w wyniku działania żywiołu. Ustawa ma służyć szybkiej odbudowie obiektów zniszczonych przez kataklizmy takie jak huragany, osuwiska i właśnie powodzie. Pozwala ona na to by właściciele remontujący budynki o kubaturze mniejszej niż 1000 m sześc. i nie wyższe niż 12 m nie musieli załatwiać żadnych formalności. Do odbudowy zupełnie zniszczonych budynków nie potrzeba pozwolenia na budowę, wystarczy zgłosić zamiar odbudowy staroście lub prezydentowi miasta. Jeśli po upływie siedmiu dni nie będzie sprzeciwu, można przystąpić do odbudowy. Gminy, na których ma obowiązywać ustawa, już niedługo wyznaczy w rozporządzeniu minister spraw wewnętrznych.

Na pierwszy rzut oka jest bardzo humanitarne i dobre rozwiązanie. Przecież im szybciej ludzie dotknięci przez kataklizm odbudują swoje domy tym lepiej. Być może ma ono sens, gdy chodzi o huragany. Być może tam gdzie na terenach dotkniętych przez powódź nie można przenieść infrastruktury lub gdzie jest olbrzymia gęstość zaludnienia np. w miastach takie rozwiązanie jest słuszne. Ale przecież też są wioski składające się z kilku domów, ulokowane tuż przy rzekach, które są zalewane co kilka lat. Powódź jest przecież tym kataklizmem, który się powtarza i który zwykle dotyka tych samych terenów. Ponosimy ogromne koszty, na ich zabezpieczanie obwałowaniami, a gdy te nie wytrzymają na akcję ratowniczą. Każdy, kto ma choć trochę oleju w głowie wie, że najlepiej było by gdyby państwo pomogło tym ludziom zmienić miejsce zamieszkania. Niestety państwo swoimi przepisami nie tylko nie zabrania się tam budować, ale wręcz to ułatwia. Po co się gdzieś przenosić i przechodzić całą biurokratyczną gehennę związaną z budową w nowym miejscu, gdy tam gdzie nas zalało możemy to załatwić prawie bez jednego papierka?

Za chwilę woda opadnie i ludzie na podstawie tych przepisów rozpoczną odbudowę swoich domów. W wielu wypadkach znów wybudują się na terenach zalewowych. Ciekaw jestem czy któryś z polityków, albo któraś z partii zechce zmienić istniejące przepisy. Czy ktoś zdecyduje się na to w czasie kampanii prezydenckiej i przed wyborami samorządowymi? Czekam na odważnego tym bardziej, że jestem pewien, że od razu padną zarzuty o nieludzkie traktowaniu powodzian, którzy przecież przeżyli koszmar. Nie wypada narzucać im budowlanych wymagań. Mamy świetny test na ile deklaracje o zapobieganiu skutkom powodzi są prawdziwe, a na ile jest to kiełbasa wyborcza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    59 głosów