Alfabet IV RP: część pierwsza - od A do H
Alfabet IV RP: część druga - od I do P
Aneks: listy od czytelników
>
Praca za seks - kobiety w IV RP 
4 grudnia 2006 r. w artykule "Praca za seks w Samoobronie" Marcin Kącki ujawnił w "Gazecie", że liderzy współrządzącej partii Andrzej Lepper i Stanisław Łyżwiński wykorzystują seksualnie kobiety, które zabiegają o pracę w biurach poselskich i samorządach. Lepper zaprzeczył: "To prowokacja, żeby rozbić koalicję". Posłanka Wanda Łyżwińska, żona Stanisława i wiceprzewodnicząca komisji ds. równego traktowania kobiet i mężczyzn, stwierdziła: "To znaczy, że są chłopami dobrymi, że jeszcze mogą". Premier Kaczyński unikał zajęcia stanowiska. W jego imieniu Ludwik Dorn powiedział, że "nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego" i że nie będzie przyspieszonych wyborów.
Konsekwencje: Zarzuty Anety Krawczyk potwierdziły się. W lutym 2010 r. Lepper został skazany nieprawomocnie na dwa lata i trzy miesiące, a Łyżwiński - na pięć lat więzienia.
Zobacz też: Wzmożenie moralne
Rozedrganie (Rozwibrowanie) - reforma służb specjalnych "Wstrząs kontrolowany wprowadzony przez złożoną socjotechnikę o skoordynowanej sekwencji działań" - taki pomysł na "rozwibrowanie" Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego opracował z niewielkim zespołem socjolog, specjalista od teorii "układu" prof. Andrzej Zybertowicz, który za rządów PiS znalazł zatrudnienie przy szkoleniu ABW i likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Projekt zmian w ABW pt. "Nowa konstelacja" powstawał dwa lata. Autorzy pisali, że w myśl teorii chaosu należy wprowadzić organizację w stan "chwilowej i kontrolowanej destabilizacji" zwany "fazą rozedrgania".
Konsekwencje: Projekt nie wszedł w życie. Autorzy dostali 60 tys. zł honorariów.
Zobacz też: Aneks, Dezubekizacja, WSI, Szybkie awanse
Stare kobiety - "złogi gierkowsko-gomułkowskie" w publicznym radiu 
Narzekając, że "widzi wokół same stare kobiety", wiceprezes Polskiego Radia Jerzy Targalski zwalniał pracowników. Marii Szabłowskiej, dziennikarce muzycznej od 30 lat, powiedział, że musi odejść w ramach oczyszczania
radia ze "złogów gierkowsko-gomułkowskich". Usprawiedliwiał go prezes radia Krzysztof Czabański: "Potrafi powiedzieć czasem coś niestosownego, nie ma wyczucia, ale warto na to spojrzeć w szerszym kontekście", "interesów dawnej sitwy".
Konsekwencje: Za nękanie pracowników rada nadzorcza radia, zdominowana przez przedstawicieli PiS, zawiesiła Targalskiego, a potem odwiesiła, "uwzględniając jego wkład pracy". Sprawę opisała w "Gazecie" Agnieszka Kublik. Targalski wytoczył jej proces, który przegrał.
Szara sieć - to ona decydowała o polskich sprawachPojęcie to wprowadził do obiegu premier Kaczyński. W telewizyjnym orędziu we wrześniu 2006 r. (po pierwszym wyrzuceniu z rządu Leppera i gdy TVN pokazała nagrania targów Renaty Beger z Adamem Lipińskim) mówił o naprawie aparatu państwowego podjętej przez jego rząd: "Te zmiany powinny umocnić nową nieporównanie lepszą jakość naszego życia publicznego, a poprzez to także życia gospodarczego. Ale te zmiany mogą niepokoić tych, którzy wedle słów wybitnego analityka polskiej sceny politycznej tworzą szarą sieć nieformalnych i formalnych środowisk, które dotąd, poza jakimkolwiek porządkiem prawnym, a tym bardziej konstytucyjnym, decydowały o polskich sprawach. Ci ludzie, te środowiska stracą" - tłumaczył Kaczyński.
Jako twórca idei "szarej sieci" wskazywany jest prof. Zybertowicz.
Zobacz też: Krąg podejrzeń, Rozedrganie, Stolik, Taśmy Beger, Układ
Szybkie kursy (oficerskie) - w ABW, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego i BORW 2007 r. odstąpiono od wielomiesięcznych szkoleń i wprowadzono szybki tryb promocji. W BOR kursy oficerskie trwały 11 dni; w SKW - 17. Specjalnością ABW były kursy zaoczne i oszałamiające awanse. Wiceszef tej służby Grzegorz Ocieczek wszedł do niej w 2006 r. jako szeregowiec, a opuścił ją jako pułkownik. Witold Marczuk, kierujący ABW w latach 2005-06, zaczął jako podporucznik, a odszedł jako generał Służby Wywiadu Wojskowego.
Premier Kaczyński tak to tłumaczył: "Próbowaliśmy przekształcić tę część aparatu państwowego, która nie została przekształcona po 1989 r. Uważaliśmy, że sytuacja, w której aparat opresyjny niemal nie został zmieniony, jest zła i chcieliśmy to nadrobić. A jak się chce nadrobić, to trzeba szybko szkolić".
Zobacz też: Dezubekizacja, Rozedrganie, Układ
Stolik (do brydża) - mebel, który należy wywrócić 
"Polacy pilnie potrzebują państwa, które nie będzie stolikiem do brydża dla partii rozgrywanych między politykami, ludźmi biznesu, aktualnymi i byłymi funkcjonariuszami służb specjalnych i pospolitymi gangsterami" - te słowa z exposé premiera Kazimierza Marcinkiewicza, wygłoszonego w Sejmie 10 listopada 2005 r., natychmiast uzupełnił Jarosław Kaczyński, prezes zwycięskiego PiS: "Ten stolik do brydża, o którym mówił tutaj pan premier, stałby w dalszym ciągu i w dalszym ciągu na tym stoliku toczyłaby się gra. Trzeba wywrócić ten stolik, bo to jest pierwszy warunek zmian. Trzeba oczyścić polskie państwo" - mówił nagradzany długimi oklaskami.
Zobacz też: Krąg podejrzeń, Szara sieć, Układ
Szambo nie perfumeria - Rydzyk o prezydentowej 
- To, co się stało, to skandal, nie nazywajmy nigdy, że szambo jest perfumerią - mówił dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk na antenie swojej rozgłośni. Jego gniew wywołało spotkanie w Pałacu Prezydenckim z okazji Dnia Kobiet w 2007 r., gdy prezydentowa Maria Kaczyńska podpisała wymyślony przez Monikę Olejnik apel o niewprowadzanie antyaborcyjnych poprawek do konstytucji. Podpisało się pod nim również 30 znanych dziennikarek.
Konsekwencje:Prezydent Lech Kaczyński domagał się od redemptorysty przeproszenia żony. Rydzyka upomniała rada programowa Radia Maryja przy Episkopacie. Na próżno. - Za mówienie prawdy się nie przeprasza - odpowiedział ojciec dyrektor. Kilka miesięcy później mówił do studentów swojej szkoły medialnej o Marii Kaczyńskiej: - Ty czarownico! Ja ci dam! Jak zabijać ludzi, to sama się podstaw pierwsza.
Nagranie wykładu opublikował tygodnik "Wprost" dzień po pielgrzymce Radia Maryja na Jasną Górę, w której wzięli udział premier Jarosław Kaczyński i jego wicepremierzy: Lepper, Giertych i Gosiewski.
Zobacz też: Telewizja Trwam
Szatani - nieporozumienie kulturowe wynikające ze słabej znajomości kanonu literatury patriotycznej
Czerwiec 2007 r. Pod kancelarią premiera kończą protest pielęgniarki. Premier Kaczyński tłumaczy samorządowcom PiS z Radomia, kto protest inspirował: "Inni szatani są tam czynni". Zdezorientowani dziennikarze pisali: "Premier uważa, że Polsce zagraża Szatan". Aluzję zrozumiał tylko Paweł Wroński z "Gazety": premier trawestował "Chorał" Kornela Ujejskiego napisany po galicyjskiej rabacji 1846 r., gdy podpuszczeni przez Austriaków chłopi wymordowali szykującą się do powstania szlachtę ("Inni szatani byli tam czynni/ O! rękę karaj, nie ślepy miecz!").
Konsekwencje: Brak patriotycznego oczytania dziennikarzy premier skomentował: "Bardzo jestem tym zmartwiony, że akurat pismo ["Gazeta Wyborcza"] wywodzące się z takiej szczególnej tradycji to zauważa, a te pisma, które jakby chciały budować innego rodzaju tradycję, pod tym względem są tak zdumiewająco słabe".
Zobacz też: KPP, Pielęgniarki
Śpioch- ukryty agent układu
Mianem „agenta śpiocha” określił Jarosław Kaczyński Janusza Kaczmarka - prokuratora krajowego, a potem szefa MSWiA w swoim rządzie, zdymisjonowanego w ramach afery gruntowo-przeciekowej. „Pan Kaczmarek to był po prostu człowiek drugiej strony, taki » śpioch «. To jest nawiązanie do agenta » śpiocha «. Ktoś przez wiele lat nie wypełniał swojej funkcji, potem dostaje sygnał i zaczyna pracować jako agent” - mówił w lipcu 2007 r. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” dodał: „Przykład Kaczmarka pokazuje, że układ jest, i to piekielnie silny, skoro był w stanie wprowadzić ludzi nawet do takiego rządu jak nasz”.<br><b>Konsekwencje:</b> Sąd pierwszej instancji (październik 2009 r.) nakazał Kaczyńskiemu przeprosić Kaczmarka za „śpiocha”. Kaczyński złożył apelację. <br>Zobacz też: Afera gruntowa, Krąg podejrzeń, Pokaz multimedialny, Układ
Teletubisie - istoty o niejasnej tożsamości seksualnej 
Ich preferencjom przyjrzała się rzeczniczka praw dziecka Ewa Sowińska z koalicyjnego LPR. W kwietniu 2007 r. zapowiedziała we "Wprost", że poprosi "psychologów z biura, by obejrzeli bajkę 'Teletubbies' i ocenili, czy może być ona pokazywana w telewizji publicznej": "Zauważyłam, że Tinky Winky ma damską torebkę, ale nie skojarzyłam, że jest chłopcem" - wyznała. "W pierwszej chwili pomyślałam, że ta torebka musi temu teletubisiowi przeszkadzać. Później się dowiedziałam, że w tym może być jakiś ukryty homoseksualny podtekst".
Konsekwencje: W styczniu 2008 r. Sowińska zajęła trzecie miejsce plebiscycie w "Washington Post" na Idiotę Roku.
Trójki - oddziały prewencyjne, dzięki którym szkoła miała być przyjazna i bezpiecznaW ramach programu Ministerstwa Edukacji Romana Giertycha z LPR "Zero tolerancji dla przemocy" każdą polską szkołę miał odwiedzić prokurator z policjantem i wizytatorem z kuratorium, by zbadać poziom bezpieczeństwa oraz porozmawiać z uczniami i nauczycielami.
Konsekwencje: Szkół okazało się za dużo jak na możliwości urzędników. MEN nie przygotował na czas wskazówek dla trójek, więc zadawały standardowe pytania: o alkohol, papierosy, chuligaństwo, a uczniowie odpowiadali często przy całej klasie.
Trybunał Konstytucyjny - "szczególna instytucja kilkunastu pań i panów przypadkowo dobranych"Jak zauważył Jarosław Kaczyński w lutym 2006 r., w "Trybunale Konstytucyjnym są osoby w oczywisty sposób związane z SLD i widać to w ich orzecznictwie". Zdaniem prezesa PiS Trybunał wprowadza prawny "imposybilizm", "ale to się zmieni, gdy będzie wymiana jego członków". "My ludzi myślących tak jak prof. Zoll będziemy starali się nie powoływać. Bo ludzie, którzy mają kompleks antypaństwowy, do państwowych instytucji powoływać nie należy".
Kilka miesięcy później prezydent i premier oraz marszałkowie Sejmu i Senatu zbojkotowali doroczne Zgromadzenie Sędziów Trybunału. Powód: unieważnienie przez Trybunał niektórych zapisów nowej ustawy medialnej, m.in. o mianowaniu szefa KRRiT przez prezydenta.
Co jeszcze mówił premier o Trybunale? Że "traktowanie go jako zespołu mędrców, którzy nie podlegają żadnej krytyce, jest nieporozumieniem"; że "jest dziś po trosze trzecią izbą parlamentu", której zadaniem jest "petryfikacja zastanego układu społecznego, powstrzymywanie zmian. Gdy historia ruszy z miejsca, taka rola jest fatalna". Definicję podał w lipcu 2008 r.: Trybunał to "szczególna instytucja kilkunastu pań i panów przypadkowo dobranych".
Sędziowie narazili się szczególnie, wetując w maju 2007 r. wiele przepisów nowej ustawy lustracyjnej - dumy IV RP. Próbował im przeszkodzić poseł PiS Arkadiusz Mularczyk, oddając się nagłej, wieczornej lekturze przygotowanych w IPN teczek sędziów.
Po obaleniu przez Trybunał ustawy lustracyjnej szef MON Aleksander Szczygło nazwał sędziów "poplecznikami komunizmu" broniącymi "interesów towarzystwa".
Konsekwencje: Nie powiodła się próba zwiększenia uprawnień prezydenta przy powoływaniu prezesa Trybunału. Ale koalicja PiS-Samoobrona-LPR powołała sześciu nowych sędziów.
Taśmy Beger - próba przejęcia przez PiS posłów Samoobrony 
We wrześniu 2006 r., po pierwszym wyrzuceniu z rządu Andrzeja Leppera (drugie nastąpiło przy okazji afery gruntowej), posłanka Samoobrony Renata Beger nagrała dla programu TVN "Teraz my" swoje negocjacje z politykami PiS Adamem Lipińskim i Wojciechem Mojzesowiczem. W zamian za przejście do PiS z "grupą pięciu osób" proponowali Beger stanowisko wiceministra rolnictwa i pierwsze miejsce na liście wyborczej w jej okręgu . Mojzesowicz radził: "Lepiej pokaż, że przychodzisz do nas z przekonania. Na stanowisko lepiej poczekać dwa-trzy tygodnie. A nie wejście i stołek. Bo to by był handel. Nie od razu, bo nas zabiją".
Konsekwencje: Wybuchł skandal. Lech Kaczyński wziął w obronę PiS: "Doszło do próby semantycznego nadużycia"; taśmy Beger nie pokazują korupcji politycznej, ale "rzecz rutynową"; a sprawę rozdmuchały "wpływowe media". Kilka dni później premier Jarosław Kaczyński przeprosił w TVP wszystkich, których taśmy Beger "zaskoczyły i zatrwożyły". PiS dodatkowych głosów w Sejmie nie uzbierał, a Lepper wrócił do rządu.
Telewizja Trwam - ostoja wartości i komfortuW lutym 2006 r.
telewizja Rydzyka - jako jedyna w kraju - transmitowała na żywo podpisanie paktu stabilizacyjnego między PiS, LPR i Samoobroną. Marek Suski z PiS komentował: "Media wiarygodne będą lepiej traktowane". A Jarosław Kaczyński tłumaczył "Gazecie", że Telewizja Trwam czuła się "bardzo dyskryminowana i chciała mieć jakąś satysfakcję". Dziennikarzy pozostałych mediów wpuszczono dopiero na konferencję prasową po podpisaniu paktu. Większość ją zbojkotowała - przed drzwiami położyli mikrofony i kamery.
Traktat lizboński- trochę sukces, trochę błąd 
Lech Kaczyński traktat wynegocjował, a zdaniem szefowej MSZ była to "rola oscarowa" prezydenta. Potem PiS przegrał wybory, a rząd PO zaczął zabiegać, by traktat jak najszybciej został ratyfikowany. Jarosław Kaczyński zarzucił wtedy rządowi, że "wraca do klientelizmu politycznego". PiS zapowiadał głosowanie przeciw ratyfikacji w Sejmie, jeśli nie będzie dodatkowych gwarancji dla Polski.
Prezydent też zgłosił wątpliwości: "Postanowienia traktatu, choćby te związane z rzymską wiarą, muszą zostać tak mocno zabezpieczone, jak to w prawie świeckim jest możliwe" oraz: "Nie wszystko w Unii musi być dobre dla Polski", bo zapisy Karty Praw Podstawowych mogą skutkować niemieckimi roszczeniami, a brak definicji małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety "może godzić w powszechnie przyjęty w Polsce porządek moralny".
W kwietniu prezydent zaapelował w Sejmie o poparcie ratyfikacji. I tak się stało. Ale podpisu pod ratyfikacją wciąż nie składał. W lipcu 2008 r. zapowiedział, że czeka na ponowne głosowanie w Irlandii, która odrzuciła traktat w referendum. Do ratyfikacji wzywał prezydent Francji Nicolas Sarkozy, a o. Rydzyk protestował. "Jeśli [prezydent Kaczyński] ugnie się pod dyktatem Brukseli i go ratyfikuje, to straci zaufanie prawicy narodowej" - pisał w sierpniu w "Naszym Dzienniku" Jerzy Robert Nowak.
Konsekwencje: Prezydent ratyfikował traktat w październiku 2009 r, po 557 dniach od przyjęcia przez Sejm.
Zobacz też: Geje z Kanady
Układ - największy wróg IV RP (i Polski w ogóle) "Zlikwidować układ" - takie zadanie Jarosław Kaczyński wyznaczył rządowi, powołując w 2005 r. koalicję PiS-LPR-Samoobrona. Układ - wyjaśnił - to "czworokąt składający się z części służb specjalnych, części środowisk przestępczych, części polityków i części środowisk biznesowych". Potem dołożył do tego "część mediów" na czele z "Gazetą Wyborczą" i TVN.
Brak postępów w ściganiu układu irytował premiera Kaczyńskiego. Według relacji Janusza Kaczmarka na naradach z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą wciąż pytał : "Kiedy wreszcie ujawnimy układ", "dlaczego jeszcze nie został rozbity", bo "jak tego nie zrobimy, przegramy wybory".
Konsekwencje: W lutym 2007 r. Kaczyński odwołał szefa MSWiA Ludwika Dorna (bo nie złapał układu) i jego funkcję powierzył Kaczmarkowi. Kaczmarek układu nie wykrył, bo - zdaniem premiera - sam był jego agentem.
Zobacz też: Blida, Oligarchowie, Stolik, Śpioch, Szara sieć
WSI - wielka likwidacjaLikwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych należała do głównych punktów programu PiS w walce z układem. Uchwalił to Sejm - również głosami PO - 30 września 2006 r. Zadanie powierzono Antoniemu Macierewiczowi. W komisji weryfikującej żołnierzy wywiadu wojskowego zatrudnił działaczy prawicowych partii politycznych, naukowców z IPN i swoich dawnych współpracowników z MSW. Efektem jego pracy był ogłoszony w lutym 2007 r. "Raport o działaniach żołnierzy i pracowników WSI".
Konsekwencje: Zamiast udowodnić przestępczą działalność WSI, raport zdemaskował tajne operacje polskich służb specjalnych, ujawnił nazwiska oficerów wywiadu na placówkach zagranicznych i dane 58 osób, które współpracowały z WSI.
Zobacz też: Aneks, Szybkie awanse, Układ
Wykształciuch - wykorzeniony inteligent niepopierający PiS 
Określenia tego użył w sierpniu 2006 r. wicepremier, szef MSWiA Ludwik Dorn: "Pewna wielkomiejska warstwa ludzi z wyższym wykształceniem zasklepiła się w egoizmie społecznym, a jednocześnie w odruchu kulturowej repulsji, obrony przed wszystkim, co inne, demonstruje wzmacniane przez podział polityczny postawy niechęci, lekceważenia, kulturowej agresji wobec całej innej Polski. To mocno ignorancka, egoistyczna, narcystyczna warstwa wykształconych, która nie ma wiele wspólnego z polską inteligencją. Są to właśnie wykształciuchy - mówił w wywiadzie dla "Dziennika".
Przed zarzutem, że PiS obraża ludzi wykształconych, Dorn bronił się tym, że trawestuje myśl Aleksandra Sołżenicyna. W eseju z 1974 r. rosyjski pisarz nazwał tak warstwę społeczną, która zastąpiła starą inteligencję po wytępieniu jej przez bolszewików (tytuł eseju "Obrazowanszczina" Roman Zimand przetłumaczył jako "Wykształciuchy").
Konsekwencje: W obronie "wykształciuchów" powstał nieformalny ruch społeczny, ludzie pisali do Dorna listy, niektórzy nosili koszulki z napisem: "Jestem wykształciuchem". W październiku 2007 r. Dorn próbował łagodzić, publikując "List do wykształciucha". Nie przekonał inteligencji, która w wyborach masowo opowiedziała się przeciwko rządom jego partii.
Zobacz też: Łże-elity
Wzmożenie moralne - atmosfera w IV RP trudna do utrzymaniaPojęcia tego po raz pierwszy użył Jarosław Kaczyński zimą 2005 r. w sejmowej dyskusji nad lustracją i sprawą wyniesienia przez Bronisława Wildsteina katalogu osobowego IPN (tzw. listy Wildsteina), który zawierał 160 tys. przemieszanych nazwisk funkcjonariuszy bezpieki, tajnych współpracowników i kandydatów na TW. "Mamy dzisiaj w Polsce zjawisko szczególne - wzmożenia moralnego, napięcia moralnego. Być może nawet jest to początek nowej polskiej moralnej rewolucji. Jednej z tych, które w ciągu ostatnich 200 lat nasz kraj zmieniały. Czyn Bronisława Wildsteina należy widzieć w perspektywie owego moralnego wzmożenia, owej - daj Boże - moralnej rewolucji" - mówił Kaczyński.
Konsekwencje: Kilka miesięcy po zdobyciu władzy przez PiS Wildstein został prezesem TVP. Odwołany w lutym 2007 r., dostał autorski program w telewizji.
ZOMO - 1. zdegenerowany urzędnik; 2. przeciwnik polityczny PiS; 3. TVN 
Porównywanie do ZOMO (Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej) było popularnym zabiegiem retorycznych w IV RP. Zaczął wicepremier Dorn: - Nowy rząd zastał służbę cywilną stworzoną przez Leszka Millera. Jej symbolem może być zomowiec prowadzący bardzo rozległe życie towarzyskie - powiedział niedługo po objęciu urzędu.
Na pozycji ZOMO ustawił oponentów premier Kaczyński w październiku 2006 r. na wiecu w Stoczni Gdańskiej: - My jesteśmy tu, gdzie wtedy. Oni tam, gdzie stało ZOMO - mówił. W radiu precyzował: - To było specyficzne, wiecowe przemówienie, na dodatek całkowicie przekręcone. Powiedziałem: "Ci, którzy na nas plują, stoją tam, gdzie stało ZOMO", czyli bronią III Rzeczpospolitej, tak jak tamci bronili PRL-u.
"Medialnym ZOMO" określił "Nasz Dziennik" telewizję TVN, gdy zbierała materiały na temat mediów Rydzyka.
Żelazny kanclerz - Jarosław Kaczyński w kanonicznym tekście "Jarosław Kaczyński chce być żelaznym kanclerzem IV RP"W styczniu 2007 r. pod tym tytułem ukazał się w "Dzienniku" reportaż Michała Karnowskiego z gospodarskiej wizyty premiera na południu Polski. Autor, zafascynowany jego osobowością, pisał: "Kaczyński nie jest mydłkiem sterowanym przez doradców, ma wizję, która może brzmieć chropawo, ale przez niedopowiedzenia staje się atrakcyjna". Pokazał, jak premier ciężko pracuje, nie śpiąc i nie dojadając: "Tak dużo jak teraz, pracowałem tylko na początku lat 90. Czuję różnicę wieku. To ciężki urząd. Rozumiem, dlaczego Piłsudski mówił, że tak można tylko przez rok robić. Ja chcę oczywiście dłużej, ale zobaczymy" - mówi Kaczyński Karnowskiemu. W reportażu przedstawiony jest jako "szef rządu świadomy swej siły i pozycji, raczej nauczający i ogłaszający wolę swojej władzy niż zabiegający o sympatię odbiorców".
Żubr (ospały) - czyli Polska ugryziona w tyłek przez Jarosława Kaczyńskiego 
W sierpniu 2007 r. poeta Jarosław Marek Rymkiewicz mówił w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej": "Panie premierze, bez względu na to, czy pan wygra, czy przegra [wybory], powinien pan cały czas pamiętać o tym, że to, co pan wykonał, będzie pan musiał wykonać jeszcze wiele razy. Historię Polaków trzeba będzie wiele razy poruszyć, popędzić do przodu. Nie wystarczy tylko raz zmusić do galopu tego starego białowieskiego żubra. Jarosław Kaczyński jest największym polskim politykiem od czasów Józefa Piłsudskiego, tak jak Piłsudski był największym polskim politykiem od czasów kanclerza Zamoyskiego. Siła duchowa Jarosława Kaczyńskiego jest tak wielka, że stać go na to, żeby jeszcze kilka razy ugryźć w tyłek przysypiającego żubra".