http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Idzie deszcz, a wały mokre i dziurawe

Ewa Furtak, Katowice
2010-05-26, ostatnia aktualizacja 2010-05-25 20:39

IMiGW ostrzega przed kolejnymi opadami deszczu. Mieszkańcy zalanych miejscowości boją się kolejnej powodzi. Władze mówią: - Liczy się każda godzina słońca

Przeciekające wały na głogowskim Ostrowie Tumskim
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Przeciekające wały na głogowskim Ostrowie Tumskim
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Część podtopionych domów na południu Polski nadal nie ma prądu - lodówki nie działają, nie można słuchać radia, oglądać telewizji. Ale nie to jest najgorsze.

Ludzie przyjeżdżają do sztabów organizujących akcje pomocy i zaniepokojeni pytają o prognozy pogody. A te nie są dobre. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzegł wczoraj przed następną falą opadów nadciągających nad południe Polski. Deszczy - i to ciągłych - można się spodziewać w nocy ze środy na czwartek. Według IMiGW nie powinno to spowodować znaczącego podniesienia się stanu rzek. Ale mieszkańcy są przerażeni.

Wisła zalała dom Teresy Dziewiątki z Jawiszowic w małopolskiej gminie Brzeszcze. Przez kilka dni można się było do niego dostać tylko łódką, właścicielka straciła niemal wszystko. Słysząc prognozy pogody, z niepokojem ogląda ogromną wyrwę w wale Wisły. Niedaleko domu Dziewiątki stykają się dwa województwa: małopolskie i śląskie. Kilka lat temu swoją część wałów wyremontował Śląsk. I wał wytrzymał wielką falę. Co z tego, skoro Małopolskie tylko podreperowało swoją część. W tej części obwałowania woda zrobiła wielką wyrwę i zalała ok. 70 domów - głównie w Kaniówku Dankowickim. - Jeśli po tych zapowiadanych opadach woda w Wiśle znowu zacznie się podnosić, będzie tragedia - martwią się mieszkańcy.

Samorządowcy poprosili już wojewodę śląskiego, by pilnie interweniował w tej sprawie u małopolskiego sąsiada. Wyrwę trzeba załatać.

Boją się także w innych miejscowościach. - Prognozy pogody nie są optymistyczne. Niestety, przerwanych wałów nie da się tak z dnia na dzień naprawić, to trwa. Na swoim terenie mamy dwa takie newralgiczne punkty, w tym jeden to przekop w wale, który zrobili na własną rękę mieszkańcy, chcąc spuścić wodę z czechowickiej dzielnicy Ochodza - mówi Mirosław Szemla, bielski wicestarosta.

Problem też w tym, że wały są nasiąknięte jak gąbka. Nie ma mowy o tym, by wjechał na nie ciężki sprzęt. - Teraz liczy się każda godzina słońca. Mamy nadzieję, że przed zapowiadanymi opadami wały choć trochę przeschną - mówi Szemla.

W Czechowicach-Dziedzicach ludzie sprzątają zalane domy, ale nie usuwają worków z piaskiem. Boją się powrotu wielkiej wody. - W niedzielę przez cały dzień świeciło słońce, a w powietrzu zaczął się unosić jeden wielki smród. Nawet cieszyliśmy się z poniedziałkowych przelotnych deszczy. Ale jeśli znowu zacznie mocno lać, możemy sobie nie dać rady - martwi się jeden z mieszkańców.

Z kolei główny inspektor sanitarny Andrzej Wojtyła powiedział wczoraj PAP, że na terenach dotkniętych powodzią nie zaobserwowano pogorszenia sytuacji epidemiologicznej. - Ale stan podwyższonego ryzyka będzie się utrzymywał kilka miesięcy. Konieczne jest przestrzeganie zaleceń odpowiednich służb - dodał główny inspektor sanitarny.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':