Część podtopionych domów na południu Polski nadal nie ma prądu - lodówki nie działają, nie można słuchać
radia, oglądać telewizji. Ale nie to jest najgorsze.
Ludzie przyjeżdżają do sztabów organizujących akcje pomocy i zaniepokojeni pytają o prognozy pogody. A te nie są dobre. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzegł wczoraj przed następną falą opadów nadciągających nad południe Polski. Deszczy - i to ciągłych - można się spodziewać w nocy ze środy na czwartek. Według IMiGW nie powinno to spowodować znaczącego podniesienia się stanu rzek. Ale mieszkańcy są przerażeni.
Wisła zalała dom Teresy Dziewiątki z Jawiszowic w małopolskiej gminie Brzeszcze. Przez kilka dni można się było do niego dostać tylko łódką, właścicielka straciła niemal wszystko. Słysząc prognozy pogody, z niepokojem ogląda ogromną wyrwę w wale Wisły. Niedaleko domu Dziewiątki stykają się dwa województwa: małopolskie i śląskie. Kilka lat temu swoją część wałów wyremontował Śląsk. I wał wytrzymał wielką falę. Co z tego, skoro Małopolskie tylko podreperowało swoją część. W tej części obwałowania woda zrobiła wielką wyrwę i zalała ok. 70 domów - głównie w Kaniówku Dankowickim. - Jeśli po tych zapowiadanych opadach woda w Wiśle znowu zacznie się podnosić, będzie tragedia - martwią się mieszkańcy.
Samorządowcy poprosili już wojewodę śląskiego, by pilnie interweniował w tej sprawie u małopolskiego sąsiada. Wyrwę trzeba załatać.
Boją się także w innych miejscowościach. - Prognozy pogody nie są optymistyczne. Niestety, przerwanych wałów nie da się tak z dnia na dzień naprawić, to trwa. Na swoim terenie mamy dwa takie newralgiczne punkty, w tym jeden to przekop w wale, który zrobili na własną rękę mieszkańcy, chcąc spuścić wodę z czechowickiej dzielnicy Ochodza - mówi Mirosław Szemla, bielski wicestarosta.
Problem też w tym, że wały są nasiąknięte jak gąbka. Nie ma mowy o tym, by wjechał na nie ciężki sprzęt. - Teraz liczy się każda godzina słońca. Mamy nadzieję, że przed zapowiadanymi opadami wały choć trochę przeschną - mówi Szemla.
W Czechowicach-Dziedzicach ludzie sprzątają zalane
domy, ale nie usuwają worków z piaskiem. Boją się powrotu wielkiej wody. - W niedzielę przez cały dzień świeciło słońce, a w powietrzu zaczął się unosić jeden wielki smród. Nawet cieszyliśmy się z poniedziałkowych przelotnych deszczy. Ale jeśli znowu zacznie mocno lać, możemy sobie nie dać rady - martwi się jeden z mieszkańców.
Z kolei główny inspektor sanitarny Andrzej Wojtyła powiedział wczoraj PAP, że na terenach dotkniętych powodzią nie zaobserwowano pogorszenia sytuacji epidemiologicznej. - Ale stan podwyższonego ryzyka będzie się utrzymywał kilka miesięcy. Konieczne jest przestrzeganie zaleceń odpowiednich służb - dodał główny inspektor sanitarny.