http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Podaruj, co sam chciałbyś dostać

Małgorzata Skowrońska, Dominika Wantuch, Kraków
2010-05-26, ostatnia aktualizacja 2010-05-26 11:36

Pakowanie darów dla powodzian w magazynie Caritas
Pakowanie darów dla powodzian w magazynie Caritas
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Cała Polska pomaga powodzianom. Organizacje charytatywne zasypywane są darami. Nie zawsze rzeczy i sprzęty nadają się do użytku.

SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Od kilku dni w krakowskim oddziale Caritas stoi pralka. Choć codziennie z ul. Ossowskiego odjeżdża przynajmniej jeden transport z pomocą dla powodzian, pralki nikt nie zabiera. - Nie bardzo wiemy, co z nią zrobić. To pralka Polar, która ma już dobre 30 lat. Przyjął ją nieopatrznie jeden z naszych wolontariuszy, a nikomu z poszkodowanych w powodzi takiego starocia nie damy - mówi ks. Bogdan Kordula, szef krakowskiej Caritas. I dodaje, że przy okazji akcji pomocowych ludzie "czyszczą piwnice i strychy". - Dostajemy stare tapczany, brudne koce, zdezelowane meble. Nic z tych rzeczy nie nadaje się do użytku. Na dodatek przysparzają nam kłopotów, bo angażują wolontariuszy w segregowanie tych sprzętów, a potem w ich utylizowanie. To kosztuje, bo pralki nie da się wrzucić do śmietnika, ale trzeba ją wywieźć na wysypisko i jeszcze za to zapłacić kilkadziesiąt złotych. Przy takich akcjach uaktywniają się ludzie, którzy lubią gromadzić różne rzeczy, a potem przychodzą do nas i mówią, że "przecież jeszcze dobre, tylko 20 lat leżały w piwnicy i nikt ich nie używał". Delikatnie staramy się im powiedzieć, że ofiarom niepotrzebne są takie starocie. Uważamy, by nikogo nie urazić, choć czasami jest to trudne - twierdzi.

Problem z darami śmieciami mają też inne organizacje charytatywne. Warszawskie PCK dostało ostatnio worki z odzieżą, która przeleżała kilkanaście lat na strychu. Ludzie przynoszą np. stare kuchenki gazowe i meblościanki z lat 80. - Dlatego zdecydowaliśmy, że nie będziemy przyjmowali starych sprzętów bez gwarancji z zakładu naprawiającego AGD - mówi Irena Drożdż ze stołecznego PCK.

Organizacje charytatywne apelują o przekazywanie nowych rzeczy i sprzętów. Tłumaczą to nie tylko względami higienicznymi, ale też psychologicznymi. - Ofiary katastrof przeżywają silny stres i przygnębienie. Świat im się zawalił i nie mogą wszystkiego zaczynać od nowa w dziurawej pościeli - wyjaśnia Józefa Grodecka, szefowa Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie. Potwierdza to ks. Andrzej Augustyński, szef Stowarzyszenia "U Siemachy" pomagającego młodzieży. - Ofiarowanie rzeczy zbędnych i zniszczonych osobom potrzebującym może je psychicznie pogrążyć. Albo stać nas wielkoduszne i przemyślane gesty, albo lepiej ich zaniechać - mówi.

Dlaczego ludzie oddają śmieci? Nie ze złej woli, co podkreślają pracownicy organizacji charytatywnych. Ks. Kordula mówi, że chodzi raczej o mentalność, że "powodzianom wszystko się przyda". Jego zdaniem ci, którzy chcą pomóc, powinni zastanowić się, czy rzeczy, które oddają, sami chcieliby dostać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 175 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':