Pięciu księży, wykładowców Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II,
znalazło się w społecznym komitecie poparcia Jarosława Kaczyńskiego. Władze Uniwersytetu Papieskiego natychmiast
pospieszyły z oświadczeniem, że nie jest stanowisko uczelni, która nie opowiada się za żadną stroną politycznego sporu.
Od zaangażowanych księży można usłyszeć, że popierają to ugrupowanie, które propaguje wartości bliskie Kościołowi. Ale w przypadku
PiS nawet ten argument jest naciągany, bo np. szefowa sztabu Jarosława Kaczyńskiego,
Joanna Kluzik-Rostkowska popiera in vitro, przez hierarchów potępiane. Jednak dla części duchownych nie tylko wartości ewangeliczne się liczą. Spora część hierarchii podziela antyniemieckie i antyrosyjskie lęki PiS-u. Obawiają się Unii Europejskiej. W ich poglądach pobrzmiewa spuścizna po przedwojennej endecji (widać to w narzekaniach niektórych biskupów na "polskojęzyczne media"). Dlatego swoje polityczne sympatie lokują na prawicy, a przede wszystkim w partii Jarosława Kaczyńskiego.
Czy to znaczy, że wśród hierarchów nie ma fanów innych ugrupowań? Po wyborach w 1997 r. abp
Tadeusz Gocłowski był gospodarzem pierwszego posiedzenia klubu zwycięskiego AWS-u. W homilii przestrzegał przed zmarnowaniem wyborczego zwycięstwa. W obradach nie uczestniczył. Mocno kibicował planom powołania rządu PO-PiS-u. Zaprosił liderów obu stron do swej rezydencji. I mówił dziennikarzom: "Powiedziałem, że społeczeństwo chce ich wspólnego rządu" - cytował arcybiskupa Roman Daszczyński w "Gazecie", kreśląc sylwetkę znanego duchownego, który od polityki nie stronił.
Jest oczywiście różnica między biskupem Gocłowskim, a członkami komitetu Kaczyńskiego. Gocłowski do żadnych komitetów nie wstępował. Widział siebie w roli pozytywnego mediatora po prawej stronie sceny politycznej.
Jeśli więc wartościować zaangażowanie polityczne księży, to uznałabym, że najgorszą jego formą są kazania spod znaku dawnej homilii biskupa Michalika aby "Polak głosował na Polaka, Żyd na Żyda, a katolik na katolika". Takie homilie, atakujące część Polaków o innych niż PiS poglądach, pojawiły się znów po katastrofie smoleńskiej. Użyto ambony do bieżącej polityki. Wbrew zaleceniom nowego Prymasa: - Prywatnie każdy kapłan może mieć swoje poglądy, ale ambona nie służy do wskazywania ludziom, na kogo mają głosować. To absolutnie niedopuszczalne. Można jedynie modlić się o wybór człowieka prawego sumienia, który będzie dbał o dobro wszystkich obywateli - mówił prymas Józef Kowalczyk w wywiadzie dla "Gazety".
Mimo wszystko, udział w komitecie poparcia Kaczyńskiego - jeśli nie oznaczałoby to agitacji za PiS w trakcie posługi duszpasterskiej czy obowiązków zawodowych - oceniła bym odrobinę lepiej. Pod pewnymi warunkami. Bo może księża ci chcą właśnie nawoływać zwolenników PiS, by zaprzestali ataków i okrzyków w stylu "Tusk ma krew na rękach"? Może chcą nawoływać do opamiętania lekko oszalałych zwolenników IV RP, głoszących, że Rosjanie zabili prezydenta Kaczyńskiego? Po owocach ich poznacie.