W niedzielę rano w Świniarach - 20 km od Płocka - Wisła przerwała wał. Woda zalała 26 miejscowości. Zatrzymała się w Dobrzykowie, 4-5 km od południowych granic Płocka.
Przez kilkadziesiąt godzin żołnierze z Ciechanowa, saperzy z Kazunia, strażacy i ochotnicy (klerycy z Wyższego Seminarium Duchownego, pracownicy fabryki Levi'sa, mieszkańcy Płocka) układali w Dobrzykowie dodatkową zaporę z worków z piaskiem. - Jeśli się nie uda, zagrożone będzie sześciotysięczne płockie osiedle Radziwie - mówił wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski.
W niedzielę wieczorem sztab kryzysowy zdecydował: woda przeleje zaporę. Uznali, że w innym miejscu trzeba wysadzić część dobrego wału w Dobrzykowie, by woda miała którędy wracać do koryta Wisły.
Zawołano saperów, ale czas uciekał. Pomógł Ryszard Bednarski z Dobrzykowa, właściciel firmy budowlanej. Wjechał na wał własną koparką z wysięgnikiem i przez całą noc rozwalał tę górę ziemi. Ryzykował życie. - Saperzy się dziwili. Ale mam uprawnienia od lat 70., wiem, co robię - mówi "Gazecie". Potem saperzy założyli ładunki i odpalili je.
W tym samym czasie wojskowe śmigłowce próbowały załatać wyrwę w Świniarach. Ze szkolnego boiska, teraz zamienionego na lądowisko, zabierały gruz i betonowe bloki zapakowane w olbrzymie wory. Każdy waży ponad tonę, zrzucano je precyzyjnie w wyrwę w Świniarach. Ale żeby całkowicie załatać wał, trzeba by wykonać 6 tys. takich lotów - to niemożliwe w tak krótkim czasie. Ratownicy zauważyli jednak, że mniej wody wylewa się z koryta w Świniarach.
Jedną z zalanych miejscowości jest Nowosiadło. - Do nas woda weszła w poniedziałek rano, ale ewakuowaliśmy się w niedzielę - mówi Marianna Seklecka z Nowosiadła. - Nie chcieliśmy czekać, przeżyłam powódź w 1982 r., pamiętam wodę sięgającą dachu mojego domu. Nie chciałam widzieć tego drugi raz.
W ciągu 15 minut pani Marianna, jej syn, synowa i dwójka wnucząt uciekli z domu. Noc spędzili w szkole w Słubicach. - Na szczęście zdążyliśmy wywieźć 25 świń. Poza tym nic, nawet ubrania na zmianę - mówi pani Marianna. Synowa obok płacze. - W szkole niczego nam nie brakuje, są koce, materace, śpiwory, ciepłe posiłki. Ale żywioł wyrwał nas z domu, zmarnował dorobek. Pamiętam, jak to jest wrócić do zalanego domu. Smród, syf, zupełne zniszczenie, człowiek nie wie, za co ma się wziąć.
Pani Marianna i jej rodzina to wyjątki. - Podlatujemy do ludzi, stoją na balkonach. Woda podchodzi pod pierwsze piętra. A oni stoją dalej. No nie wiem, na co czekają - kręci głową kapitan Mariusz Kawnik, ratownik wysokościowy z łódzkiej straży pożarnej. On i jego ludzie pracują w Gąbinie i Słubicach, wyciągnęli z wody ok. 20 osób.
Po południu na boisku przy szkole w Słubicach wylądował minister obrony narodowej
Bogdan Klich. - Polacy widzą, że wojsko dobrze służy ludziom.
Wieczorem przyszły dwie wiadomość: dobra i zła. Płockie Radziwie z lewobrzeżnego Płocka było w miarę bezpieczne. Niestety, prezydent Płocka Mirosław Milewski zdecydował o ewakuacji części prawobrzeżnego osiedla Borowiczki, bo zaczęły przeciekać wały przy dopływie Wisły - Słupiance.
Zbiórka dla powodzian W województwie mazowieckim najbardziej potrzeba środków czystości. - Na razie mamy wystarczającą ilość koców, śpiworów, ale gdy woda opadnie, też ich będziemy potrzebować więcej - mówi pełnomocnik wojewody mazowieckiego ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi Andrzej Rybus-Tołłoczko.
Jak pomóc powodzianom? Pieniądze można wpłacać na konta: ZR PCK 61 1240 3174 1111 0000 2889 9967 lub ZG PCK 93 1160 2202 0000 0001 6233 5614 z dopiskiem "Powódź 2010". Można też wpłacać pieniądze na konto Maltańskiej Służby Medycznej: 20 1060 0076 0000 3200 0133 3610 z dopiskiem "Powódź"