Duża część pytań została przygotowana przez internautów w Chinach. Według AFP liczba użytkowników Twittera za Wielkim Murem wynosi ok. 100 tysięcy. Ludzie ci korzystają także z innych usług światowego Internetu zablokowanych przez władze. Zalicza się do nich m.in.
Google Moderator, którego użyto do zebrania pytań.
* Pytania zbierał Google Moderator
* Wywiad na bieżąco publikowany był na Twitterze* Blog Wang Lixionga
Wang Lixiong*: Na wstępie pragnę podziękować Waszej Świętobliwości za znalezienie - mimo napiętego planu podróży - czasu na rozmowę chińskimi internautami. Choć usługa Google Moderator w Chinach została zablokowana, to dzięki niej 1253 użytkowników przygotowało na naszą dzisiejszą rozmowę 289 pytań. Nie oczekujemy odpowiedzi na wszystkie, ale mamy nadzieję, że to będzie początek; że stworzymy nowy kanał komunikacji, za sprawą którego Wasza Świętobliwość i chińskie społeczeństwo obywatelskie podejmą nieskrępowany i nieustający dialog, który pozwoli nam lepiej wzajemnie się zrozumieć. Pytania uszeregowaliśmy pod względem popularności. Decydowała liczba głosów "za", jakie oddawali na nie chińscy użytkownicy. Dalajlama XIV: Świetnie. Jestem bardzo szczęśliwy, że stworzył Pan dla mnie okazję do podjęcia dialogu z Chińczykami. To bardzo przykre, że nasze wieloletnie starania na rzecz poprawy stosunków z chińskim rządem ciągle pozostają bez efektu. Pokładam jednak w Chińczykach wielką nadzieję i mam do nich pełne zaufanie, dlatego dzisiejsza okazja do podjęcia bezpośredniego dialogu napełnia mnie radością.
Wang Lixiong: Pierwsze pytanie, które zebrało najwięcej głosów: "Szanowny Dalajlamo, pragnę zapytać o kwestię dalszego przywództwa religijnego w Tybecie. Jak Wasza Świętobliwość widzi problem współistnienia dwóch Panczenlamów?" I drugie: "po śmierci Waszej Świętobliwości, chińska partia komunistyczna z pewnością wybierze jego następcę. Co Wasza Świętobliwość zamierza z tym począć?" Dalajlama XIV: Moje oficjalne stanowisko wyraziłem w 1969 roku, mówiąc, że o dalsze istnienie linii dalajlamów należy zapytać Tybetańczyków, bo ta decyzja należy do nich.
Podobnie w 1992 roku ogłosiłem, że po rozwiązaniu kwestii przyszłości Tybetu nie zamierzam pełnić żadnych funkcji w tybetańskim rządzie, a wszystkie sprawy kraju powierzę służbie cywilnej. W 2001 roku w tybetańskiej diasporze za granicą zaczęliśmy organizować wybory szefa rządu na pięcioletnią kadencję.
Uważam, że osoba dalajlamy nie jest już istotna. Póki żyję, staram się jak mogę. A problemem mojego następcy bardziej ode mnie interesuje się chińska partia komunistyczna (śmiech).
Co do istnienia dwóch panczenlamów jednocześnie, to jest to możliwe zjawisko. Ale w niczym nie pomaga, tylko powiększa zamęt.
Wang Lixiong: Co Wasza Świętobliwość sądzi o 11 Panczenlamie Qoigyijabu, uznanym przez partię komunistyczną? Dalajlama XIV: O ile mi wiadomo, to jest bardzo inteligentny i przykłada się do praktyk buddyjskich, choć ludzie mają co do niego wątpliwości. Myślę, ze wszystko zależy od niego samego, od tego czy w praktyce buddyjskiej będzie potrafił stać się ofiarnym człowiekiem. To bardzo ważne i tylko on może tego dokonać.
Wang Lixiong: Chciałbym poznać zdanie Waszej Świętobliwości w kwestii rozmów pomiędzy przedstawicielami rządu na wychodźstwie a partią komunistyczną. Czemu za każdym razem nie przynoszą one rezultatów? W jakich kwestiach nie można dojść do porozumienia? Czemu od dziesięcioleci są one bezowocne? Dalajlama XIV: To zależy do strony chińskiej, która wciąż podkreśla, że nie istnieje problem Tybetu, tylko problem Dalajlamy. Ale ja osobiście nie mam żadnych pretensji, martwię się tylko o kulturę, religię i środowisko naturalne sześciomilionowego narodu. Nadejdzie taki dzień, kiedy Pekin uzna istnienie tych problemów, tak jak uznał istnienie problemu Sinkiangu. Chciałbym pomóc stawić im czoło i je rozwiązać, bo nasze cele są wspólne - to budowa, rozwój i zjednoczenie Tybetu. Obecnie KPCh odwołuje się do metody siłowych, wciąż podkreślając rolę stabilności. Uważam jednak, że stabilność bierze się z zaufania i wiary, które płyną z serca.
Wang Lixiong: Niezależenie od tego, jak potoczą się losy chińskiego rządu, rośnie przepaść pomiędzy zwykłymi Tybetańczykami i Chińczykami Han. Niektórzy Tybetańczycy sprowadzają ten problem do istnienia w Tybecie chińskiego rządu, ale tak naprawdę, również i my, Hanowie, jesteśmy ofiarami dyktatury. Jak Wasza Świętobliwość widzi ten problem? Dalajlama XIV: Stosunki chińsko-tybetańskie nie zaczęły 1949 czy 1950 roku. Liczą sobie ponad tysiąc lat historii. Czasem bywały bardzo harmonijne, czasem dyskusyjne. Teraz jesteśmy w tej drugiej fazie, do czego przyczynił się rząd, nie zwykli ludzie. Stosunki pomiędzy naszymi narodami są bardzo ważne. Wielokrotnie wzywaliśmy, by w wolnych krajach powstawały stowarzyszenia przyjaźni chińsko-tybetańskiej, co przyniosło pewne rezultaty. Jak sądzę największą przeszkodą jest to, że [w Chinach] nie zrealizowano hasła Deng Xiaopinga "przez fakty, do prawdy". Wzorem Hu Yaobanga, należało wykonać wysiłek, by zrozumieć fakty. Ostatnio artykuł premiera Wen Jiabao potwierdził podejście Hu Yaobanga, by nie opierać się tylko na oficjalnych dokumentach, ale wyruszyć na miejsce, by zrozumieć sytuację.
(Hu Yaobang - lider frakcji reformatorskiej w partii komunistycznej, który na początku lat 80. Zaprosił Dalajlamę, by ten wrócił do Tybetu; śmierć Hu Yaobanga wiosną 1989 roku dała się początek protestom, które 4 czerwca doprowadziły do masakry w Pekinie - przyp. tłum.)
Podobnie jest w samych Chinach, gdzie nie znamy faktycznej prawdy, a mechanizmy społeczne pozostają ukryte, co prowadzi do wielkich problemów. Zwiększenie transparentności i walka m.in. z korupcją mogłyby tam wiele pomóc.
Wang Lixiong: Jakimi sposobami należałoby budować dobre stosunki pomiędzy Tybetańczykami a Chińczykami? Dalajlama XIV: Gdyby wszystkie państwa na świecie zaczęły się traktować po ludzku, to zyskałby powszechną aprobatę. Jeśli Tybetańczycy i Chińczycy będę się traktować po ludzku i stworzą fundament wzajemnej równości, to będzie można rozwiązać wiele problemów. Spotykałem wielu Chińczyków z kontynentu i miałem wrażenie, że to szczerzy ludzie. Nie mieliśmy przeszkód, by się porozumieć.
Wzajemna nieufność nie ogranicza się tylko do Chińczyków i Tybetańczyków. Na całym świecie ludzie potrzebują bezpośrednich kontaktów, by wyplenić nieufność. Dlatego podkreślam wagę harmonijnych relacji międzyludzkich. Istnieję tu dwie warstwy. Po pierwsze, jesteśmy ludźmi, a to najgłębsze i najważniejsze, co nas łączy. Po drugie, to co nas dzieli, to tylko religie, kultury i języki.