http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Do kampanii trzeba dwojga

Renata Grochal
2010-05-21, ostatnia aktualizacja 2010-05-20 20:26

RBN ma być forum współpracy Komorowskiego (z lewej) z rządem i opozycją. Zdjęcie po wczorajszym posiedzeniu Rady
RBN ma być forum współpracy Komorowskiego (z lewej) z rządem i opozycją. Zdjęcie po wczorajszym posiedzeniu Rady
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Do sztabowców Komorowskiego dociera, że nie da się odgrzać wojny PO-PiS. Kampanię ma pociągnąć "tandem reformatorów Komorowski - Tusk". Ale przeszkadza brak koordynacji w otoczeniu marszałka

Kampania kandydata PO powoli się rozkręca, a Platforma budzi się z żałobnego letargu. Ostatnie dni pokazały, że głównego przeciwnika - kandydata PiS Jarosława Kaczyńskiego - nie da się łatwo sprowokować i przypomnieć zacietrzewionego prezesa PiS sprzed smoleńskiej katastrofy.

Kaczyński stawił się na zwołanym przez Komorowskiego posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a w wywiadach deklaruje chęć współpracy z rządem na rzecz budowy nowoczesnej Polski i chęć odejścia od idei IV RP.

Jednak w PO nie wierzą w tę przemianę. - Odrobiliśmy lekcję z 2005 r. Miał być PO-PiS, a później była pusta lodówka - mówi Grzegorz Schetyna, koordynujący kampanię Komorowskiego. PiS przed wyborami parlamentarnymi zaatakował wtedy PO, sugerując, że jej rządy oznaczałyby wzrost podatków i Polaków na nic nie byłoby stać.

W PiS spotem w internecie

Dla sztabowców Komorowskiego staje się jasne, że kampania będzie raczej przypominała tę z 2005 r. niż totalną wojnę z 2007 r. - Wojny nie da się odgrzać, bo nie ma społecznego nastroju - mówi nam jeden z nich.

Ze zleconych przez sztaby badań wynika, że po smoleńskiej tragedii Polacy odczuwają potrzebę wspólnoty. Kampania PiS została ustawiona tak, by trafić w te oczekiwania.

PO liczy, że będzie w tym bardziej wiarygodna. Nie będzie więc odwoływania się wprost do konfliktów z Lechem Kaczyńskim. - On przeniósł się do innego wymiaru i dla Polaków jest poza sferą zwykłej politycznej oceny - mówi ważny polityk partii Tuska.

Platforma będzie za to chciała pokazać Jarosława Kaczyńskiego jako "gorszego z braci", przypominając jego dwuletnie rządy. W internecie mają pojawić się nawet spoty na ten temat.

Medialna kampania PO będzie toczyć się głównie w sieci. - Każdy komitet może wykupić 20 min płatnego czasu w TV. Gdy rozdzielić to między trzy telewizje, spoty przemkną niezauważone - mówi sztabowiec PO.

Na razie Platforma szuka języka kampanii. - Nie może być zbyt agresywny, bo nie możemy wchodzić w buty PiS - mówi człowiek Komorowskiego. - Ale to nie znaczy, że nie będziemy nazywać rzeczy po imieniu.

Ataki na Kaczyńskiego wezmą na siebie osoby z otoczenia Komorowskiego, a nie sam kandydat. Dlatego ostre słowa Andrzeja Wajdy o wojnie domowej czy dowcip prof. Bartoszewskiego o "hodowcach zwierząt futerkowych" z niedzielnej prezentacji komitetu honorowego marszałka nikogo w PO specjalnie nie oburzyły.

- Nie będziemy kneblować nikomu ust - mówi Sławomir Nowak, szef sztabu Komorowskiego. Poza tym przypominanie rządów Jarosława Kaczyńskiego ma mobilizować elektorat PO.

Odpowiedzią na politykę miłości PiS będzie... polityka miłości Tuska i Komorowskiego. Marszałek ma prezentować się jako zwolennik kompromisu i współpracy nie tylko z rządem, ale także z opozycją. Takie jest też hasło jego kampanii "Zgoda buduje", które po weekendzie ukaże się na plakatach i ulotkach w całym kraju.

Tandemowi Komorowski - Tusk ma być przeciwstawiana ewentualna prezydentura Jarosława Kaczyńskiego. - Jeśli Kaczyński zostanie prezydentem, przez pięć lat będziemy mieli nieustanną wojnę z rządem - powtarza Nowak. A premier Donald Tusk i minister finansów Jacek Rostowski przestrzegają, że prezydentura prezesa PiS może oznaczać destabilizację sytuacji ekonomicznej Polski.

Powódź rozpisana na role

Rosnące notowania Kaczyńskiego uświadomiły Tuskowi, że gra idzie nie tylko o prezydenturę, ale o wybory parlamentarne w 2011 r. - Elektorat Platformy postrzega Tuska jako lidera całego projektu i to on w dużej mierze mógłby ponieść konsekwencje ewentualnej porażki Komorowskiego - mówi polityk z władz PO.

Dlatego Tusk zdecydował się mocno zaangażować w kampanię marszałka. Gdy tylko pojawiła się powódź, od razu pojechał na południe. Jeden z pierwszych w sztabie skonstatował, że to może być poważne zagrożenie dla kampanii Komorowskiego.

To Tusk - po konsultacjach z Komorowskim - zaproponował sztabowi reaktywację RBN, która ma być forum współpracy p.o. prezydenta i rządu z opozycją. Dzięki temu przesłanie Komorowskiego jako tego, który ma łączyć, a nie dzielić, ma zyskać na wiarygodności.

Jednak w tym tandemie to Komorowski ma być pierwszy. Marszałek będzie prezentował się jako polityk samodzielny, z inicjatywą. To odpowiedź na zarzuty opozycji, iż jako prezydent byłby narzędziem w rękach Tuska. Ma odwoływać się do potrzeby modernizacji Polski, której jego prezydentura miałaby być katalizatorem. I namawiać rząd do reform, których dotąd wiele nie było.

Żeby przekonać się, jak zostały rozpisane role, wystarczy obserwować powodziowe wyjazdy obu polityków. Tusk sprawdza, czy państwo zadziałało, a Komorowski zapowiada przyspieszenie prac nad rozwiązaniami systemowymi. Wczoraj ogłosił, że przedstawi projekt ustawy ograniczający wydawanie przez samorządy zgody na budowę na terenach zalewowych. Powiedział też, że czeka na rządowy projekt specustawy dotyczącej uproszczenia wykupu gruntów pod inwestycje hydrologiczne.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 41 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':