http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Na pewno zawinili ludzie

opr. Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2010-05-20, ostatnia aktualizacja 2010-05-20 00:58

Czarna skrzynka z rozbitego Tu-154
Czarna skrzynka z rozbitego Tu-154
Fot. AP

Prezydencki Tu-154 prawie do końca leciał na włączonym autopilocie. Dopiero na kilka sekund przed uderzeniem w drzewo piloci przeszli na ręczne sterowanie samolotem

Śledczy na miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu
Fot. ASSOCIATED PRESS/Mikhail Metzel
Śledczy na miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu
Opublikowany wczoraj w Moskwie przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) wstępny raport ze śledztwa w sprawie tragedii w Smoleńsku jest niepełną jeszcze kroniką katastrofy oraz towarzyszących jej okoliczności.

Przygotowania załogi

W 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, do którego należała załoga prezydenckiego Tu-154, nie ma szczegółowego programu przygotowania personelu latającego. Nie prowadzi się regularnych treningów załóg na symulatorach lotów, które wyrabiałyby w ludziach nawyki współpracy i radzenia sobie w trudnych okolicznościach. Nie ma tam nawet instrukcji współpracy pełnej, czyli czteroosobowej załogi Tu-154: pierwszego i drugiego pilota, inżyniera pokładowego i nawigatora. Są instrukcje przeznaczone dla załóg trzyosobowych, bez nawigatora.

Załoga, która wiozła prezydenta i towarzyszące mu osoby, została sformowana "kilka dni przed lotem". Dowódca miał za sobą 3480 godzin lotów, z tego jako pierwszy pilot Tu-154 530 godzin. Drugi pilot na "tuszce" wylatał 160 godzin, inżynier - 290 godzin. Natomiast nawigator miał za sobą jedynie 30 godzin na tego typu maszynie.

Przed wylotem z Warszawy załoga nie otrzymała informacji o pogodzie panującej w porcie lotniczym Siewiernyj ani prognozy meteo.

Załoga nie dysponowała też aktualnymi danymi aeronawigacyjnymi, dotyczącymi lotniska Siewiernyj.

Przygotowanie maszyny do lotu

Samolot przed startem był w pełni sprawny. Zatankowano do niego 19 ton paliwa - wystarczająco dużo, aby dolecieć do Smoleńska i w razie kłopotów na lotnisko zapasowe. Jakość paliwa była zgodna z normą.

Maszyna miała sprawny i włączony system ostrzegający przed zderzeniem z ziemią TAWS oraz system kierowania lotem FMS.

Stan lotniska w Smoleńsku

Siewiernyj przed przylotem delegacji z Polski był kontrolowany czterokrotnie. 16 marca specjalna komisja rosyjska poleciała samolotami Tu-154 i Tu-134 do Smoleńska, aby w praktyce sprawdzić gotowość lotniska do przyjęcia maszyn tego typu. Specjaliści orzekli, że port lotniczy może przyjąć takie samoloty po korekcie pracy wyposażenia radiotechnicznego i oświetlenia.

Kolejna kontrola była tu 25 marca. Ustalono, że radiolokator, radiolatarnie, systemy łączności działają zgodnie z normami przyjętymi w Rosji.

5 kwietnia zatwierdzono tzw. akt lustracji technicznej lotniska. Specjaliści stwierdzili, że jest ono gotowe do przyjęcia samolotów Tu-154 w warunkach tzw. minimum pogodowego, co oznacza, że widoczność musi wynosić co najmniej 100 m w pionie i 1000 m w poziomie.

Ostatni raz sprawdzano stan lotniska już 10 kwietnia o godz. 7 czasu moskiewskiego (godz. 5 czasu warszawskiego). Wtedy specjalista skontrolował sprawność sygnalizacji świetlnej portu.

Start samolotu

Prezydencki Tu-154 wystartował z Warszawy o godz. 9.27 (wszystkie godziny według czasu moskiewskiego), a więc z 27-minutowym opóźnieniem w stosunku do zmienionego już planu. Początkowo zamierzano wystartować o godz. 8.30.

Samolot leciał nad Polską, Białorusią i Rosją na wysokości mniej więcej 10 km. Załoga z kontrolerami lotów w Mińsku i Moskwie rozmawiała po angielsku, a w Smoleńsku - po rosyjsku. Jak wczoraj zapewniali nas specjaliści z MAK, piloci znali te języki w stopniu "wystarczającym".

Alarm pogodowy

Około godziny 10.14, kiedy Tu-154 zszedł już na wysokość 7,5 km, dyspozytor z Mińska ostrzegł pilotów, że na lotnisku Siewiernyj jest mgła, a widoczność pozioma wynosi ok. 400 m. Jak dowiedziała się "Gazeta", po tej informacji do kabiny pilotów przyszedł towarzyszący prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu w podróży do Katynia dowódca polskich sił powietrznych gen. Andrzej Błasik.

Wkrótce potem także dyspozytorzy ze Smoleńska przekazali załodze maszyny prezydenckiej, że jest u nich mgła, widoczność 400-metrowa, warunków do lądowania nie ma.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':