- Politycy wybrali własny interes, a nie interes obywateli - tak szef klubu PO
Grzegorz Schetyna komentował wczorajszą decyzję klubów
PiS, Lewicy i
PSL, by nie wprowadzać pod obrady Sejmu przygotowanej przez jego partię nowelizacji ustawy o wyborze prezydenta.
Miała ona ułatwić głosowanie w drugiej turze w innym okręgu wyborczym niż w pierwszej. Wyborcy dostawaliby umożliwiające to zaświadczenia nie jak dotąd w urzędzie gminy, lecz od razu w lokalu wyborczym podczas pierwszej tury głosowania. 207 posłów nie chciało jednak, by zajął się tym Sejm.
Takie rozwiązanie miałoby duże znaczenie dla wzrostu frekwencji, byłoby ułatwieniem dla osób, które między pierwszą turą wyborów prezydenckich 20 czerwca a drugą 4 lipca planują wyjazd na wakacje. - Źle się stało, że powstała taka dziwna koalicja polityczna, nienaturalna, która podejmuje decyzje przeciwko ludziom, przeciw zasadom demokracji - że frekwencja, dostęp i możliwość oddania głosu są czymś najważniejszym - mówił Schetyna.
Najbardziej zaskoczyło PO zachowanie PSL. Wiceszef klubu Platformy Rafał Grupiński mówi "Gazecie": - To błąd. W tej sprawie PSL powinno być z nami. Być może zdecydowała kalkulacja, że mieszkańcy wsi są w czasie wyborów w trakcie prac letnich i nie wyjeżdżają na wakacje. Nie była to więc ważna zmiana z punktu widzenia jego elektoratu.
Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski zapewnia, że ludowcy są za ułatwieniem głosowania, ale w kolejnych wyborach, a nie na miesiąc przed głosowaniem na prezydenta. - To nie był projekt rządowy ani koalicyjny. Nie zagłosowaliśmy przeciwko PO, ale zgodnie z rozsądkiem - mówi "Gazecie".
Żelichowski dodaje, że klub miał ekspertyzy prawne potwierdzające orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 2006 r., że ordynację wyborczą można zmieniać najpóźniej na pół roku przed wyborami. - Był sygnał z jednego z klubów opozycyjnych, że gdyby Sejm uchwalił tę nowelizację, byłaby zaskarżona do Trybunału. A to mogłoby oznaczać unieważnienie wyborów prezydenckich - argumentuje szef klubu ludowców.
Ale konstytucjonaliści uważają, że w wyroku Trybunału z 2006 r. jest mowa o zmianach, które mogą mieć "istotny wpływ na ostateczny wynik wyborczy", m.in. wielkości okręgów wyborczych, wysokości progów wyborczych, systemu przeliczania głosów na mandaty. - Moim zdaniem zmiany mające na celu ułatwienie głosowania można wprowadzać z normalnym vacatio legis, bo jedynie wzmacniają konstytucyjne, obywatelskie prawo do udziału w wyborach - mówi "Gazecie" prof. Jerzy Stępień, b. prezes Trybunału.
- Nie można reguły półrocznego vacatio legis traktować mechanicznie, powinno się ją odnosić do wartości konstytucyjnych. Lepsze zagwarantowanie praw wyborców może być z półrocznego vacatio legis zwolnione - mówi prof. Piotr Winczorek. - Natomiast spekulacje, kto na tym wygra, a kto przegra, są przedwczesne. Wyborcy każdego ugrupowania mogliby brać te zaświadczenia na równych prawach. Zawsze lepsza jest większa frekwencja niż mniejsza, a ta zmiana może zapewnić większą - dodaje.
Czy wczorajsze głosowanie oznacza kłopoty w koalicji? W nieoficjalnych rozmowach politycy PO zwracają uwagę, że PSL ostatnio coraz częściej próbuje się od nich odcinać. W ubiegłym tygodniu szef ludowców i kandydat na prezydenta
Waldemar Pawlak skrytykował wypełniającego obowiązki głowy państwa Bronisława Komorowskiego (kandydata Platformy na ten urząd) za reaktywację Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
- Jest kampania, sondaże PSL i Pawlaka dołują, więc próbują jakoś zaznaczyć swoją podmiotowość - mówi polityk z władz PO. - Musimy być wyrozumiali. Janusz Palikot sugerował nawet, że gdyby Jarosław Kaczyński wygrał wybory prezydenckie, mogłoby jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r. dojść do upadku rządu Tuska i powstania koalicji PiS-
SLD-PSL - dodaje.
Ale Stanisław Żelichowski temu zaprzecza. - Radzę Palikotowi, żeby nie jadł tak dużo jaj na twardo, to nie będzie miał takich snów. Jesteśmy solidnym koalicjantem. PiS już w 2006 r. proponował nam koalicję i myśmy nie weszli. Wizja IV RP, silnego państwa opartego na CBA i aresztach wydobywczych, nam nie odpowiadała. Chcieliśmy mieć państwo obywatelskie, silne samorządami. I choć Kaczyński próbuje zmieniać dziś wizerunek, to ja w takie zmiany nie bardzo wierzę - mówi Żelichowski.
Szef klubu PO Grzegorz Schetyna: - Nie ma żadnych problemów w koalicji. PSL wyjaśnił swoje motywy, nie mamy żalu.