Płk. Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy, dla "Gazety": - Nie będę udawał, że to, co ogłosił MAK, jest nieistotne, choć wstępny raport komisji to przede wszystkim komunikat dla opinii publicznej. Ale w sprawie katastrof lotniczych życie mnie nauczyło pokory. Po kilku miesiącach może się okazać, że wstępne oceny zostały wywrócone do góry nogami. Dlatego nie możemy sobie dziś pozwolić na
luksus wykluczania innych hipotez, nawet jeśli prawdopodobieństwo jest niższe niż procent, musimy je zbadać - potwierdzić lub wykluczyć.
Mateusz Martyniuk, rzecznik prokuratora generalnego (Andrzej Seremet od wczoraj jest z oficjalną wizytą w Hiszpanii): - Niektóre ustalenia MAK brzmią kategorycznie, np. co do przygotowania lotniska, ale są to tylko wnioski komisji rosyjskiej. Dopiero prokuratura oceni je w kontekście odpowiedzialności za tę katastrofę. Zwrócił na to uwagę Edmund Klich, nasz przedstawiciel przy MAK-u. Zadaniem komisji jest ustalenie przyczyn wypadku w kontekście wniosków dla lotnictwa na przyszłość, a nie wskazywanie winnych.
Tomasz Hypki, redaktor "Skrzydlatej Polski", uważa: - Potwierdziły się wcześniejsze przypuszczenia ekspertów.
Raport MAK-u wskazuje na nieodpowiedzialność załogi jako przyczynę bezpośrednią katastrofy. Jeżeli piloci mieli 24 sekundy wcześniej sygnał, że są za nisko, mogli wyjść na bezpieczną wysokość. Mieli czas, by uratować siebie i innych. Ale jest też drugi element: ci chłopcy nie mieli odporności psychicznej, poziom ich wyszkolenia był fatalny wbrew temu, co mówili gen. Anatol Czaban [szef szkolenia Sił Powietrznych] i minister
Bogdan Klich. To jest pośrednia przyczyna. Lotnictwo musimy budować od zera. Zaczynając od symbolicznego zatrzaśnięcia drzwi do kabiny otwartych podczas tego fatalnego lotu. Co do przydatności tego materiału dla prokuratury, nie chcę się wypowiadać.
- Traktuję te ustalenia tylko jako hipotezy wymagające potwierdzenia przez polską Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Wierzę, że będzie je w stanie zweryfikować - mówi nam mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego, rodzin Putrów i Gosiewskich w smoleńskim śledztwie. I dzieli się swoimi wątpliwościami. - Jest różnica między stwierdzeniem "nie ma możliwości" a zakazem lądowania. Informacja, że lotnisko w Smoleńsku było przygotowane na przyjęcie tego samolotu, jest wątpliwa. Jak-40 jest małym samolotem i wylądowałby nawet na polanie, ale rosyjski Ił-76 został odesłany - mówi Rogalski.
I ciągnie: - Z tego, co wiem od ekspertów, system TAWS powinien nadać sygnał ostrzegawczy wcześniej, a nie 18 sekund przed zderzeniem. Ta kwestia będzie wymagała przeprowadzenia odrębnej ekspertyzy.
Pytamy Rogalskiego o wizyty w kokpicie. - Może gen. Błasik - doświadczony pilot - wszedł i zapytał: Czy nie pomóc? Nie ma potwierdzenia, ale też zaprzeczenia, że do kabiny wchodził szef protokołu dyplomatycznego, a na pewno on był zainteresowany lądowaniem w Smoleńsku, bo w innym miejscu przyjęcie delegacji nie było przygotowane. Czy piloci poddali się jakieś presji, będzie wiadomo dopiero po dokładnej analizie zapisów rejestratora rozmów tu, w Polsce - komentuje mec. Rogalski.
Kiedy możemy liczyć na przekazanie czarnych skrzynek, a przynajmniej ich zapisu, Polsce? - Z tego, co powiedziała pani Anodina, wynika, że ustalanie tożsamości szóstego głosu w kokpicie nie zostało zakończone, choć te prace są finalizowane - mówi prokurator Parulski. - Będziemy prowadzili własne odczyty rejestratora.
Ale ani stenogram, ani kopia oryginalnego zapisu rejestratorów nie są jeszcze w posiadaniu naszej prokuratury. Mają być przekazane oficjalną drogą, co zabierze - według szacunków Parulskiego - tydzień, dziesięć dni. Nie przesądza to jednak wcześniejszej decyzji o upublicznieniu tych zapisów, bo może je otrzymać najpierw strona rządowa (poprzez komisję badania wypadków).
Przypomnijmy, że zastępujący prezydenta Bronisław Komorowski zapowiadał, że pierwsi z zapisami czarnych skrzynek mają zapoznać się członkowie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Rada zbiera się dziś. O wnioskach ze smoleńskiej katastrofy mówić ma szef BBN gen. Stanisław Koziej. - Ale nie będzie się odnosił bezpośrednio do śledztwa, tylko referował postawione przed Biurem zadanie - wstępne projekty dotyczące procedur i przepisów regulujących loty najważniejszych osób w państwie - informuje Robert Papliński z BBN.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jako przewoźnik VIP-ów utrzymana ma zostać specjalna wojskowa jednostka lotnicza. Piloci szkoleni być mają jednak jak cywile. Powstać ma też specjalny regulamin określający nie tylko, kto z kim może latać, ale też eliminujący spóźnienia - jak to było 10 kwietnia przed odlotem do Smoleńska.