http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wisła uderzyła na Sandomierz w środku nocy

Angelina Kosiek, Ziemowit Nowak, Kielce, d, PAP
2010-05-20, ostatnia aktualizacja 2010-05-20 12:34

W prawobrzeżnej części Sandomierza
W prawobrzeżnej części Sandomierza
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Wisła zalała dzielnicę zamieszkaną przez ponad pięć tysięcy ludzi. Na ratunek rzucono amfibie, helikoptery, wszystko, co pływa. Wiele zalanych domów było nieubezpieczonych. - Musimy się liczyć z bardzo dramatycznymi skutkami powodzi - ocenia premier Donald Tusk

Zalana droga w Sandomierzu
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Zalana droga w Sandomierzu

Kraków wciąż się broni, Lanckorona przegrała | Bieruń zamienił się w jezioro | Chleb i woda mineralna - artykuły deficytowe | Powódź 2010 - raport



Walkę z żywiołem w prawobrzeżnym Sandomierzu ratownicy przegrali o trzeciej w nocy. Dwie wyrwy powstały na odcinku wałów wiślanych między hutą szkła Pilkington a granicą pobliskiego Tarnobrzegu. Było tylko kwestią godzin, kiedy największa od pół wieku woda zaleje cały prawy brzeg miasta. Mimo ostrzeżenia o ewakuacji w domach pozostało ponad 3 tys. osób.

Woda błyskawicznie odcinała domy po kolei. W południe zamknięty został jedyny most na Wiśle. Po południu niektóre domy były już zalane do pierwszego piętra. - Jest naprawdę dramatycznie. Ludzie stają na dachach i balkonach, wołając o pomoc - mówiła wojewoda Bożentyna Pałka-Koruba, która w południe objeżdżała okolice.

W akcji ratowniczej brało udział 800 strażaków, miejscowych i z Gdańska, Warszawy, Wielkopolski. 270 żołnierzy, dwie amfibie, śmigłowiec mi-8.

Sytuację relacjonowali ewakuowani. - Chciałam pójść rano na mszę, ale jak zobaczyłam, że się robi niebezpiecznie, zaczęłam książki przestawiać na górne półki. Dużo nie zrobiłam, zaraz mnie strażacy musieli zabrać - opowiadała pani Zofia, 60-letnia gospodyni z plebanii przy ul. Lwowskiej.

- Nie wiedzieliśmy, co brać do ręki. Sąsiadka wzięła pilot do telewizora - opowiada Ewa Kazula z bloku obok huty, która zdążyła uciec. - W nocy koło 23 usłyszałam syreny straży pożarnej, zorientowałam się, że robi się niebezpiecznie. Około 1 w nocy zadzwoniłam do znajomego z pytaniem, czy by nie przenocował rodziny. Bardziej zależało mi na dziesięcioletniej córce i chorej mamie. Szybko się spakowaliśmy i pojechaliśmy na drugą stronę Wisły - mówi Kazula.

Ludzie stracili dorobek całego życia. - Dom był nieubezpieczony, nie stać było człowieka na nic. Mąż w hucie bierze 1 tys. zł, tu się tak zarabia - opowiadała kobieta. Jej mąż dodał: - Konstrukcja nie wytrzymała, dom się rozpadł. Co się z nami stanie? Ja mam 50 lat, żona 45. Musimy zaczynać wszystko od nowa.

Większość ewakuowanych znalazła schronienie u rodziny i znajomych, ale po południu zaczęło brakować miejsc noclegowych dla pozostałych. Organizowane są w szkołach i ośrodkach takich jak Caritas, na prawym brzegu Wisły. Ewakuowani dostają tam miejsce do spania, wyżywienie, suche ubrania. - W naszym ośrodku przebywa obecnie około 50 osób i jest już przepełniony. Na szczęście w pomoc włączają się kolejne szkoły, które przyjmują potrzebujących - mówi ks. Bogusław Pitucha, dyrektor Caritasu diecezji sandomierskiej.

Po południu do Sandomierza przyleciał helikopterem premier. Donald Tusk spotkał się ze sztabem kryzysowym i z mieszkańcami. Żalili się, że w nocy nikt ich nie ostrzegł, że przerwał się wał i woda zaleje całą dzielnicę. Tusk obiecał, że do Sandomierza wyśle dwa śmigłowce ratownicze do ewakuacji i jeszcze jedną amfibię. Pierwsza amfibia pojawiła się ok. godz. 14. - Nikt nie może zmusić ludzi do ewakuacji, ale myślę, że w tej sytuacji będą bardziej do tego skłonni - skomentował premier Tusk.

Trwała walka, aby ewakuować jak najwięcej ludzi przed nocą. Z każdą godziną stawało się jasne, że może to się nie udać. Po godz. 15 policja poinformowała o pierwszej ofierze śmiertelnej. Ciało 50-letniego bezdomnego znaleziono w Wiśle podczas ewakuacji.

W południe zamknięty został jedyny most na Wiśle. Zamienił się on w pochylnię dla łodzi. To na nim strażacy przyjmują część ewakuowanych łodziami.

- Katastrofa, katastrofa, masakra. Walczymy, żeby Pilkingtona obronić - komentował Jerzy Borowski, burmistrz Sandomierza w drodze na posiedzenie sztabu kryzysowego. Huta to największy pracodawca w okolicy.

W Świętokrzyskiem ewakuowano ok. 1,5 tys. osób (bez Sandomierza, w którym ewakuowane mogło być ok. 5 tys. osób); zagrożonych przerwaniem było ok. 30 proc. wałów na Wiśle (przerwane już zostały w Połańcu)

Tusk: musimy się liczyć z bardzo dramatycznymi skutkami

Po północy premier Donald Tusk powiedział, że wciąż trwa walka o hutę w Sandomierzu, a uwaga służb koncentruje się także m.in. na sytuacji wokół elektrowni w Kozienicach. W nocy ze środy na czwartek rządowy zespół zarządzania kryzysowego rozmawiał też o działaniach na wypadek konieczności ochrony Wrocławia przed skutkami powodzi i o zabezpieczeniach dla Warszawy. - Musimy się liczyć z bardzo dramatycznymi skutkami powodzi - oświadczył Tusk.- Wysokość wody na Wiśle jest największa od blisko 160 lat, dlatego rozmawialiśmy, jak zapobiec nieszczęściu na wielką skalę wzdłuż biegu Wisły i jak chronić m.in. Warszawę.

Premier podkreślał, że rząd ma świadomość, iż mamy do czynienia ze stanem klęski żywiołowej, ale - jak mówił - inną kwestia jest formalne wprowadzenie takiego stanu. Zaznaczył, że pytał służby, strażaków, czy wprowadzenie stanu klęski żywiołowej pomogłoby im prowadzić akcję ratowniczą i w odpowiedzi słyszał, że nie. Wprowadzenie stanu klęski wyjątkowej oznaczałoby odłożenie wyborów prezydenckich, planowanych na 20 czerwca. Premier zapowiedział, że od dziś zaczną się prace nad rozwiązaniami, które pozwolą na szybkie udzielanie poszkodowanym pomocy.



W posiedzeniu zespołu, który skończył obrady w nocy ze środy na czwartek, oprócz premiera, uczestniczyli m.in. wicepremier Waldemar Pawlak, szef MON Bogdan Klich, minister zdrowia Ewa Kopacz, minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller, Komendant Główny Straży Pożarnej Wiesław Leśniakiewicz, Główny Inspektor Sanitarny Andrzej Wojtyła, Komendant Główny Straży Granicznej Leszek Elas, Komendat Główny Policji Andrzej Matejuk, szef BBN Stanisław Koziej, ministrowie z kancelarii premiera Jacek Cichocki i Michał Boni.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':