Wyłączono trzy bloki, bo groziło im zalanie. Czwarty już wcześniej był remontowany. Pracują nadal cztery pozostałe. - Na razie nie ma niebezpieczeństwa dla systemu energetycznego, wciąż dysponujemy rezerwą mocy - powiedział nam Dariusz Chomka, rzecznik PSE Operatora, państwowej firmy zawiadującej sieciami energetycznymi. - Poziom wody ustabilizował się, ale trudno powiedzieć, kiedy elektrownia zacznie normalnie pracować, to jest żywioł - tłumaczy Grzegorz Górski, prezes polskiej spółki francuskiego giganta GdF Suez, do którego należy Połaniec. - Gdybyśmy po powodzi z 1997 r. nie zbudowali dodatkowych zabezpieczeń, cała elektrownia byłaby teraz pod wodą - dodaje.
Fala powodziowa na Wiśle zbliża się do Kozienic, gdzie znajduje się druga co do wielkości elektrownia w Polsce. Gdyby i ją trzeba było wyłączyć, systemowi energetycznemu zaczęłoby brakować rezerw. Na szczęście ryzyko zalania Kozienic jest niewielkie. - Woda może się wylać na drugi brzeg. Poza tym nawet gdyby przybyło jej jeszcze dwa metry, to elektrowni nic nie grozi - tłumaczy Kazimierz Zborowski, wiceprezes Enei, do której należy elektrownia.
Kozienice uruchomiły dwa dodatkowe bloki, żeby uzupełnić brakującą energię z Połańca.
Źródło: Gazeta Wyborcza