Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Stacja Dostojewskaja, choć nosi imię jednego z największych rosyjskich pisarzy, nie ma szczęścia. Po pierwsze, leży w dość peryferyjnej dzielnicy - koło wieży telewizyjnej Ostankino. Nazwę zawdzięcza temu, że niedaleko mieści się moskiewskie muzeum Fiodora Dostojewskiego. Jednak pisarz mieszkał tu krótko - przez większość życia związany był z Petersburgiem - a muzeum nie jest wielką atrakcją turystyczną.
Po drugie, remont stacji ciągnie się od początku lat 90. To wtedy Iwan Nikołajew zaprojektował mozaiki inspirowane dziełami Dostojewskiego - czarno-białe, mroczne. Na jednej z nich Raskolnikow - bohater "Zbrodni i kary" - zamachuje się siekierą na lichwiarkę. Na innej Kiriłłow (bohater "Biesów") przystawia sobie do czaszki pistolet, a na jeszcze innej Wierchowieński z tych samych "Biesów" kieruje lufę w stronę Szatowa.
Mozaiki Nikołajewa czekały na realizację kilkanaście lat. Teraz są już gotowe, wyglądają pięknie, ale pasażerowie metra nie mogą na nie patrzeć.
Pewien reporter sfotografował stację przed otwarciem i umieścił zdjęcia w internecie. Pod publikacją rozpętała się dyskusja, że mozaiki wywołują "nastrój samobójczy". Pod jej wpływem szef moskiewskiego metra Dmitrij Gajew odłożył otwarcie stacji zaplanowane na 15 maja. Na miejscu ma się zjawić sam mer Moskwy Jurij Łużkow i to on podejmie decyzję, czy prace Nikołajewa zostaną pokazane publiczności, czy trzeba będzie je usunąć.
Moskiewscy artyści i krytycy sztuki są oburzeni. "Dlaczego szefostwo moskiewskiego metra ma redagować Dostojewskiego?" - pyta wpływowy
dziennik "Izwiestia".
Iwan Nikołajew pochodzi ze starego artystycznego rodu o francuskich korzeniach, który przyjechał do Rosji jeszcze w XIX w. W Moskwie jego styl nazywa się "Pirosmani naszych czasów", bo prace Nikołajewa nawiązują do stylistyki gruzińskiego prymitywisty przełomu XIX i XX w. Niko Pirosmaniego, który do scen rodzajowych upodobał sobie czarne tło. Nikołajew ozdabiał także inne stacje moskiewskiego metra, ale tamte prace nie wywołały sprzeciwu.
- Te mozaiki są umiarkowane w wyrazie - mówi artysta. - Są surowe, poważne, ale nie ma w nich żadnej mroczności. Kładę nacisk na aspekt moralny i najbardziej kluczowe momenty w dziełach Dostojewskiego. Na pewno nikogo nie chcę namawiać do popełnienia samobójstwa.
Czy - jeśli moskiewskie metro tego zażąda - Nikołajew zgodzi się przerobić swe prace? - W żadnym wypadku - mówi. - To tak jakby poprosić Ilię Riepina, by dorysował uśmiechy na obrazie "Iwan Groźny zabija syna". To byłby całkowity nonsens.