http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kobiety łączą kandydatów PiS i PO

Renata Grochal
2010-05-19, ostatnia aktualizacja 2010-05-18 18:59

Kandydatów PO i PiS do prezydentury Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego wiele dzieli, ale jedno ich łączy - stosunek do spraw kobiet. Obaj rolę kobiety widzą przede wszystkim w domu, najlepiej z dzieckiem na ręku.

Renata Grochal
fot.
Renata Grochal
I Jarosław Kaczyński, i Bronisław Komorowski są przeciwnikami parytetu. Marszałek wiele razy podkreślał, że wolałby, aby kobiety wchodziły do polityki "w sposób naturalny". Tyle że od 20 lat liczba kobiet w polskiej polityce się nie zwiększyła (w Sejmie jest ich 20 proc., w Senacie 8 proc.!). Ale parytet politykom prawicy kojarzy się z pogardzanym liberalno-lewicowym instrumentem inżynierii społecznej.

Dlatego kwestia kobieca, czy szerzej równouprawnienia, raczej nie będzie mocnym akcentem tej kampanii. "To nie jest w tej chwili najważniejsza sprawa w Polsce, biorąc pod uwagę problem bezrobocia czy służby zdrowia" - powiedział wprost w "Gazecie" rzecznik sztabu Jarosława Kaczyńskiego Paweł Poncyljusz.

W tych dziedzinach sztabowi Kaczyńskiego łatwiej punktować Komorowskiego - jednego z liderów rządzącej PO. PiS nie chce się zajmować sprawami kobiet, bo wie, że nie odróżni się tu od PO. Trudno byłoby więc ugrać na tym wyborcze punkty. Jeśli kandydat PiS w ogóle odniesie się do kwestii kobiet, to - jak deklaruje Poncyljusz - tylko "w aspekcie rodziny, bo rodzina jest dla PiS najważniejsza".

A co z kobietami, które nie mają mężów i dzieci? Czy są niepełnowartościowe? Politycy PiS chyba zapomnieli, że też płacą podatki i mają prawo głosu.

Na razie kobiety w kampanii Komorowskiego i Kaczyńskiego są ozdobą. Ale siedzą cicho w sprawach, którymi zawsze się zajmowały. Szefowa sztabu kandydata PiS Joanna Kluzik-Rostkowska, która jeszcze kilka tygodni temu punktowała marszałka za przetrzymywanie w zamrażarce ustaw o mikrożłobkach i rodzinach zastępczych, dziś milczy. O sprawie in vitro nie mówi też rzeczniczka sztabu Komorowskiego Małgorzata Kidawa-Błońska.

Sam marszałek, gdy miał okazję odnieść się do problemów kobiet (na spotkaniu z parlamentarzystkami PO, które poparły go w prawyborach), wyrecytował fraszkę z seksualnym podtekstem. A Jarosław Kaczyński próbuje puszczać oko do feministek, bo w kampanii nagle przestał całować kobiety w rękę. Ale to tylko pusty gest.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 35 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    52 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':