Francuzi, którzy zwykli dotąd popijać aperitify przed kolacją w gronie rodziny lub przyjaciół, mają nową pasję polegającą na piciu w miejscu publicznym z setkami, a czasem tysiącami nieznajomych. Zaczęło się w internetowym serwisie społecznościowym
Facebook. Ktoś podał pierwszą datę i miejsce, a wiadomość rozeszła się błyskawicą. W ostatnich miesiącach "gigantyczne aperitify" odbyły się w Marsylii, Nantes, Rennes i innych miastach.
Według uczestników, głównie młodych, nie ma w nich nic złego. Chodzi o poczucie wspólnoty. Władze mają inne zdanie, bo kombinacja: tysiące młodych plus alkohol, słabo się sprawdza. W Rennes do szpitali trafiło kilkanaście osób, w Nantes w zeszłym tygodniu 21-latek spadł z mostu i zmarł wskutek obrażeń. Policja podała, że wcześniej wypił nie tyle aperitif, ile 10 do 15 szklanek mocnego alkoholu. W dodatku spontaniczność imprez powoduje, że trudno przewidzieć, ilu będzie uczestników, a za organizację nikt nie jest odpowiedzialny.
Po imprezie w swoim mieście mer nadatlantyckiego Nantes Jean-Marc Ayrault stwierdził, że "aperitify" stały się ogólnonarodowym problemem i władze muszą coś zrobić, by przerwać tę narastającą spiralę.
Politycy debatują, czy zakazać takich spotkań. Zakaz może się jednak okazać zupełnie nieskuteczny, bo skoro nie ma organizatorów, to kogo ukarać? Zresztą władze Marsylii spróbowały zakazywać, ale na tamtejszy "aperitif" i tak stawiło się 11 tys. osób.
Policja sięga po niekonwencjonalne metody działania. Na 23 maja internauci szykują "aperitif" w Paryżu pod wieżą Eiffla. Na tych samych stronach paryska
policja przypomina, że Pola Marsowe od dawna objęte są zakazem spożywania alkoholu od godz. 16 do rana. Mimo to organizatorzy spodziewają się 50 tys. osób.
Niektórzy pomysłodawcy "aperitifów" apelują o odpowiedzialność i przynoszenie toreb na własne śmieci. Zgromadzenia wykorzystują oczywiście także ci, którzy z porządkiem nie mają nic wspólnego - w Nantes za wandalizm i handel narkotykami aresztowano 41 osób.
"Gigantyczne aperitify" są dla wielu Francuzów szokujące także dlatego, że od zawsze mieli się za naród pijący w sposób kulturalny, umiarkowanie, w przeciwieństwie do upijających się na umór Brytyjczyków. Ale zdaniem komentatorów dzisiejsi młodzi Francuzi biorą przykład raczej z rówieśników zza kanału La Manche niż z rodziców sączących
wino do wykwintnego obiadu.
Jedyna nadzieja władz w tym, że tradycja "aperitifów" zniknie tak spontanicznie, jak się pojawiła. Zauważywszy, że sprawy wymykają się spod kontroli, niektórzy internauci proponują alternatywę - tydzień po paryskim "aperitifie" ma się odbyć taka sama impreza, ale bez alkoholu. A jeden z internautów z Guingamp w Bretanii apeluje: "Gigantyczne aperitify są passé. Bądźcie na czasie i przyjdźcie 26 czerwca na gigantyczny ryż z mlekiem".