- To była jedna z nielicznych ostatnio okazji by wyrwać się z pustego domu i choć na chwilę zapomnieć o codziennych troskach - tak "Fakt" zaczyna swoją opowieść o tym, jak
Jarosław Kaczyński spędził ostatnią niedzielę. A spędził ją na komunii małej Zuzi, córki posłanki
PiS Elżbiety Jakubiak, gdzie był honorowym gościem.
Opowieść "Faktu" jest jakby żywcem wyjęta z czytanek dla dzieci z lat 50 poświęconych Bolesławowi Bierutowi. Ten sam styl, ton i podobna treść - każde zdanie wycyzelowane i oblane lukrem. No, może tylko okazja inna, bo Bierut na komunię dzieci, nawet najbliższych przyjaciół, raczej nie chodzili. Ale zdjęcie Kaczyńskiego z małym Jasiem Kowalem na ręku jako żywo przypomina zdjęcie Bieruta, który też ocieplał swój wizerunek jako ojca narodu, fotografując się z cudzymi dziećmi na ręku. Sama mam takie w swoich zbiorach.
Fotoreportaż "Faktu" (bo oprócz opowieści są tu też liczne zdjęcia) wpisuje się w walkę PiS o elektorat niezdecydowanych Polaków - to ok. 20 -25 proc. głosujących w wyborach. To oni mają uwierzyć, że Jarosław się zmienił, warto na niego oddać głos, bo jest empatycznym, wrażliwy i łagodnym człowiekiem.
Oto próbka twórczości dziennikarzy "Faktu": "Wręczył dzieciom prezenty - i-Pody do słuchania muzyki. Przywitał się z rodziną Elżbiety Jakubiak i zasiadł obok niej przy stole. W czasie obiadu dzieci cały czas do niego podchodziły, przyglądały się z zaciekawieniem i uśmiechały. On też odpowiadał im uśmiechem, a nawet głośno żartował."
Uff! Jeśli jeszcze ktoś ma wątpliwości, czy była to tzw. "ustawka" przygotowana przez sztab wyborczy Kaczyńskiego, to polecam następny fragment: "Po obiedzie przyszedł czas na spacer. Posłanka PiS i Jarosław Kaczyński wyszli na taras, chwilę porozmawiali, a potem już większą grupą poszli na molo. Towarzyszył im m.in. europoseł PiS Paweł Kowal (35 l.) który przyjechał na komunię z rodziną. W pewnej chwili Jarosław Kaczyński wziął na ręce synka Kowala - Jasia (3 l.). Chłopiec był zaskoczony, ale gdy prezes szepnął mu coś do ucha, najwyraźniej coś bardzo śmiesznego, Jasiek zaczął się serdecznie śmiać...."
Widać sztab wyborczy PiS przejął się słowami Władysław Bartoszewskiego, o tym że prezes PiS ma doświadczenie w "hodowli zwierząt futerkowych", ale nie ma pojęcia o byciu ojcem kogokolwiek i czegokolwiek. Dość powszechnie krytykowany za te słowa Bartoszewski chyba trafił w czuły punkt sztabowców PiS. Wyraźnie uważają oni, że obecnie przy tej milczącej kampanii najbardziej wizerunkowi ich kandydata szkodzi brak własnych dzieci. Dlatego robią co mogą by ten brak nadgonić i jak się da fotografować Jarosława w otoczeniu dzieci.
Już wcześniej mogliśmy obejrzeć i poczytać w innym tabloidzie - "Superexpresie" - podobną "ustawkę" - wówczas Jarosław Kaczyński spacerował z Marta, córką swojego zmarłego tragicznie brata, i jej dziećmi w warszawskich Łazienkach. Wtedy robił za "dziadka" po bracie.
Po drodze mieliśmy jeszcze komunikat płynący z nagranego i pokazanego w telewizji przesłania do braci Moskali. Tam nie było dzieci, były za to okulary na nosie, lampa na biurku i w tle otwarte pianino z nutami. Też niezłe ocieplenie wizerunku.
Trzeba przyznać, że sztab PiS nieźle sobie radzi. Z jednej strony gdzie może przekonuje jak bardzo Jarosław się zmienił, trzyma go z daleka od publicznych wystąpień, bo jest w żałobie, z drugiej - ta żałoba nie przeszkadza mu jednak brać udziału w inscenizacjach dla tabloidów.
Choć tym razem sztabowcy chyba lekko przesadzili, bowiem uderzyli w ton z okresu kultu jednostki i represji stalinowskich. A to nie były miłe lata dla Polaków i ciągle źle się kojarzą.