"Tęsknię za tobą, Żydzie" to terapia szokowa dla Polaków? - To proces, w którym Polacy tacy jak ja mogą zmierzyć się ze swymi żydowskimi fobiami. Stąd mocne środki wyrazu: anarchistyczny mural, wyrazisty dobór słów. "Tęsknię" to proces teatralny - publiczna transformacja głównego bohatera, czyli mnie, z polskiego ignoranta, uformowanego przez naszą szkołę, tradycję romantyczno-mesjanistyczną i
Kościół - w kierunku człowieka uleczonego.
Mówisz jak to artysta, na okrągło. Chodzi o to, żeby ludzie zbierali się w różnych miejscach wokół pustego krzesła, a ty to zarejestrujesz? - Niezupełnie. Celem jest doprowadzenie projektu do samodzielności, kiedy i murale, i zdjęcia powstawać będą bez mego udziału. Zrezygnowałem z wszelkiej stylizacji, by napis i zdjęcie mógł wykonać każdy.
To się już dzieje.
Próbuję wprowadzić do polskiej rzeczywistości ślad, którego nie będzie można zatrzeć. Chcę odzyskać słowo Żyd, wyrwać je antysemitom, bo u nas tylko oni korzystają z niego w sposób nieskrępowany.
Eksploruję też podświadomość, która stanowi źródło lęków, fobii, kompleksów, ale i wspaniałych snów o przeszłości. Chciałbym jako Polak uświadomić sobie, co drzemie w mojej niepamięci, odkryć obszar tego, co nazywam aktywnym zapominaniem. Zbudować platformę do wyrażania pozytywnych emocji wobec Żydów.
Założyłem stronę www.tesknie.com. Ludzie opisują tam swoje lub swoich rodziców czy dziadków wspomnienia o polskich Żydach, którzy zniknęli w Zagładzie albo wyjechali w 1968 roku. Dokonują swoich odkryć.
W 2000 roku ukazali się "Sąsiedzi" Jana Tomasza Grossa o zbrodni w Jedwabnem. Śledztwo IPN potwierdziło, że sprawcami mordu byli Polacy. Odsłonięto pomnik. - Pojechałem do Jedwabnego w 2002 roku. Potem były lektury Grossa, Bikontowej, Krall, Bubera. Hasło "Tęsknię za tobą, Żydzie" i pierwsze zdjęcie powstały w 2005 roku.
Jedwabne stanowi oś projektu. Jedwabne to czarna dziura, w której polska narracja załamuje się. Szukając sposobu na wyrażenie tych myśli, natknąłem się na Calela Perechodnika. I zdałem sobie sprawę, że odczuwam tęsknotę.
Za czym? - Za Perechodnikiem, właścicielem kina w Otwocku, którego wojna zmieniła w literata. Nie sądzę, by sobie tego życzył. A jednak, ukrywając się w szafie w Warszawie, spisywał wspomnienia w sposób godny największych twórców polskiej literatury faktu. Zginął w 1944 roku w nieznanych okolicznościach. I nic więcej z niego nie mieliśmy. Jego dzieci przepadły w Treblince. Brak mi go.
Kiedy słyszę twoje hasło, czuję dreszcz skrępowania, zwłaszcza przy "Żydzie" w wołaczu, który w ogóle jest nieprzyjemnym przypadkiem. "Żydzi" w liczbie mnogiej mnie nie bolą. - W Polsce człowiek dobrze wychowany nie zapyta kogoś: "Czy jesteś Żydem?". To nie przechodzi przez gardło. Kanclerz Uniwersytetu Warszawskiego też miał z tym kłopot. Przed akcją na UW dostałem list z sugestią, by nie używać hasła "Tęsknię za tobą, Żydzie" podczas wykonywania zdjęcia.
Akcja się opóźniła, ale 28 marca na dziedzińcu UW stawaliśmy kolejno za krzesłem, na którym leżała kipa, a ty robiłeś zdjęcia. - Był pokaźny tłumek. Rabin Stambler, przywódca ortodoksyjnej gminy Chabad Lubawicz, przyniósł drugie krzesełko i na nim usiadł. Ludzie skandowali hasło.
Wcześniej fotografowałem poznaniaków w synagodze, gdzie teraz jest pływalnia. Z żoną zrobiliśmy sobie zdjęcia w Jeżowie na tle potężnego kościoła katolickiego i starych żydowskich biedadomków. W Grodzisku Mazowieckim fotografowałem ludzi na miejskim złomowisku urządzonym na terenie cmentarza żydowskiego. Zrobiłem fotę ks. Krzysztofowi Niedałtowskiemu, który mówi: "Kto jest antysemitą, ten jest przeciwko Jezusowi".
Od roku maluję "Tęsknię" na murach polskich miast i raz w Tel Awiwie. W Warszawie nawet mnie za to zgarnęli. Policjant popatrzył na moje "...Żydzie" i mówi: "Co tu mamy? Antysemickie napisy?". Zatrzymali mnie z pompą - dziesięciu policjantów w dwóch autach - i zawieźli na komendę przy Wilczej.